Kiełbaska (wyborcza)

W dzień którychś tam naszych wyborów, nie pamiętam jakiej już władzy, żona jednego ze znajomych o dość późnej porze spotkała w lokalu wyborczym trzy starsze panie, które nie bardzo wiedziały, co i jak. Wykorzystała to, podpowiadając im co trzeba, zyskując w ten sposób 3 głosy na swego kandydata. I kolega, i ja, nie bardzo byliśmy tym postępkiem zachwyceni, co, gdy już sobie poszedłem, skończyło się dość ostrą sprzeczką.

W dzień którychś tam naszych wyborów, nie pamiętam jakiej już władzy, żona jednego ze znajomych o dość późnej porze spotkała w lokalu wyborczym trzy starsze panie, które nie bardzo wiedziały, co i jak. Wykorzystała to, podpowiadając im co trzeba, zyskując w ten sposób 3 głosy na swego kandydata. I kolega, i ja, nie bardzo byliśmy tym postępkiem zachwyceni, co, gdy już sobie poszedłem, skończyło się dość ostrą sprzeczką.

Do naszych kolejnych wyborów mamy jeszcze trochę czasu, za to obywatele Zjednoczonego Królestwa pójdą do urn już 5 maja, bo u nich partia będąca u władzy ma ten komfort, że może zażądać wyborów kiedy chce, przed upływem kadencji, wykorzystując moment, kiedy ma wysokie poparcie. Okazuje się, że sformułowanie "pójdą do urn" jest tu trochę na wyrost, bo tym razem aż 15% wyborców poprosiło tam, wysyłając stosowny formularz, o możliwość głosowania korespondencyjnie (w poprzednich wyborach głosowało tam tak mniej niż 5%). Jest to w jakiś sposób zrozumiałe - ludzie pracują coraz dłużej i coraz dalej do pracy dojeżdżają, a wybory są tam tradycyjnie w zwykły, roboczy czwartek.

Całkiem niedawno mieliśmy problem z liczeniem głosów w USA, nie pierwszy zresztą w tym kraju, bo w XIX wieku też tam takie bywały. W Wielkiej Brytanii jednak obawy o rzetelność wyniku najbliższych wyborów są naprawdę poważne i to właśnie ze względu na możliwość nadużyć przy głosowaniu korespondencyjnym. Potwierdza te obawy sprawa z Birmingham, gdzie sąd z tego właśnie powodu unieważnił wynik wyborów do władz lokalnych w jednym z okręgów.

A wyglądać musiało to prześmiesznie: otóż policja, podejrzewając jakąś działalność przestępczą, weszła do opustoszałej hali fabrycznej, gdzie zastała trzech panów przy bardzo długim stole, na którym pełno było korespondencyjnych kart wyborczych i kopert do nich. Nie stwierdziwszy niczego złego policjanci wyszli, po jakimś czasie jednak dostali z centrali polecenie by tam wrócić. Gdy znaleźli się ponownie w tym samym miejscu, nie było kart, tylko zaklejone koperty. Zabrali je stamtąd w worku i dostarczyli do komisji wyborczej. Tu zaś jej przewodniczący uznał, że - jak to ślicznie mówią Anglicy - głosy są "perfectly legal" i kazał je przyjąć i dołączyć do pozostałych, co uczyniono i przez co, już po zakończeniu głosowania, policzono je tak, jak wszystkie inne.

Trzema wspomnianymi panami, noszącymi to samo imię "Mohammad", zainteresował się sąd, ale nie ma nic, co by świadczyło, że robili coś złego, więc nie postawiono im żadnych zarzutów.

I dopiero teraz, na miesiąc przed wyborami, Anglicy dochodzą do wniosku, że głosowanie korespondencyjne aż zachęca do nadużyć. Mówi się o grupach społecznych, gdzie silną pozycję mają głowy rodzin i rodów, które decydują i sprawdzają na kogo wszyscy, oczywiście korespondencyjnie, oddają głos. Wspomina się również o pracodawcach, próbujących podobnie postępować z pracownikami. Nieszczelny jest cały system, bo komisje nie mają żadnego sposobu, by weryfikować podpisy na korespondencyjnych głosach, a przyjmować je muszą.

Niektórzy przypominają nawet masowe nadużycia wyborcze, jakie miały tam miejsce w XVIII wieku, co na obrazach utrwalił ich narodowy malarz, William Hogarth.

A ja tak sobie myślę, jak to będzie kiedyś, gdy - być może - w ogóle nie będzie lokali wyborczych, a głosować będzie można z dowolnego miejsca posługując się kartą z własnym podpisem elektronicznym. Ilu patriarchów rodów i pracodawców usłużnie zasiądzie przy komputerach, by obsłużyć stojących w kolejce członków rodzin i pracowników? Obsłużyć w pełni, biorąc na siebie nawet trudność dokonania wyboru.


TOP 200