Kodeksy i regulacje

Z informatyki, podobnie jak z motoryzacji, coraz więcej się korzysta. Samochody stają się wygodniejsze i szybsze, ale podróż nimi jest dużo wolniejsza niż kiedyś. Ładowanie systemu operacyjnego stacji roboczej wydłuża się w miarę pojawiania się coraz wydajniejszego sprzętu.

Wprowadza się coraz więcej przepisów ruchu drogowego, do których coraz więcej kierowców nie stosuje się, bo ich nie zna lub nie rozumie, lub nie widzi powodów aby się stosować. Obserwując ruch uliczny wydaje się, że kierowcom nakazano rozmawiać przez telefony komórkowe bez systemów głośnomówiących, a rowerzystom jeździć brawurowo po chodnikach i przejściach dla pieszych. Egzaminy na prawo jazdy są coraz bardziej restrykcyjne, a kierowcy jeżdżą coraz gorzej. Wielu z nich traktuje znak ograniczenia prędkości jako określenie prędkości minimalnej. Parkingi są jak dyski - zawsze się zapchają, co jest tylko funkcją czasu, a Internet, podobnie jak drogi, nigdy nie jest dość przepustowy. Znaczących producentów samochodów, oferujących modele pospolite, jest niewielu, a wszystko co wystaje ponad standard jest odpowiednio droższe. Wielu ludzi używa aut, ale projektuje je wąska grupa specjalistów. Mało który użytkownik zapoznaje się z instrukcją obsługi pojazdu. Wybór pojazdu to dopasowanie pewnych parametrów konfiguracyjnych oferowanych przez producenta. Serwis jest kosztowny, a diagnozowanie nietypowych usterek mało kiedy przynosi sukces. Czyż w informatyce nie jest podobnie?

Niedawno PTI uchwaliło Kodeks Zawodowy Informatyków. Ponieważ nie bardzo wiadomo w dalszym ciągu, kto jest uważany za (nie znalazłem nigdzie wyczerpującej definicji), przez domniemanie rozumiem, że informatykiem jest ten, kto się za niego uważa, czyli każdy potrafiący zainstalować system stacji roboczej. Doskonale w ten zakres wpisuje się więc zarówno nasz Lokalny Informatyk, jak i syn jego Prezesa chodzący do gimnazjum. Lokalnego Informatyka najbardziej rozbawił punkt Kodeksu, brzmiący: "Informatycy podają pełne i rzetelne informacje o przyszłych konsekwencjach technicznych i finansowych wynikających z realizacji projektu". Gdyby tak było mało który projekt w ogóle by się zaczął, gdyż klienci albo wystraszyliby się już na początku, albo zupełnie nie zrozumieliby o czym się mówi. Najlepsza sprawdzona praktyka (nie tylko w lokalnej rzeczywistości), to zaciemnić cokolwiek na zachętę, a potem jak już klient nie będzie miał odwrotu, to się go dopiero wydrenuje. Czy należy rozumieć, że z chwilą wprowadzenia Kodeksu w życie praktyki te ustaną jak ręką odjął? Tak, ale być może tylko w przypadku informatyków stosujących się do tej etyki. Kto się za informatyka nie uważa, może praktykować swój biznes informatyczny dalej po staremu.

Podstawowe zasady rzetelności i uczciwości nie wymagają stosowania dedykowanych kodyfikacji. Albo ktoś ma jako człowiek, niezależnie od okoliczności i pozycji zawodowej, te cechy w sobie albo nie.


TOP 200