Kraj protestantów

Duży supermarket. Sierpień 2009. By rzucić okiem, zagłębiam się między telewizory. Gdy jestem przy końcu, dziewczyna z obsługi tłumaczy jakimś państwu: - Wszystkie nasze odbiorniki są przystosowane do odbioru cyfrowej telewizji naziemnej.

Nie mam zwyczaju wtrącać się w nie swoje sprawy, ale sam przed chwilą widziałem, że żaden z pokazywanych tam telewizorów w Polsce tego nie odbierze. Proszę więc o instrukcję obsługi, a tam, czarno na białym, że tylko MPEG-2. Ratuję niedoszłych nabywców przez bezsensownym zakupem i myślę, kto też uratuje mnie przed ochroniarzami, w kierunku których udała się pełna złości sprzedawczyni.

Ofert typu "przystosowany do odbioru DVBT" pełno też w Internecie. Co gorsza - większość mieszkańców Polski nie ma żadnych możliwości praktycznej weryfikacji takiego nabytku w czasie, kiedy jeszcze mogą go zwrócić sprzedawcy, bo program (nadawany testowo) jest dostępny tylko gdzieniegdzie. Sprzedawcy dobrze wiedzą, co wciskają nieświadomym klientom, bo na sprzęcie rzeczywiście przystosowanym piszą "MPEG4", a na reszcie tylko "DVBT". Można więc przyjąć, że to ostatnie to swoisty rodzaj ostrzeżenia przed kupnem.

I tak zresztą wszystko stoi u nas, jak zawsze, na głowie. Nadawanie cyfrowe miało, w wybranych rejonach, ruszyć od 1 października, więc już w lipcu (!) opublikowano kolejną strategię przechodzenia (poprzednia pochodziła chyba jeszcze z czasów premierostwa Marka Belki), której głównym skutkiem będzie zamieszanie z kanałami. Bo te obecne, według nowej strategii, są tylko przejściowe, więc kiedyś tam wszyscy będę musieli się przestroić. A że czynność ta jest dla wielu zbyt trudna, cieszą się już tzw. specjaliści, którzy inkasują po 10?25 złotych za to, że wiedzą albo wykombinują, który guzik pilota nacisnąć. Razy jakiś milion zdezorientowanych - całkiem niezła sumka.

A propos nadawania, które miało ruszyć za kilka dni: po 20 września Prezes UKE poinformowała, że pewno nie ruszy, bo nadawcy wzajemnie się oprotestowują i nic z tego, dopóki nie rozpatrzy się protestów. Miejmy nadzieję, że chociaż nie wyłączą nadawania testowego.

Lubiliśmy liberum veto, lubimy protesty. Mamy to we krwi od setek lat i - jak to mawiano w jednym z filmów - sąd sądem, ale racja musi być po naszej stronie. PKP InterCity stoi przed perspektywą wyłączenia z ruchu około 500 wagonów, bo nie ma kto zrobić im na czas napraw rewizyjnych. Tzn. miałby, ale zakłady naprawcze taboru zamiast naprawiać, zajęte są protestami w związku z przetargami na te naprawy (a któreś z nich zdążyły już ogłosić upadłość).

Każdy zaś odbiornik, który odbiera MPEG-4, jest - jak to mówimy w informatyce - backward compatible i bierze również MPEG-2. Nie podpowiem jednak sprzedawcom (niech mają za swe niecne praktyki), że można to wykorzystać w reklamie, bo od 1 września, w MPEG-2 właśnie, nadawanie cyfrowe z Czarnej Góry koło Śnieżki rozpoczęli Czesi i można to łapać na Dolnym Śląsku, co sam sprawdziłem: cztery programy telewizyjne (w tym transmisje sportowe) plus sześć radiowych. Pośród tych ostatnich moja ulubiona literacko-muzyczna Vltava i - dotąd dostępne tylko przez Internet - świetne Radio D-Dur (że nie wspomnę o popularno-naukowym programie Leonardo).

Czesi też mają strategię, tyle, że ciągle jedną - aż do czwartego multipleksu, z częstotliwościami i datami przejścia, a już teraz obejmują nadawaniem cyfrowym ponad 80% mieszkańców. Lepiej niż u nas (oficjalnie nie mamy jeszcze nic) - i to znacznie - jest też pod tym względem na Słowacji, Litwie, Białorusi i Ukrainie, o Niemcach nie wspominając. W sumie jednak to kiepskich mamy sąsiadów, bo może i coś tam oni mają, ale protestować przecież nie potrafią.