Koalicja na rzecz upupienia internetu

Słusznie miniony rok 2009 zaznaczy się w świadomości przeciętnego internauty jako początek prawdziwej wojny o internet. Jak w każdej wojnie, bitew jest wiele, ale front jeden. Po jednej stronie mamy użytkowników, którzy sieć traktują jako podstawowy mechanizm pozyskiwania informacji, towarów i usług oraz budowania pozycji społecznej. Z drugiej, mamy cichy sojusz koncernów medialnych, dziennikarzy mediów tradycyjnych oraz rządów (a raczej ich agencji związanych z szeroko pojętym bezpieczeństwem).

Koncerny starają się ściślej kontrolować twórców i twórczość, programować zawartość docierającą do odbiorców i ocalić swój anachroniczny model biznesowy. Agendy rządów pod hasłem przeciwdziałania rzeczywistym lub wyimaginowanym zagrożeniom walczą o zacieśnienie cyfrowego nadzoru. Dziennikarze mediów tradycyjnych patrzą z przerażeniem na utratę uwagi odbiorców, którzy zwrócili się ku darmowym treściom płynącym poza kontrolą korporacji dziennikarskiej.

Żadna z tych grup nie potrafi otwarcie powiedzieć, że walczy o władzę i pieniądze; zamiast tego słyszymy górnolotne zapewnienia o jakichś wyższych ideach. A tymczasem na świecie usiłuje się bez wyroku sądu odcinać użytkowników od sieci, co w rozwiniętych krajach oznacza wykluczenie społeczne. Przyznaje się służbom państwowym bezprecedensowe prawa do cyfrowej inwigilacji poza demokratyczną kontrolą. W Polsce na razie dominują metody "miękkie". Czytamy więc utyskiwania na zły internet: na anonimowość, która jakoby stymuluje agresję; na powszechne kopiowanie treści bez płacenia autorom; na pornografię i tanią sensację; na zagrożenie prywatności; na wirusy i konie trojańskie. Nawet sieć TOR, stworzona dla dysydentów walczących z antydemokratycznymi reżimami, opisywana jest wyłącznie w kontekście zagrożenia pedofilią.

Gombrowicz zdefiniował pojęcie "upupiania", czyli wpędzania w przymusową niedojrzałość. Otóż, mam wrażenie, że owa cicha koalicja pragnie powrotu internetu do żłobka, kiedy był zabawką wąskiej grupy i kuriozum, nadającym się do opisywania w sekcji "ciekawostki" na trzeciej stronie tabloidów, gdzieś pomiędzy biustem roznegliżowanej pani a poradami kulinarnymi. Medium, które - zamiast podlegać ustalonym regułom - narzuca własne, wywołuje niepewność i agresję możnych tego świata.

Wygląda na to, że w Polsce AD 2010 establishment wreszcie zrozumiał, że walczy o byt i przystąpił do kontrataku. I obawiam się, że na tej wojnie już wkrótce nie będzie miejsca na neutralność i każdy z nas będzie musiał opowiedzieć się po jednej albo drugiej stronie.


TOP 200