Kawał oszustwa

Dziwne nazwy i skróty informatyczne już nieraz narobiły niezłego zamieszania. Ale chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby największa na świecie firma zajmująca się bazami danych została posądzona o mistyfikację.

Tego pamiętnego dnia Szef przyszedł (a raczej wypadałoby powiedzieć: wtargnął) do firmy nieprzeciętnie podminowany. Już od samego wejścia burczał coś o oszustwie, zemście i o Lokalnym Informatyku. Jak należało się spodziewać, zaraz też, w trybie pilnym, zarządził posiedzenie z udziałem całego Ciała Dyrekcyjnego, czyli dwóch pociotków pełniących w firmie funkcje zarządcze.

"Jako właściciel tej firmy nie dam się tak oszukiwać" - Szef zaczął tyradę z grubej rury. "Okazało się" - kontynuował - "że Lokalny zwyczajnie nas oszukuje. To już szczyt wszystkiego, jak można tak w żywe oczy wciskać nam nieprawdę. A my go tak hołubimy i obdarzamy taką estymą. A tu taka wdzięczność! Ale do konkretów. Wiadomo, że jako handlowiec w branży chemicznej o informatyce pojęcia nie mam. Na szczęście oprócz chemii mam jeszcze inne pasje. Na przykład kolekcjonuję stare plakaty i ulotki reklamowe. I właśnie, nie dalej jak wczoraj, oglądałem ofertę takiej reklamówki pochodzącej z Ameryki z połowy XIX wieku. Patrzę i oczom własnym nie wierzę. Na ulotce wołami napisane: MISTYFYING ORACLE - TALKING HEAD. A w tle malunek jakiegoś egzotycznego gościa w turbanie na głowie. Co prawda nie znam angielskiego, ale kojarzyć potrafię i od razu wpadłem na to, że ten cały Oracle, to jakaś grubymi nićmi szyta mistyfikacja. My tu ciężkie pieniądze płacimy za niby nowoczesną bazę danych, a okazuje się, że technologia sprzed dwóch wieków pochodzi. I kto nam polecał zakup tej nowoczesnej bazy za ciężkie pieniądze? Właśnie Lokalny. Oj, rozprawię ja się z nim!".

Pociotkowie zauważyli (wykształconą jednak mamy teraz młodzież), że oracle to nic innego jak wyrocznia po angielsku, na co Szef jeszcze bardziej się rozsierdził i powiedział, że niepotrzebne mu zabobony w pracy ani też stawianie horoskopów czy innych guseł. Dla niego wyrocznią jest jego małżonka i nie życzy sobie, aby ktokolwiek wchodził w jej kompetencje, a już na pewno nie Lokalny ze swoją międzynarodową szajką komputerowych naciągaczy.

Jak widać, nad trafnością nazw produktów można by wiele dyskutować. Sprawiedliwości trzeba jednak oddać, że nazwy technologii spod znaku Windows czy Apple także nie grzeszą górnolotnością i też zdarzają się pojawiać na reklamówkach z tamtych lat. A o Linuksie jakoś cisza. Od razu widać, co jest nowoczesne, a co trąci myszką. Niech więc wreszcie Lokalny wytłumaczy się, dlaczego proponuje zakup technologii sprzed wieków, zamiast pozyskiwać oprogramowanie, nie dość, że darmowe, to jeszcze na wskroś nowoczesne.


TOP 200