Książę z bańki

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie Edwin Bendyk, znawca procesów społecznych powiązanych z rozwojem technologii. W wywiadzie radiowym analizował wyniki wyborów prezydenckich: wygrał kandydat, którego zwolennicy byli w stanie zaangażować innych użytkowników internetu i stworzyć oddolny ruch.

Komunikacja odbywała się oczywiście poza starymi mediami, bo przecież jak rozmawiać przez telewizor, skoro to on tylko mówi do nas? Edwin Bendyk przypomniał o zjawisku, które czasem spędza sen z oczu zarówno walczących o budżety marketingowców, jak i walczących o prywatność wolnościowców: usługi takie jak wyszukiwarki tworzą wokół nas bańki informacyjne. Pokazują nam treści, które najprawdopodobniej polubimy, bo podobne już polubiliśmy. Czyli dusimy się w sosie własnych przyzwyczajeń i polubień, zamiast wychylić nos poza bezpieczną strefę przyzwyczajeń i stereotypów.

Czy to źle?

Niemal w tym samym czasie przeczytałem wywiad Agnieszki Jucewicz z prof. Barrym Schwartzem pod błyskotliwym tytułem „Książę z bajki cię wykończy”. Niezmiernie inspirujący i ciekawy. Chodzi w nim o to, że im więcej mamy opcji do wyboru, tym gorzej się czujemy i podejmujemy gorsze decyzje.

Cywilizacja zachodnia szykuje więc sama na siebie bat: od tego bogactwa możliwości nie tylko dostajemy depresji, ale i głupiejemy. Profesor Schwartz podkreśla, że kiedyś uznawaliśmy duży wybór za przejaw wolności, autonomii i samostanowienia i że dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy nie potrafimy określić, co to jest to „coś dla siebie”. Dlaczego? Dlatego że liczba bodźców, wzorców i reklam jest dla nas za duża.

Paradoks wyboru jest znany od wielu lat, choć jego mechanizmy wciąż odkrywamy. Barry Schwartz napisał w 2004 r. książkę „Paradox of Choice” i od tego czasu możemy przekonać się, że jest gorzej. Mamy więcej jedzenia do wyboru, więcej multimediów – filmów, gier – więcej możliwości pracy, więcej partnerów…

I to nie czyni nas szczęśliwymi.

Schwartz mówi, że zamiast gonić za najlepszą ofertą, lepiej jest wybrać wystarczająco dobrą. Nie chodzi o pierwszą lepszą – tu mamy trudność z przetłumaczeniem angielskiego zwrotu „good enough”, które nie oznacza bylejakości, ale jakość wystarczającą. Jak to zrobić? Nie ma idealnego rozwiązania i jednakowej recepty dla wszystkich i trzeba wypracować własną metodę odpuszczania gonitwy za doskonałością.

Paradoksalnie, bańka, którą tworzy wokół nas wyszukiwarka czy sieć społecznościowa, może okazać się remedium na bezsensowną pogoń za doskonałym wyborem. Bo jeśli automat podsuwa nam wybór między tym, co znamy, i tym, co znamy i lubimy, to decyzja może zająć mniej czasu i nieść mniej stresu. Zamiast szukać w swych życiowych wyborach księcia z bajki, może lepiej skupić się na przyjemnościach, kontaktach z rodziną i przyjaciółmi? Nawet jeśli ktoś wmawia nam, że bańka informacyjna jest zła.

Książę z bańki


TOP 200