Kobieta i Old-Boys-Club

Mówiąc językiem komunikatów wojennych, mamy do czynienia z przełamaniem frontu. Pozostaje teraz czekać na dalszy rozwój sytuacji, by przekonać się, jak głęboko sięga. Czy jest to obiecujący, ale mimo wszystko niewielki sukces taktyczny, czy może zaczątek większych zmian w położeniu obu walczących stron?

Mówiąc językiem komunikatów wojennych, mamy do czynienia z przełamaniem frontu. Pozostaje teraz czekać na dalszy rozwój sytuacji, by przekonać się, jak głęboko sięga. Czy jest to obiecujący, ale mimo wszystko niewielki sukces taktyczny, czy może zaczątek większych zmian w położeniu obu walczących stron?

Rzecz idzie o walkę płci toczącą się na szczytach władzy ekonomicznej, o dostęp kobiet do czołowych stanowisk menedżerskich w wielkim biznesie. Procentowy udział przedstawicielek płci zwanej piękną jest w tych wysokich regionach, jak dotąd, dość mizerny.

Ale oto ze słynnej, owianej cybernetyczną legendą Silicon Valley, Krzemowej Doliny w Kalifornii, nadeszła wiadomość prawdziwie sensacyjna. Po raz pierwszy, od kiedy istnieją komputery, - pisał niemiecki tygodnik "Der Spiegel" - kobieta zajęła prestiżową pozycję szefa jednego z największych przedsiębiorstw w Krzemowej Dolinie, komputerowego giganta, jakim jest Hewlett-Packard (HP), ocenianego na 50 miliardów dolarów obrotu rocznie.

Trzeba jednak zauważyć, że Carleton Fiorina nie przyszła znikąd. Rada nadzorcza HP, można powiedzieć, poderwała ją wielkiej firmie telekomunikacyjnej, Lucent Technologies. Tam właśnie zabłysła ona talentem menedżerskim, osiągając sukcesy finansowe zaliczane do najbardziej błyskotliwych w całej historii Wall Street. I tak pani Fiorina znalazła się jako jedyna kobieta w elitarnym gronie szefów 30 czołowych koncernów amerykańskich i jest jedną z trzech kobiet pośród szefów 500 największych przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych. Jeśli wolno poplotkować, jednocześnie stała się też głową bezdzietnej zresztą rodziny, na wieść bowiem o awansie żony jej mąż zdecydował się przejść na wcześniejszą emeryturę.

Wszystko to zasługuje na baczniejszą uwagę, gdyż dzieje się w tym miejscu kontynentu, które uchodzi za siedzibę amerykańskiej czy wręcz światowej forpoczty nowoczesności. Tutaj właśnie rodzą się i błyskawicznie rozwijają bajeczne kariery, zarobki rosną szybciej niż gdziekolwiek indziej, a oferty pracy są w nadmiarze. Statystycy obliczają, że co dnia 2,3-milionowej ludności Krzemowej Doliny przybywa 64 nowych milionerów. To istny raj dla bankierów i inwestorów, szefów już istniejących i założycieli nowych firm.

Kobiety lubią budzić zainteresowanie, ale nie o to tu przecież chodzi - mówi najbardziej wpływowa kobieta w amerykańskim biznesie, jak ją określił "Fortune Magazine". Wraz z jej spektakularnym awansem upada stereotyp kobiecego nieudacznictwa w dziedzinie przemysłu wysokiej techniki (Hightech-Industry). Niemniej daleko jeszcze stąd do zrównoważenia pozycji obu płci w kierowniczych sferach managementu przemysłowego. Znów trzeba odwołać się do wymownych statystyk. Wynika z nich, że udział kobiet wśród szefów ponad 44 tys. amerykańskich firm technologicznych wynosi zaledwie 5 proc. Ale i na średnim poziomie zarządzania ten udział jest niewiele większy, bo nie przekracza 7 proc. Co więcej, kobiety zajmujące najwyższe stanowiska w tych firmach zarabiają przeciętnie 520 tys. dolarów rocznie, podczas gdy mężczyźni 765 tys.

Fachowcy zwracają uwagę na jeszcze inne charakterystyczne zjawisko. Nie brakuje w USA energicznych dam zakładających własne przedsiębiorstwa, co jest tym łatwiejsze wobec praktyki powierzania dzieci opiece przedszkola czy szkoły na cały dzień. Liczba takich dam w ciągu kilku ostatnich lat nawet się podwoiła. Nie dotyczy to jednak Krzemowej Doliny, gdzie dominuje przemysł informatyczny. W ogóle dziewczęta w USA stosunkowo rzadko wybierają jako kierunek studiów informatykę, np. w roku 1997 odsetek dziewcząt na studiach sięgał 22 proc., a na studiach doktoranckich tylko 14.

