Kolejowy łerkfloł (ang.: workflow)

Niedawno w kasie biletowej można było kupić bilet nieco szybciej niż obecnie. Działo się to wtedy, gdy wydawało się, że będziemy mieli kapitalizm, a wśród informatyków nie zapanowała moda na łerkfloły.

Niedawno w kasie biletowej można było kupić bilet nieco szybciej niż obecnie. Działo się to wtedy, gdy wydawało się, że będziemy mieli kapitalizm, a wśród informatyków nie zapanowała moda na łerkfloły.

W kasach biletowych pojawiły się komputery, które były pomocne nie tylko dla zapracowanych kasjerek, ale i klientów. Jeśli poprosiłem o bilet na Intercity do Warszawy, na wyświetlaczu automatycznie pojawiała się należność. Teraz kasy wyposażono w nowe oprogramowanie, i rzecz się skomplikowała. Jeśli poproszę o bilet na Intercity, wydrukuje się bilet, następnie miejscówka, po czym kasjerka weźmie bilet, miejscówkę i na kalkulatorze obliczy należność. Jeśli będę kupował bilety dla kilku osób, kasjerka po ich wydrukowaniu, zbierze je, wklepie ceny do kalkulatora, obliczy sumę, zapisze ją na papierze, po czym sprawdzi ponownie, dodając ceny poszczególnych biletów i miejscówek. Zastanawiam się, co myślą o informatykach panie w kasach.

Ostatnio dowiedziałem się, że nowe oprogramowanie zakupiono w Niemczech. I tu zaczyna się inna historyjka, chociaż wciąż dotycząca kolei. Przed niespełna dwoma laty przyszło mi jeździć na północ kraju na konferencje. Prosiłem zawsze o miejsce sypialne dolne lub środkowe. Nigdy nie było. W pociągu okazywało się, że bilety sprzedawano jak leci, kolejno, a ja miałem pecha przychodząc jako trzeci lub szósty. Musiałem zatem dostawać miejsce na górze. Raz pani w kasie w Kołobrzegu tonem nie cierpiącym sprzeciwu oznajmiła, że ten komputer tak działa i nie można wybierać. Za jakiś czas opowiedziałem tę historyjkę podczas konferencji. Przedstawiciel PKP oznajmił, że to niemożliwe, że jest to program niemiecki i że korzysta z niego Deutsche Bahn. Pozwoliłem sobie wyrazić opinię, że najwyraźniej informatycy zainstalowali wersję bez czytania dokumentacji lub też nie przeszkolili użytkowników. Za jakiś czas można było kupować bilety w cywilizowany sposób.

Nie tylko zresztą na kolei zaczyna wracać nowe. Niedaleko uczelni, w której pracuję, pewien bank przed ponad dwoma miesiącami zainstalował bankomat. Bankomaty tego banku działają on-line, przy czym jeden nie działa w żadnym trybie. Firma umieściła na nim deklarację: "Bankomat czynny całą dobę", a na ekranie można przeczytać: "Proszę powiadomić obsługę. Bankomat nieczynny. Przepraszamy". Szukałem telefonicznie obsługi, ale nikt nie chciał się sprawą zainteresować. W końcu dodzwoniłem się do osoby, która wykazała życzliwość, zapowiedziała naprawienie i... nic się nie zmieniło. I po jaką cholerę było wydawać pieniądze na bankomat - 450 tys. nowych złotych plus koszty instalacji? Nie ma problemu - klient zapłaci.

A na koniec coś jeszcze o telefonach. Nie, nie o TP SA, chociaż... Wstąpiłem do sprzedawcy GSM Plus i dowiadywałem się o formalności przy zakupie telefonu. O mało nie spadłem, jak usłyszałem, że trzeba dostarczyć zaświadczenie z zakładu pracy. Wydało mi się, że oto jestem w latach 70. i staram się np. o pralkę "Franię", którą "zabezpiecza" mi partia i rząd. Zwątpiłem w nowoczesność tej firmy i rokuję jej źle - chyba, że szybko zreedukuje pracowników. Absolwenci socjalistycznej szkoły z doświadczeniami z socjalistycznych przedsiębiorstw rozłożą każdą firmę, niezależnie od tego, jak nowoczesną technologię firma sprzedaje.

Namawiam Czytelników, by zastanowili się, co to takiego "zakład pracy". Najlepsza definicja, jaką słyszałem, brzmi: "Zakład karny o złagodzonym reżymie". Jej autorami są wspaniali uczestnicy seminarium z systemów informacyjnych 1995.


TOP 200