Kochana Pani Telekomunikacjo

Odpowiem pani Ewie Nowak (prawdziwe nazwisko zna redakcja) samymi informacjami. Bez literatury.

Odpowiem pani Ewie Nowak (prawdziwe nazwisko zna redakcja) samymi informacjami. Bez literatury.

W roku 1980 w europejskich statystykach telefonizacji byliśmy (na głowę mieszkańca) na 22 miejscu, w roku 1992 - na 26. Rocznik Statystyczny 1995 nie podał danych z lat 1993-94. Prawdopodobnie ze wstydu.

Co do telefonizacji wsi, której mieszkańcy stanowią 38% obywateli kraju, na wieś w r. 1994 przypadało u nas 794 tys. aparatów telefonicznych, czyli 11,6% ogółu zainstalowanych. A co widać w "Polsce powiatowej", to akurat ja wiem, bo to ja tam jeżdżę.

Poziom usług naszej TP S.A. jest żenujący. Nie ma jak zbadać, kto się podłącza pod cudzy numer i skąd się biorą szalone rachunki, kiedy czyjś dom stoi zamknięty na cztery spusty; włączamy się na cudze rozmowy; trafiamy na inne niż wybrane czy wystukane numery itp., a ceny płacimy wyższe niż w USA. Choć u nas, inaczej niż w spółdzielniach telefonicznych Tyczyna i Łąki, nie można poinformować "zajętego" abonenta, że ktoś chce z nim rozmawiać, ani od ręki ustalić źródła "złośliwych" telefonów.

Monopole telekomunikacyjne były zmorą całego świata od początku stulecia. Nie jesteśmy więc pierwsi. Wszędzie efekty są takie same - windowanie cen do poziomu humorystycznie wysokiego w porównaniu z poziomem kosztów własnych eksploatacji, rozrost biurokacji, lekceważenie klienta. Nie muszę tu opowiadać, jak w naszych czasach przymusowo zdekoncentrowano monopol telefoniczny w USA, bo to chyba Pani Telekomunikacja wie. Przypomnę tylko, że z początkiem naszego wieku Teodor Vail, wielki szef ATT, sam ją częściowo "sprywatyzował", sprzedając drobne jej akcje masowemu nabywcy, czyli - praktycznie - abonentom. Ta droga jest otwarta i przed TP S.A. Tyle że zmuszałaby ona do stałego ujawniania prawdziwego poziomu kosztów własnych i gospodarki finansowej firmy.

Możliwe też byłoby "odwrotne" powtórzenie drogi fińskiej. Ogólnokrajowa sieć telefoniczna powstała tam w wyniku współpracy ok. 900 "niezależnych operatorów telefonicznych", czyli lokalnych towarzystw telefonicznych, które najpierw stelefonizowały własne okolice. Droga taka byłaby tym sensowniejsza, że TP S.A. przejęła nieodpłatnie instalacje sfinansowane przez miejscowe komitety telefonizacyjne. A dodam, że jeśli tak dalej pójdzie, potrafię zmobilizować tych wszystkich obdartych ze swej własności inwestorów do walki o swoją własność. Może więc lepiej uprzedzić konflikt? Zwłaszcza, że menedżerowie TP S.A. jako zarządcy przyszłej sieci ogólnokrajowej - współwłasności skarbu państwa i lokalnych niezależnych operatorów, będą zarabiali na pewno lepiej. Powiadam jednak - menedżerowie. A nie partyjni kolesie.

I raz jeszcze: cały farmerski środkowy zachód Stanów Zjednoczonych, obszar parokrotnie większy od Polski, stelefonizował się, podobnie jak Finlandia, sam - poprzez kilkaset spółek i spółdzielni telefonicznych (od dwustu do 41 tys. abonentów). Nikt im nie dyktował, od kogo mają kupić sprzęt, byle pozwalał na późniejsze podłączenie się do sieci ATT. U nas państwo zachowuje dla siebie dyktat, rodzący miejsce dla korupcji. I opowiada banialuki o koniecznych "wielkich pieniądzach".

Przykro mi wykazywać kłamstwa nawet takiej kobiecie, jak Pani Telekomunikacja. Ale fakty wyglądają tak:

Od związku amerykańskich spółdzielni telefonicznych i Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego Tyczyn i Łąka dostały pomoc w postaci doradztwa, szkoleń i... środków na druk książki telefonicznej. Sprzęt od Northern Telecom wzięły na kredyt, który solidnie spłacają. Wpływy z abonamentów pokrywają nie tylko bieżące koszty eksploatacji i konserwacji, ale i ów kredyt (łącznie wszystkiego około 1,5 mln starych zł na głowę abonenta!, bez "szulerów" i "dramatyzmu"; kiedy tam byłem w zeszłym roku, mieli jeszcze do spłaty 3 mld starych zł do 1997 r.). Za lokalne rozmowy nie płaci się tam nic poza abonamentem, którym spółdzielnie dzielą się jeszcze z TP S.A. To nb. ilustruje skalę faktycznych kosztów własnych telefonii... A że dyrekcja TP S.A. w Rzeszowie potrafi myśleć szerzej o przyszłości telefonii w Polsce niż Pani Telekomunikacja, autorka listu, to jedynie dowód, że w TP S.A. nie brak ludzi myślących.

Adresuję to specjalnie do tych kolegów informatyków, którzy, niezorientowani we wspomnianych kosztach własnych, wierzą w zasadność podwyżek cen usług telekomunikacji, w tym i NASK-u. Te koszty są wprost śmiesznie małe, wielekroć np. niższe od kosztu (ceny) poboru mocy dla komputera. Dlatego cały świat znowu bada, jak rozbić monopole telekomunikacji.

Ustawą o Łączności można świecić w oczy tym, którzy nie wiedzą, jak powstawała. Świadczył się...

Telefonię w spółdzielniach Tyczyna i Łąki opiszę tu jeszcze osobno. Z autopsji.