Konsumenci III rzędu

Każdy ekosystem rządzi się swoimi prawami, które - zapewniając właściwe jego funkcjonowanie - zachowują w harmonii grupy producentów, konsumentów i reducentów. Prawa te w swej uniwersalnej naturze można z powodzeniem odnieść do rynku internetowego. I tak na amerykańskim gruncie znajdziemy kilka wzorcowych gatunków. Na przykład Google - firma założona przez dwóch studentów, zapaleńców - świetnie funkcjonuje w tamtejszej piramidzie pokarmowej: wytwarza produkt, który zadowala konsumentów wszystkich rzędów. I nie bez powodu Siergiej Brin, współzałożyciel Google'a, znalazł się w zeszłym roku na 7. miejscu listy najbogatszych osób, typowanej przez magazyn Forbes, a jego fortuna liczyła 900 mln USD.

Każdy ekosystem rządzi się swoimi prawami, które - zapewniając właściwe jego funkcjonowanie - zachowują w harmonii grupy producentów, konsumentów i reducentów. Prawa te w swej uniwersalnej naturze można z powodzeniem odnieść do rynku internetowego. I tak na amerykańskim gruncie znajdziemy kilka wzorcowych gatunków. Na przykład Google - firma założona przez dwóch studentów, zapaleńców - świetnie funkcjonuje w tamtejszej piramidzie pokarmowej: wytwarza produkt, który zadowala konsumentów wszystkich rzędów. I nie bez powodu Siergiej Brin, współzałożyciel Google'a, znalazł się w zeszłym roku na 7. miejscu listy najbogatszych osób, typowanej przez magazyn Forbes, a jego fortuna liczyła 900 mln USD.

Jak uczą podręczniki biologii, w ekosystemie każdy kolejny poziom w strukturze pokarmowej, zwanej też piramidą, wykorzystuje energię i materię, która wbudowana została w ciało organizmów poprzedniego poziomu. Wszystko jednak w takich proporcjach, by żywiciel nie umarł z powodu nadmiernej eksploatacji. Choć takie przypadki też mają miejsce. Weźmy na przykład taką Wirtualną Polskę - pierwszy nasz portal założony przez kilku zapaleńców związanych ze środowiskiem akademickim. Rozwijał się, przybierał na sile, zainwestował w niego narodowy operator i... nagle upadł. Dlaczego? Odpowiedzi udzielą również prawa biologii. Po inwestycji TP SA w WP miało dojść do protokooperacji, a więc takiego związku, w którym dwa współżyjące gatunki, czerpią korzyści ze swojej obecności, a jednocześnie nie są od siebie całkowicie uzależnione. I tak TP SA miała uruchomić dial-up, pozyskiwać przychody z tego tytułu, a WP miała stać się portalem numer jeden. Tymczasem na drodze stanęła przygotowana i podpisana przez operatora umowa, zgodnie z którą miał on odkupić udziały od akcjonariuszy mniejszościowych za 58 mln USD.

I tak z planowanej protokooperacji doszło do drapieżnictwa. Wydawałoby się, że umowa to umowa, więc nawet jeśli po latach wyda się dla jednej ze stron mniej korzystna, to należy się z niej wywiązać. Tak przecież funkcjonują ekosystemy. Tymczasem drapieżca zaczął dyktować swoje warunki i z dobrze prognozującej spółki zrobił upadłość. A co więcej - swoją ofiarę oskarżył o chciwość.

I tu chyba mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego w USA się udaje, a w Polsce nie. Ci, którzy stoją na szczycie pokarmowej piramidy, wbrew całemu ekosystemowi łamią prawa nim rządzące. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w ten sposób sami podcinają gałąź, na której siedzą. Niszcząc producenta, falowo uderzają też w siebie. Ale najlepiej żeby przekonali się o tym sami, bo to będzie najlepsza nauczka - bolesna lekcja biologii w praktyce.