Klienci czy klienty

Szef działów Sieci i Praca grupowa rozesłał do nas taki oto list: "Przed chwilą pokłóciłem się z Hanką - dla wyjaśnienia, Hanka jest żeńską połową sekretariatu redakcji - na temat tego, co jest, a co nie poprawne językowo.

Szef działów Sieci i Praca grupowa rozesłał do nas taki oto list: ''Przed chwilą pokłóciłem się z Hanką - dla wyjaśnienia, Hanka jest żeńską połową sekretariatu redakcji - na temat tego, co jest, a co nie poprawne językowo.

Podobno wg jakiegoś profesora powinno mówić się "klienty poczty elektronicznej" zamiast "klienci poczty elektronicznej".(...) Pracowałem długo nad tym, żeby zrozumieć specyficzne słownictwo naszej branży, dlatego nie zamierzam ulegać namowom jakichś profesorów i ich zwolenników, którzy twierdzą, że zakorzenioną już odmianę należy zmieniać na inną. (...)

Nie mam zamiaru wystawiać się na pośmiewisko przed moimi czytelnikami z tego powodu, że nagle zacznę używać form "językowo poprawnych". Trzeba było od początku brać się za wykształcenie dobrych nawyków, a nie teraz uskuteczniać swoje i profesorów widzimisię. Chcecie, poddajcie to pod dyskusję czytelników, ale nie pieprzcie (myślę, że ta forma jest poprawna językowo) o tym, że coś ma być tak, a nie inaczej" - kończy szef działów Sieci i Praca grupowa. I dobrze, że na tym skończył, ponieważ najprawdopodobniej następnej części listu nie można by było opublikować, jeśli bowiem pojawiło się słowo "pieprzcie" (jak najbardziej poprawne językowo), to mogłyby zacząć pojawiać się i inne słowa z tego gatunku, których szef Sieci i Pracy grupowej jest miłośnikiem.

Kiedyś myślałem, że jeśli robotnik na budowie nie wypowie pewnego zaklęcia, to taczka nie pojedzie. Dzisiaj skłonny jestem uwierzyć, że kiedy specjalista od sieci nie użyje niecenzuralnego hasła, sieć padnie.

List ten rozśmieszył mnie. Odpowiedziałem więc szefowi Sieci i Pracy grupowej, że niepotrzebnie się denerwuje, ponieważ żeńska połowa sekretariatu redakcji najprawdopodobniej problemu do końca nie przemyślała, albo go podpuszcza. Zaproponowałem też, aby zamiast "klienci" pisał "klientela".

Po dwóch minutach otrzymuję jednak list i już po pierwszych słowach zorientowałem się, że nie są to przelewki. List był od żeńskiej połowy sekretariatu redakcji, z którą to częścią redakcji nie jest przyjemnie popaść w konflikt. Żeńska połowa sekretariatu redakcji tak pisała: "Właśnie, że to przemyślałam i nie podpuszczałam. Mianowicie o co chodzi: na Komputer Expo była konferencja prof. Markowskiego i innych profesorów. Byli na niej - tu padają dwa imiona szefów działów Internet i Okolice - i niezależnie od siebie przyszli do mnie mówiąc, że profesor podał publicznie Computerworlda jako przykład następującego błędu językowego: kiedy jeden rzeczownik ma dwa znaczenia, osobowe i bezosobowe (np. pachołek księcia i pachołek na ulicy), odmienia się je różnie: w znaczeniu osobowym - osobowo, nieosobowym - bezosobowo. I dlatego jest: kopnąłem pachołka i kopnąłem pachołek. Wyrazy klient i kreator są właśnie takimi wyrazami i powinniśmy je odmieniać bezosobowo, gdy oznaczają kawałek programu czy coś takiego. Przypomniałam sobie, że faktycznie o takiej zasadzie uczyli mnie w szkole na jęz. polskim; skonsultowałam się z korektą, która stwierdziła, że to prawda (dodam tutaj, że korekta ma zawsze rację, a jak jej nie ma, to w gazecie i tak jest wydrukowane zgodnie z tym, jak chce korekta). Przemek i Sławek - szefowie działów Internet i Okolice - zasugerowali, żeby to zmienić, więc uznałam, że sprawa jest załatwiona. Ale ponieważ Michał (szef Sieci i Pracy grupowej) się wściekł (jakich to musiał używać haseł!), więc powiedziałam, żebyś ty podjął decyzję. Więc podejmuj. Hanka."

Trudno, albo zaraz przyleci do mojego pokoju żeńska połowa sekretariatu redakcji, albo będzie spokój i napisałem: "Klienci poczty elektronicznej".

I rzeczywiście, wchodzi do pokoju żeńska połowa sekretariatu redakcji i apiać od nowa to samo. A przecież ludzie mają tyle różnych problemów - projekty się walą, przetargi w toku, PC-tów nie można sprzedać tyle, ile by się chciało - że sprawa "klientów" to prawdziwy humor. Ale udało się jakoś łagodnie sprawę zakończyć obietnicą, że rzeczywiście trzeba się temu przyjrzeć.

Myślałem, że to już koniec, ale za wygraną nie dał szef Internetu. Tak odpowiedział: "W stawie pływali aligatorzy", "W filmie były niezłe momenci" itd. A tak na poważnie, to rzeczywiście klientów możemy sobie odpuścić, bo się chyba za bardzo przyjęli w świadomości informatyków. Natomiast co do agentów czy kreatorów, jeszcze jest czas, by nie zaśmiecać języka polskiego. Znają go dobrze nie tylko "jacyś tam profesorowie", ale także nasi wykształceni czytelnicy. I wychodzimy wobec nich na... (tego słowa nie zacytuję), gdy za jedyne kryterium bierzemy zasadę "bo tak się przyjęło". Obudził się na to szef Wiadomości, o którym chodzą pogłoski, że śpi w redakcji (kilkakrotnie osobiście budziłem go w stosie papierów na biurku). "Przemek chyba trafił w sedno" - napisał szef Wiadomości i najprawdopodobniej znów poszedł spać.

Wściekłość szefa Sieci i Pracy grupowej udało się opanować, upór żeńskiej połowy sekretariatu redakcji złamać i wszystko w redakcji wróciło do normy. Dopiero po kilku godzinach ktoś zauważył, że na kolumnie, która jedzie właśnie do drukarni stoi napisane w tytule "Klienty"! Zgrozą powiało. Kolumnę udało się złapać gdzieś na poziomie Mostu Łazienkowskiego i tak Państwo mogli przeczytać "Klienci".

A właściwie, co Państwo woleliby przeczytać: klienci czy klienty?