Kółko zainteresowań

Poszukiwanie informacji, której w zasadzie się nie potrzebuje, działa w firmie jak dezinformacja, gdyż zaczyna się pleść łańcuszek przypominający głuchy telefon.

Lokalny Informatyk otrzymał z działu sprzedaży email takiej mniej więcej treści: "… dotyczy sprawy odszukania klientów w osobach: Jan Nowak nr 24536 oraz Paweł Janiak nr 87645". Nie wiedząc o co chodzi, domyślając się jedynie, że to sprawa przeszukania zakładowych baz danych, skierował niniejszy mail do osoby najbardziej w tej sprawie władnej, czyli do Bazowego. Bazowy z niewiadomych przyczyn jakoś nie skojarzył, że chodzi o odnalezienie (czyli, inaczej mówiąc, namierzenie) tych klientów w bazie danych. Bo skąd mógłby przypuszczać? Raczej domniemywał, że chodzi o zlokalizowanie tych ludzi bardziej konkretnie, czyli w terenie, bo może zmienili miejsce pobytu, czy coś w tym stylu. Niemniej, chcąc jakoś wywiązać się z zadania (ambitny jest, bestia!), zadzwonił do owych klientów i przepytał ich wzdłuż, wszerz i na wskroś. W końcu od czego w bazie danych rejestruje się numery telefonów. Z wywiadu wyszło, że wszystko jest w porządku, ludzie czują się dobrze i mieszkają tam, gdzie podali podczas rejestracji. Aby sprawę odfajkować, Lokalny odpowiedział działowi sprzedaży przy pomocy maila (w końcu musi pozostać jakiś ślad jego działalności), że wskazani klienci czują się dobrze i znajdują się w podanych przez siebie miejscach, co osobiście sprawdzał Bazowy.

Następnie okazało się, że w dziale sprzedaży w ogóle o sprawie nie bardzo wiedzą albo nie chcą mówić i prezentują jakieś totalne zdziwienie, że sprawa dotarła do działu IT. Lokalny zaś upierał się, że przecież pierwotny mail z prośbą o rozwikłanie sprawy dokładnie z działu sprzedaży pochodzi. Nie mógł wyjść ze zdziwienia, co też to za bałagan tam panuje. Wysyłać maila, angażować wszystkich dwóch informatyków w firmie i nie wiedzieć, że wywoła się łańcuch przyczyn i skutków? Po pewnym czasie okazało się, że po pierwsze dział sprzedaży źle zaadresował korespondencję, a po drugie w treści listu zamiast słowa "odszukania" miało być "oszukania". Niby tylko jeden zły adres, jedna literka za dużo, a jakie konsekwencje.

Na tę okazję przypomina mi się taka ludowa dykteryjka, gdy przepytywany był przez policję pewien niezbyt lotny umysłowo osobnik. "Byliście w karczmie?" - pyta policjant. "Byliśmy" - odpowiada osobnik. "Był z wami Zenek?" - chce wiedzieć policjant. "Był" - odpowiada rzeczowo osobnik. "To gdzie on teraz jest" - docieka dalej policjant. "A kto???" - pyta mocno zdziwiony osobnik.


TOP 200