Komputer a ciśnienie tętnicze

W gąszczu spraw poważnych, jakimi zajmujemy się każdego tygodnia, spraw, które niejednokrotnie zaburzają spokojny sen naszych czytelników, pojawia się problem tak dziwny, że aż trudny do uwierzenia. Kto bowiem zastanawia się - podpisując coraz to nowe kontrakty, skrupulatnie powiększając stan swego konta, rwąc włosy z głowy przed wyborem drukarki do swej firmy czy nie daj Boże komputera - nad tak banalnym, że aż śmiesznym pytaniem: czy komputer jest szkodliwy dla zdrowia?

W gąszczu spraw poważnych, jakimi zajmujemy się każdego tygodnia, spraw, które niejednokrotnie zaburzają spokojny sen naszych czytelników, pojawia się problem tak dziwny, że aż trudny do uwierzenia. Kto bowiem zastanawia się - podpisując coraz to nowe kontrakty, skrupulatnie powiększając stan swego konta, rwąc włosy z głowy przed wyborem drukarki do swej firmy czy nie daj Boże komputera - nad tak banalnym, że aż śmiesznym pytaniem: czy komputer jest szkodliwy dla zdrowia?

Śmieszne nie śmieszne, ale jest pytanie. Powiedziałby ktoś, że dziś naukowcy zajmują się wieloma zagadnieniami mającymi - z naszego punktu widzenia - nikły związek z życiem. Stawia się problemy jeszcze śmieszniejsze i co najważniejsze rozwiązuje je. Posłużmy się przykładem niekomputerowym, w którym to kolega mój (pracujący przy komputerze - czy zdrowy?) został doktorem nauk przyrodniczych, broniąc rozprawę doktorską na temat "Wpływu stresu u jeleni na cykliczność porostu poroża". Do dziś nie potrafię poważnie z nim rozmawiać na ten temat i nie wiem czy wpływ takowy jest, czy go nie ma, a jeżeli jest, to jak się on ma do wspomnianych rogów.

Ale człowiek to nie jeleń - co warto w tym wypadku zauważyć - a komputer to nie rogi. Problem więc wydaje się być niewspółmiernie poważniejszy. Czytamy więc o "obsesyjnym używaniu komputerów", co to brzydkie ślady na naszym zdrowiu pozostawia. Jednak niewielka to różnica od tego, jak ktoś zje kilogram wędzonego łososia i dziwi się, że boli go brzuch czy wypije dwie butelki wódki i też dziwi się, że boli go już nie tylko brzuch, ale i głowa. "Co za dużo to niezdrowo" - mawiała moja świętej pamięci babcia, odganiając mnie ścierką od półmiska ze świeżo usmażonymi pączkami. Nie trzeba więc prowadzić naukowych badań, aby do takich oczywistych prawd o życiu dochodzić. Nie trzeba też w tym celu mierzyć sobie ciśnienia, bo i tak wiadomo, że będzie ono różne, gdy wypełniać będziemy standardowe (czytaj nudne) kwity, gdy przeczytamy właśnie przesłaną pocztą elektroniczną naganę od szefa czy przypadkowo - oczywiście - trafimy na niecenzuralne strony Internetu.

O tym, czy coś jest szkodliwe dla naszego zdrowia czy nie, decyduje nasza głowa. Warto może więc czasami pomyśleć i wyłączyć komputer, pójść na spacer, wyciągnąć się na łóżku, powiedzieć miłe słowo do ukochanej/ukochanego... To na pewno nie szkodzi.


TOP 200