Książki, których nie przeczytałem

Niewiele jest pewnych przewidywań na temat najbliższych lat, ale w jedno przewidywanie można wierzyć bez ryzyka błędu: zwiększy się mobilność ludzi. Już dzisiaj przemieszczamy się za lepszymi warunkami życia - młodzi migrują z małych miast do wielkich, a klasa średnia z wielkich miast na przedmieścia i na wieś

Niewiele jest pewnych przewidywań na temat najbliższych lat, ale w jedno przewidywanie można wierzyć bez ryzyka błędu: zwiększy się mobilność ludzi. Już dzisiaj przemieszczamy się za lepszymi warunkami życia - młodzi migrują z małych miast do wielkich, a klasa średnia z wielkich miast na przedmieścia i na wieś.

Ponieważ niedawno przeżyłem przeprowadzkę, wiem, jakim może to być koszmarem. Przynajmniej trzy instytucje muszą być osobno poinformowane o zmianie adresu: Urząd Miasta, gdzie się meldujemy, Urząd Skarbowy oraz ZUS. Najpierw trzeba o zmianie miejsca zamieszkania poinformować Urząd Skarbowy, bo sankcja za niedopełnienie tego obowiązku jest bardzo wysoka. Potem zwykle człowiek zmienia adres zameldowania. O nowym adresie trzeba poinformować banki, operatorów telefonii komórkowej, fundusz emerytalny, ubezpieczycieli itd. Chyba tylko jedna śmierć znajdzie nas bez listu poleconego, kiedy nadejdzie nasz czas.

Zmiana miejsca stałego zameldowania wymusza wymianę dowodu osobistego, o który trzeba najpierw zawnioskować, a potem go odebrać - to już trzy wizyty w urzędzie. Nowy numer dowodu to straszny kłopot: trzeba o tym ponownie poinformować Urząd Skarbowy oraz wszystkie banki, które już poinformowaliśmy wcześniej. Na deser trzeba uaktualnić informację w ZUS-ie i chwała temu, kto w gąszczu formularzy znajdzie ten właściwy, który służy do zmiany adresu, i inny, który trzeba wypełnić po zmianie numeru dowodu osobistego. Ach, zapomniałbym o kasach chorych, których co prawda nie ma, bo mamy jeden fundusz, tylko w każdym jego oddziale obowiązują inne zasady, inne formularze i inne procedury.

Nie daj Boże, żeby ktoś prowadził działalność gospodarczą: wtedy musi zmienić wpis w rejestrze płatników VAT, w ewidencji podmiotów gospodarczych oraz w Urzędzie Statystycznym. Niedopełnienie tych obowiązków w określonym czasie to groźba kolejnej, bardzo wysokiej grzywny.

Komuś, kto ma inne zajęcia, wszystkie te zadania zajmą przynajmniej trzy miesiące. Założę się, że praktycznie wszyscy przekraczają jeden ustawowy termin. Sprawia to, że każdy, kto się przeprowadza, z marszu staje się kryminalistą i w zasadzie zaraz po przeprowadzce powinien na wszelki wypadek zgłosić się do więzienia, bo paragraf na pewno się znajdzie.

Informatykom, którzy liznęli trochę teorii baz danych, znany jest termin replikacja. Jeżeli zmienimy jedną daną w źródle, odpowiednie procedury rozpowszechnią ją po replikowanych bazach danych. Dzięki temu mogą funkcjonować złożone i heterogeniczne systemy informatyczne. Otóż, pewnie już Państwo zgadli, replikacja jest normalnym sposobem załatwiania takiej sprawy w tzw. normalnych krajach. Obywatel idzie na najbliższą pocztę i daje znać, że przeprowadził się pod nowy adres. Resztę załatwiają stosowne instytucje, replikując informację między sobą.

Rolę centralnego systemu ewidencji ludności spełnia system PESEL. Dlaczego nie mógłby stanowić takiego centrum replikacyjnego także w Polsce i rozpowszechniać, na zasadach subskrypcji, informacji adresowych do wszystkich innych systemów informatycznych? Dlaczego dziesiątki tysięcy co rok przeprowadzających się ludzi muszą przechodzić gehennę zmiany danych w milionach miejsc, zamiast wykorzystać do tego - centralny bądź co bądź - system informatyczny?

Trudno o bardziej wyrazisty dowód, że informatyka może być albo rozwiązaniem problemów, albo generatorem kłopotów i pożeraczem pieniędzy wydawanych bez sensu i bez ograniczeń. W przypadku adresów mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Cała nadzieja w tym, że w swoich firmach częściej obserwują Państwo ten pierwszy.