Konsekwencje jedzenia żaby

W 10 lat po tym jak wszem i wobec ogłoszono, że zbliża się koniec darmowego internetu i czeka nas płacenie za treść, w zasadzie nic się nie zmieniło. Nadal podstawowym źródłem finansowania większości serwisów on-line są przychody z reklam. Ma to swoje konsekwencje, o których dzisiaj.

Pierwsza, najbardziej widoczna dla przeciętnego internauty, to nawał komercji. Wyskakujące okienka pop-up, które nie dają się łatwo zamknąć; bannery, które rozwijają się przykrywając treść, a także nieoczekiwana kanonada hałaśliwej muzyki z nieopatrznie niewyciszonych głośników - to wszystko zna każdy internauta. A ponieważ producenci oprogramowania żyją w symbiozie z reklamodawcami, nie ma widoków na wbudowane w przeglądarki skuteczne narzędzia filtrowania treści.

Drugim, zdecydowanie bardziej niebezpiecznym przejawem przyjętego modelu finansowania, są kryptoreklamy. Udają treści amatorskie, stworzone spontanicznie przez internautów. Polecam wizytę na forach gazety.pl - w szczególności tych poświęconych wózkom, sprzętowi AGD lub kulinariom. Niektórzy "uczestnicy" pojawiają się tylko na chwilę, aby podzielić się entuzjastyczną opinią na temat jakiegoś produktu i zaraz potem znikają.

Konsekwencją przyjętego modelu finansowania internetu jest także poziom dyskusji na forach internetowych. Opinie rozsądne, wyważone i podpisane nie generują takiej liczby odpowiedzi oraz odsłon jak opinie kontrowersyjne czy wręcz głupie. Fora internetowe roją się więc od prowokatorów, z których duża część zapewne jest na listach płac portali.

Porównywarki cenowe, pomysł znakomity, został do tego stopnia spaczony przez reklamę, że kompletnie utracił wiarygodność. Porównywarki wykazują różnice w cenach na poziomie pojedynczych złotówek, a po przekierowaniu na stronę sklepu i zamówieniu okazuje się że reklamowanego towaru nie ma wcale, albo cena za transport wynosi trzykrotność normalnych kosztów wysyłki.

Słowem, brak dobrego sposobu płacenia za treści skazuje nas na życie na reklamowym śmietniku. Kto chce wiedzieć, gdzie jest granica bólu, niech obejrzy komercyjną telewizję rozrywkową - poza reklamami, teleturniejami (czyli też reklamami) i tandentnymi show nie ma tam nic. Gorsze są tylko zakupy Mango, ale jednocześnie na swój sposób uczciwsze - tam nikt nie udaje, że dostarcza jakąkolwiek treść.

Umiejętność poruszania się w gąszczu informacji bezużytecznej i niewiarygodnej, oczywiście, wykształca się z czasem u każdego internauty. Ponad dekadę temu zgodziliśmy się zjeść tę żabę, czyli zapłacić za szybki rozwój darmowych serwisów przyzwoleniem na reklamy.

Pozostaje pytanie: co dalej?