Koszmar senny

Wiele automatów wspierających życie codzienne nie do końca jest w stanie załatwić wszystkie sprawy i załatać wszelkie bolączki. Ciągle niezastąpionym, mimo wszystko, zapleczem jest rozumny człowiek.

Lokalny Informatyk wszedł pewnego razu do nowoczesnego budynku. Miał do załatwienia sprawę urzędową. A że zbliżała się godzina końca pracy, starał się sprawę przeprowadzić jak najszybciej. "Budują inteligentne budynki, a przez Internet prostej rzeczy nie można załatwić" - zżymał się. Nie wiadomo czy wskutek stresu czy pospiechu czy też z tytułu naturalnego cyklu biologicznego, musiał skorzystać z toalety. "Na szczęście tego przynajmniej tu nie brakuje" - pomyślał. Gdy zaszył się wygodnie w ustronnym miejscu, po pewnej chwili skonkludował, że przecież zaraz będą zamykali budynek i co wtedy? Nabrał więc tempa w swoich czynnościach . Gdy był gotowy do opuszczenia przybytku, nie wiadomo czy z nerwowego pośpiechu czy też z racji typowo mechanicznej usterki, spowodował, że klamka zwyczajnie się zacięła. Nie była to klamka "inteligentna" ale zwyczajna, mechaniczna, a mimo tego nie chciała ustąpić. Lokalny poczuł się nieco skonfundowany. Po wielu nieudanych próbach nacisku stwierdził, że już chyba normalnie nie przyjdzie mu stąd wyjść. Wątpił, aby ktoś miał jeszcze przechodzić w pobliżu i usłyszeć wołanie o pomoc; godziny pracy dobiegły końca i ludzie udali się do domów. Zastanawiając się nad sensownością skorzystania z numeru alarmowego 112, zauważył na ścianie tabliczkę informującą, gdzie należy dzwonić w razie awarii. Skorzystał więc z tej podpowiedzi. Po drugiej stronie usłyszał automat oznajmiający, że ekipa serwisowa pracuje do godziny… no, takiej właśnie, która minęła. Cóż, nie spodziewano się, że ktoś będzie zgłaszał awarię po godzinach pracy instytucji. Zresztą właściciel budynku i tak nie chciał płacić za gotowość serwisową poza godzinami funkcjonowania urzędu. Wreszcie Lokalny wpadł na pomysł, aby zatelefonować do centrali tego budynku. Automat zainstalowany w centrali obwieścił, że jest po godzinach pracy i uprzejmie proszą o kontakt w dniu następnym. Chcąc nie chcąc, sięgnął więc Lokalny po ostatnią deskę ratunku, czyli telefon alarmowy. Trochę głupio mu było na myśl o reakcji na zgłoszenie zatrzaśnięcia się w toalecie. W jego mniemaniu wydźwięk sprawy do złudzenia przypominał udanie się do chirurga z założonym garnkiem na głowę albo z koralikiem, który utkwił w dziurce od nosa. Telefon alarmowy, jak to często się zdarza u nas w kraju, długo nie odpowiadał. Lokalny zrobił więc przerwę w wydzwanianiu. Ni stąd ni zowąd usłyszał nagle czyjeś kroki. To był dyżurny strażnik wykonujący obchód.

Dobrze, że od czasu do czasu wśród tych technologicznych wynalazków znajdzie się jakiś człowiek, który potrafi przyjść z pomocą.


TOP 200