Komputerowy łańcuch pokarmowy

Bardzo, ale to bardzo lubię bogatych zapaleńców komputerowych. Powodem tego lubienia nie jest w żadnym razie fakt, że ci bogaci płacą mi cokolwiek za usługi informatyczne, albowiem ja takowych dla żadnego osobnika nie posiadającego osobowości prawnej, jak to się ładnie nazywa, nie wykonuję. Zapaleńców komputerowych, ale tylko tych najbogatszych, lubię przeogromnie dlatego że ich stać na najnowsze i najdroższe wyposażenie.

Bardzo, ale to bardzo lubię bogatych zapaleńców komputerowych. Powodem tego lubienia nie jest w żadnym razie fakt, że ci bogaci płacą mi cokolwiek za usługi informatyczne, albowiem ja takowych dla żadnego osobnika nie posiadającego osobowości prawnej, jak to się ładnie nazywa, nie wykonuję. Zapaleńców komputerowych, ale tylko tych najbogatszych, lubię przeogromnie dlatego że ich stać na najnowsze i najdroższe wyposażenie.

Oni to masowo wykupują produkty, o których inni zapaleńcy, ale nie tak zasobni, na razie marzą. Ale gdy ci najbogatsi wykupią sporo, firmy produkujące obniżają ceny tych produktów, bo już niebawem wystawią na sprzedaż najnowsze swe cacka, gdyż trochę czasu upłynęło i najbogatsi zapaleńcy czekają na więcej i lepiej. Skoro tylko ceny schodzą w dół, następna i jeszcze liczniejsza grupa zapaleńców mniej zasobnych wykupuje towary, których nie zassała grupa najbogatsza. Ponieważ znowu trochę czasu upływa, a nowa technologia depcze po piętach starociom, producenci obniżają ceny jeszcze bardziej. I w tym momencie wkracza grupa zapaleńców najmniej zasobnych, którzy doczekać się nie mogli, ale pozwolić także sobie nie mogli na nadszarpnięcie kieszeni. I znowu mija trochę czasu, producenci dołują ceny jak mogą, aby wyzbyć się resztek przestarzałego towaru z magazynów. I dzięki temu ja także mogę sobie wreszcie coś kupić. W sferze komputeryzacji prywatnej nie jestem zapaleńcem. Prezentuję raczej postawę racjonalnie zachowawczą.

Jeśli chodzi o przyzwyczajenia informatyczne, to mimo wszystko lepiej takowych nie mieć. Długotrwałe związki nie zawsze mają szczęśliwy finał. Mam na myśli dotychczasowe związki użytkowników i developerów z Informixem. Niemniej w sukurs i na pocieszenie przyszedł "owdowiałym" klientom Oracle i obiecał, że starannie się nimi zaopiekuje, jakby nie wierząc, że IBM oprócz swego DB2 będzie wspierał także linię proinformixową. Tego typu przejęć lub połączeń firm wraz z dobrodziejstwem inwentarza było już sporo. Jedne związki przetrwały do tej pory (Compaq-DEC), inne rozpadły się w mig (Borland-Corel, czyli matrimonium non consumatum).

Ciekawe odczucia musiały być udziałem czytelników i sympatyków czasopisma BYTE, kiedy nagle przestało się ono ukazywać w czerwcu 1998 r., sprzedane przez koncern wydawniczy McGraw-Hill. W tym samym zresztą czasie przymierzano się do "odpalenia" polskiej edycji BYTE, co ze względów oczywistych w tej sytuacji nie doszło do skutku. Jestem jedną z niewielu osób posiadających wstępne materiały informacyjne z dumnym nadrukiem BYTE POLSKA. Po rocznych perturbacjach amerykańska wersja BYTE'a ujrzała ponownie światło dzienne pod egidą nowego właściciela.

Zauważyłem, że od pewnego czasu nie ukazuje się Informatyka - krajowy miesięcznik powołany do istnienia w 1965 r., a więc 10 lat wcześniej niż BYTE. Czyżby nadszedł czas zasłużonej emerytury?

Zauważyłem także, że nabrałem bardzo złych przyzwyczajeń, których źródła doszukiwać się należy tylko i wyłącznie w informatyce. W trakcie czytania papierowej ulotki w oczy wpadły mi podkreślone w tekście dwa słowa. Przez moment przemknęła mi nierozsądna myśl, aby kliknąwszy zajrzeć, co znajduje się pod tym odnośnikiem. Czyżby już czas na emeryturę?


TOP 200