Konkwista dolnego kwartyla

Ostatnie trzydzieści lat historii informatyki to nieustająca pogoń za dostarczaniem coraz bardziej uniwersalnych narzędzi. Intel 4004, prekursor współczesnych mikroprocesorów, zapewniał realizację funkcji wcześniejszych kalkulatorów nie dzięki sztywnemu połączeniu ścieżek w krzemowej kostce, a poprzez obecność programu, który realizował zadane funkcje.

Ostatnie trzydzieści lat historii informatyki to nieustająca pogoń za dostarczaniem coraz bardziej uniwersalnych narzędzi. Intel 4004, prekursor współczesnych mikroprocesorów, zapewniał realizację funkcji wcześniejszych kalkulatorów nie dzięki sztywnemu połączeniu ścieżek w krzemowej kostce, a poprzez obecność programu, który realizował zadane funkcje.

Od maszyny Turinga, poprzez programowalny mikroprocesor oraz coraz bardziej standardowe i przenośne języki programowania, aż do maszyny wirtualnej - w trwała nieustająca pogoń za tym, by możliwości dawane przez komputer były możliwie szerokie, zaś program decydował o tym, do czego zostaną zastosowane. Komputer osobisty - domowa moc obliczeniowa, pamięć masowa i potencjał bibliotek i funkcji - to nic innego, jak uniwersalna platforma do wszystkiego. To każdy z nas decyduje, jaki program uruchomi i do czego komputer zostanie wykorzystany. Na tym samym sprzęcie ludzie grają, piszą książki, obrabiają zdjęcia, podrywają i są podrywani, oglądają filmy, itd.

Czy zwrócili Państwo uwagę, że w ostatnich latach trend się odwraca? Przemysł informatyczny dostarcza nam coraz bardziej specjalizowane platformy. czy MP4 oraz upowszechniające się odbiorniki GPS z atlasem drogowym to przecież komputery o możliwościach obliczeniowych porównywalnych (albo wręcz przekraczających) pecety sprzed paru lat. Coraz bardziej zamknięte platformy w coraz większym stopniu integrują z sobą aplikacje, system i sprzęt. Tylko czekać, aż trend w kierunku uniwersalnych mikroprocesorów się odwróci i producenci chipów zaczną dostarczać specjalizowane kości do elektronicznych cudeniek o jednym, dokładnie jednym zastosowaniu.

Mam na ten temat swoje zdanie. Otóż uważam, że obsługa uniwersalnych platform umożliwiających uruchomienie dowolnego oprogramowania wymagała elementarnej wiedzy z konfiguracji i obsługi urządzeń i systemów. Jednak informatyczne cacka rozpowszechniły się do tego stopnia, że najzwyczajniej w świecie zabrakło ludzi, którzy mieliby odpowiedni... hmmm, potencjał intelektualny, by z nich skorzystać. W każdym społeczeństwie rozkład inteligencji ma charakter normalny. Aby sprzedać produkty dla "dolnego kwartyla", trzeba było je maksymalnie uprościć. Nie było rady - to, co wcześniej było otwarte, zamknięto; to, co elastyczne - usztywniono.

Kto by przypuszczał, że owa "konkwista dolnego kwartyla" rynku doprowadzi ostatecznie do odwrócenia trendu, jaki w informatyce obowiązywał przez ostatnie kilkadziesiąt lat?