Nie na tym koniec. W przemyśle informatycznym jest niemal regułą, że wielkie kariery są udziałem założycieli firm i ich pozycja w branży rośnie wraz z rozwojem przedsiębiorstw. Niekiedy do tak gigantycznych rozmiarów jak Microsoft Billa Gatesa. Tymczasem kariery kobiet-założycielek firm zazwyczaj kończą się na tym pierwszym etapie. Meg Whitman, która kieruje istniejącym od czterech lat internetowym domem aukcyjnym eBay, jest w Krzemowej Dolinie jedyną miliarderką.

Rządy sprawuje tam bowiem Old-Boys-Club, którego członkowie pozostają wierni tradycji każącej sceptycznie odnosić się do menedżerskich talentów płci pięknej. Mówiąc dokładniej, nie ufają kobiecym umiejętnościom pomnażania pieniędzy, bo co do wydawania, jak się wydaje, wszyscy mężczyźni są zgodni, że pod tym względem kobiety są nieprześcignione. Jak bardzo jest to opinia złośliwa, zależy od punktu widzenia, przynajmniej jednak w Krzemowej Dolinie projekty przedsięwzięć inwestycyjnych przedstawiane przez kobiety mają znacznie mniejsze szanse niż to, co proponują ich koledzy.

W zamian panie potrafią uciekać się do raczej niekonwencjonalnych sposobów promowania własnych projektów. Tak np. Katrina Garnett, lansując swoją startującą firmę CrossWorld, umieściła anons w popularnych czasopismach "Vanity Fair" i "Fortune". Clou stanowiło towarzyszące tekstowi zdjęcie szefowej w "małej czarnej", wykonane przez modnego fotografika Richarda Avedona. Ściągnęła tym na siebie oburzenie i kpiny; z ironią opisał zdarzenie "Wall Street Journal", w mniej szacownych gazetach stawiano wręcz pytanie, w jakim stosunku do wartości produktów tej firmy pozostaje głębokość dekoltu jej szefowej na reklamowym zdjęciu. Tak czy inaczej sukces marketingowy okazał się bezdyskusyjny.

Ze swego osobistego doświadczenia wyciągnęła pani Garnett pewne wnioski ogólniejsze. Jej zdaniem potrzebne było wyzbycie się przesądu, że w informatyce powodzenie osiągają jedynie zapamiętali pracoholicy i hackerzy nie widzący świata Bożego poza ekranem komputera. Wśród dziewcząt panuje tymczasem przekonanie, że wszystko, co dotyczy technologii, jest zajęciem nudnym, i dlatego kierują się one raczej ku innym zawodom. Aby przełamać takie wyobrażenia, pani Garnett założyła fundację, której celem jest zainteresowanie licealistek informatyką.

Autorka (a właśnie!) wspomnianego artykułu w "Spieglu", Rafaela von Bredow, zwraca uwagę na to, że jednym z głównych powodów tak bardzo mniejszościowej reprezentacji kobiet wśród menedżerów w przemyśle informatycznym jest brak wzorów osobowych. O Billu Gatesie wie dzisiaj cały świat, sukcesy twórców takich firm, jak Apple czy Yahoo dostarczają materiału dziesiątkom artykułów w prasie fachowej i popularnej, są znane z ekranów telewizyjnych. Nikt zaś nie potrafi przytoczyć przykładów, choćby w mniejszej skali, sukcesu odniesionego w tej branży przez kobiety.

Jeśli można mówić o swoistej antykobiecej solidarności mężczyzn, to jednak zdarzają się przecież szlachetne wyjątki. Należy do nich np. Rich McGinn, szef Lucent Technologies, który do kierownictwa powstającej firmy zaangażował swego czasu znaną już nam Carleton Fiorina i kilka innych pań. Opowiada on, że w swoich kontaktach z menedżerami rozmaitych firm w Silicon Valley spotyka niemal wyłącznie mężczyzn: Jeżą mi się na to włosy i myślę, że coś tu u nas nie gra.

Czy przykład Hewlett-Packarda pociągnie za sobą zmianę nastawienia owego klubu old-boyów, zazdrośnie strzegących kasy przed kobietami, za wcześnie jeszcze przesądzać. Sam fakt jest jednakże dostatecznie znamienny, by poświęcić mu chwilę uwagi.


TOP 200