Krajowy problem rezerwacji

Dostało się firmie PKP w numerze 30/97 CW za sprawą jakości usług w zakresie sprzedaży biletów. I słusznie - systemy informatyczne dopuszczające do pomyłek przy rezerwacji miejsc i nie naliczające należności za przejazd, to horror naszej codzienności.

Dostało się firmie PKP w numerze 30/97 CW za sprawą jakości usług w zakresie sprzedaży biletów. I słusznie - systemy informatyczne dopuszczające do pomyłek przy rezerwacji miejsc i nie naliczające należności za przejazd, to horror naszej codzienności.

Zacząłem się zastanawiać, jak możliwe jest sprzedanie podwójnej partii biletów na te same miejsca, gdy czynności te nadzoruje (chociaż - jak widać - chyba tego nie czyni) oprogramowanie. Nie znam algorytmu zarządzającego tą procedurą i być może ktoś ze specjalistów zechce publicznie uświadomić co dociekliwszych informatyków, jakie krasnoludki takie niespodzianki szykują. Nie przypuszczam, aby oprogramowanie pracujące w trybie wielodostępnym nie miało blokady zasobów przy aktualizacji - nawet nie jest możliwe fizycznie, aby z tego powodu w tym samym czasie powielono tak wiele identycznych transakcji. Czyżby więc błędy transmisji danych lub akceptacja przez system niepoprawnych operacji? Przypuszczam jednak, że - jak zwykle - przyczyny są bardziej przyziemnej natury i nie będę starał się przeprowadzać mało skutecznych w tym zakresie dywagacji.

Jak rzeczywistość pokazuje, z dublowaniem miejsc nie było problemów tylko w firmie LOT i to już od lat 70., kiedy to w kraju dysponowano terminalami łączącymi nas z międzynarodowym systemem rezerwacji miejsc lotniczych - mackami lepszego świata wyciągniętymi w kierunku kwitnącego socjalizmu. Już wtedy szło się do przedstawicielstwa, rezerwowało bezpłatnie miejsca na określony lot i nie przypominam sobie, aby ktokolwiek leciał na stojąco. Jakość systemu informatycznego to jedna sprawa. Jednak ciągle twierdzę, że u źródeł wszelakich kłopotów leży zła organizacja i czyjeś niedociągnięcia, a system komputerowy powinien stać na straży i chronić użytkownika przed popełnianiem błędów, często niezamierzonych.

Kłopoty z rezerwacją miejsc nie są domeną PKP, być może tylko częściej się ujawniają ze względu na sporą liczbę podróżnych. Z sytuacją taką można mieć do czynienia także w hotelach lub domach wczasowych i niekoniecznie za sprawą informatyki. Dwukrotnie mi się zdarzyło, że rezerwacja miejsca w ośrodku wypoczynkowym wykonana z dnia na dzień drogą telefoniczną została przyjęta, a po przybyciu na miejsce okazało się, że kto inny zajmuje pokój. Kartkę można przecież wyrzucić, zapis w komputerze usunąć - i tak nie ma żadnych dowodów. Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi odpowiedzialnych za obsługę klienta, nie poprawi się dbałość o dobre imię firmy, a co najważniejsze nie będzie się ceniło wypowiedzianych słów i przyjętych zobowiązań, dopóty nikła jest nadzieja na uzdrowienie sytuacji nie tylko w dziedzinie rezerwacji miejsc.


TOP 200