Komputer popsuje, komputer naprawi

Najpierw zakładają człowiekowi na głowę słuchawki, które stanowią konstrukcję niczym jakiś hełm. Od tego czegoś biegną przewody, które kończą się w okolicy jakiegoś komputera i urządzenia zwanego audiometrem, które podobno ma nawet układ DSP, jak domniemywam, taki sam albo podobny do tych, jakie występują w niektórych wzmacniaczach. Cała ta maszyneria służy do ustalania stopnia i zakresu ubytku słuchu u delikwenta ze wspomnianymi słuchawkami na głowie.

Najpierw zakładają człowiekowi na głowę słuchawki, które stanowią konstrukcję niczym jakiś hełm. Od tego czegoś biegną przewody, które kończą się w okolicy jakiegoś komputera i urządzenia zwanego audiometrem, które podobno ma nawet układ DSP, jak domniemywam, taki sam albo podobny do tych, jakie występują w niektórych wzmacniaczach. Cała ta maszyneria służy do ustalania stopnia i zakresu ubytku słuchu u delikwenta ze wspomnianymi słuchawkami na głowie.

W tym miejscu tych, którzy po tym wstępie myślą, że w mojej obecności mogą teraz mówić wszystko, muszę niestety rozczarować, gdyż w całej tej operacji byłem tylko widzem. Po prostu - niektóre sprawy są jeszcze ciągle przed nami, chociaż spraw takich coraz to mniej...

Rola wspomnianej maszynerii z komputerem na czele nie kończyła się jednak na tym etapie. Bowiem gdy komputer już wie, co badanemu dolega, zabiera się za ustalanie i programowanie charakterystyki akustycznej aparatu, który ma słuch wspomagać. Potem następuje faza prób, jakieś korekcje i delikwent, który przedtem słyszał mało i nieprecyzyjnie, teraz nagle staje się niemal groźny dla otoczenia, które przyzwyczaiło się, że przy nim można mówić wszystko i o wszystkim, bo i tak nic dobrze nie usłyszy. A jak nawet usłyszy właściwie, to i tak można mu z łatwością wmówić, że mowa była o zupełnie czymś innym, a on przecież słabo słyszy, więc źle zrozumiał.

Gdy przez okno mojego poznańskiego (czyli tego właściwego) mieszkania zaczynają dobiegać silne, głuche a rytmiczne dźwięki, przypominające uderzenia w słabo naciągnięty bęben, to może to oznaczać dwie rzeczy: albo pod światłami, na pobliskim skrzyżowaniu stoi samochód, w którym cała energia elektryczna wytwarzana przez alternator idzie w głośniki, albo ochoty na głośne słuchanie muzyki przez aparaturę tzw. kina domowego nabrał któryś z sąsiadów. To pierwsze jest lepsze, bo po chwili odjeżdża.

Te głuche dźwięki dobywają się z głośników zwanych subwooferami i niewiele z muzyką mają wspólnego. Nie są to wybrzmiewające długo basy, lecz właśnie takie jakby głuche tąpnięcia. I tak to podobno ma być: kupiłem kiedyś pismo specjalistyczne, które miało ambicję zajmować się jakością odtwarzania dźwięków. No i napisano tam, że najważniejsze to aby wiernie było słychać brzęk tłuczonego szkła (tony wysokie) i odgłosy ciosów wymienianych w bójce (niskie). Drugi raz już nie kupiłem.

W swojej wrocławskiej kwaterze z kolei, mogę się co i raz przekonać, że tak jak dawniejsze budownictwo przepuszczało przez stropy i mury głośną muzykę, tak obecne jeszcze mniej jest odporne na te właśnie niskie dźwięki, które potrafią wytwarzać niemiłe dla uszu ciśnienie akustyczne nawet o kilka pięter od źródła.

Z odwrotnym z kolei efektem można się spotkać w tramwaju czy w pociągu, gdzie ze słuchawek sąsiada dobiegają tylko skrzecząco-szeleszczące tony wysokie, bo basów w tych słuchawkach starcza tylko na poruszenie tej odrobiny powietrza, jaka znajduje się między słuchawką a błoną bębenkową ucha. Sporo osób słucha też muzyki w trakcie rutynowej pracy na komputerze. Sam też dość często słucham w ten sposób pochodzących gdzieś z Internetu prelekcji i rozmów fachowych. I zawsze, przez chwilę po zdjęciu słuchawek, jakby gorzej słyszę rozmowy i odgłosy z otoczenia.

I coś w tym jest - bo wracając do pierwszego tematu - szczęśliwy posiadacz aparatu słuchowego jest przy kupnie ostrzegany, że komfort słyszenia przez ten aparat odzwyczaja jakby ucho od wysiłku słuchania, co powoduje, że słuch pogarsza się dalej.

W sumie jednak nie ma się czym martwić - co jeden komputer popsuje, drugi naprawi.


TOP 200