Koniec czy początek romantyzmu?

Ostatnio w Communications of the ACM (nr 6) ukazał się artykuł B. Dahlboma i L. Mathiasena pt. The Future of Our Profession. Autorzy poprzedzili artykuł mottem: ważniejsze jest być dobrym inżynierem niż osiągnąć wysoki poziom kompetencji technicznych.

Ostatnio w Communications of the ACM (nr 6) ukazał się artykuł B. Dahlboma i L. Mathiasena pt. The Future of Our Profession. Autorzy poprzedzili artykuł mottem: ważniejsze jest być dobrym inżynierem niż osiągnąć wysoki poziom kompetencji technicznych.

Na początku nowego roku polecę ten artykuł moim studentom. Oni patrzą w przyszłość, podczas gdy nasz system edukacji jest zwrócony ku przeszłości. Oczywiście, włączamy do niego nowinki, które mają służyć za dowód nowoczesności. Polecam wszystkim, ale wiem, że nie zainteresują się tekstem ci, którzy chcą, by w edukacji nic się nie zmieniło.

Autorzy przypominają początki naszego szybkiego rozwoju cywilizacyjnego w XVIII wieku, kiedy to zachwyciliśmy się maszyną „zastępującą człowieka”. Kartezjusz, Newton i Leibnitz dali podstawy widzenia świata jako „doskonałej" maszyny. W XX wieku Turing dołożył swego automatycznego księgowego. Pod koniec XVIII wieku w Europie pojawił się inny prąd sprzeciwiający się mechanistycznemu myśleniu - romantyzm. Wyznawcy mechanistycznego widzenia świata widzą go jako złożony automat, który trzeba udoskonalać. Świat postrzegają jako systemy, struktury, algorytmy, a rzeczywistość widzą poprzez pryzmat narzędzia, jakim się posługują (dobrym tego przykładem są narzędzia CASE, a ostatnio podejście obiektowe) . Romantycy starają się poznać istotę rzeczy - widzą procesy i zmiany.

Artykuł wskazuje trzy charakterystyczne podejścia w naszej profesji. Podejście konstrukcyjne polega na tworzeniu artefaktów służących rozwiązaniu dobrze ustrukturyzowanych problemów. Główną rolę odgrywa technik, usiłujący naprawiać świat, tworząc coraz lepsze narzędzia programowe. Zadaniem podejścia ewolucyjnego jest tworzenie artefaktów technicznych dla odbiorcy przy mniej lub bardziej stałych i jasnych wymaganiach. Temu podejściu odpowiada rola pomocnika próbującego zwiększyć kompetencje użytkowników, również przez oddanie im odpowiedzialności za podejmowane zadanie. Ostatnie podejście - interwencyjne - polega na zmianie organizacji stwarzającej problemy lub nie pozwalającej wykorzystać szans. Narzędziem jest specjalnie przystosowana technika informacyjna. Kluczowa rola przypada tu emancypatorom, czyli konsultantom. Ich zadaniem jest wskazanie możliwości wykorzystania techniki informacyjnej, dającej szansę zwiększenia skuteczności i efektywności organizacji.

Wymienione trzy podejścia ukazują tendencje od lat obserwowane w praktyce. Profesjonalista przestaje być szamanem, a staje się pomocnikiem, nie daje gotowego rozwiązania, a pomaga je znaleźć. Profesjonalista musi zdawać sobie sprawę z głębokich zmian dotyczących nie tylko technologii, którą się posługujemy. Musi umieć tę technologię zastosować z korzyścią dla klienta i użytkownika. Musi zatem nie tylko umieć wykonać gotową aplikację, jaką zdefiniuje nieświadom możliwości narzędzi informatycznych użytkownik, ale też umieć pomóc klientowi rozwiązać problemy zarządzania.

Czy sami jesteśmy zatem profesjonalistami? Czy kształcimy profesjonalistów? Ani jedno ani drugie. Najgorsze jest jednak, że jeszcze miną lata nim zaczniemy kształcić specjalistów dających sobie radę z realnymi problemami. Przyczyną jest system edukacji, który nie zmienił się od 1989 r. I nie zanosi się na zmiany. Żaden system nie zmienia się sam - konieczna jest interwencja z zewnątrz. Winą za porażki gospodarcze znów obciąży się masonów, cyklistów, dziennikarzy, no i ... informatyków.


TOP 200