Katalizator

Gdy spojrzeć wstecz, na historię informatyki, w tle każdego znaczącego wynalazku i każdej przełomowej technologii widać twarz geeka.

Ale w tle tych naprawdę rewolucyjnych widać dwie twarze. Oprócz geeka jest tam ktoś jeszcze o nie do końca sprecyzowanej roli. Ktoś, kto uzupełnił wszystkie braki specjalisty technicznego, w kluczowych momentach wykazując się cechami, których typowym geekom brak: bezczelnością, umiejętnością prezentacji, zdolnościami negocjacyjnymi, wyobraźnią rynkową i wyczuciem trendów.

Jak w soczewce widać to przy analizie partnerstwa dwóch Steve’ów: Wozniaka i Jobsa. Pierwszy zbudował komputer, bo marzył o tym, żeby zrobić coś tak dobrego, jak jego idole z HP. Drugi wymyślił nazwę, założył firmę i zajął się marketingiem oraz dystrybucją, rozumiejąc, że wszelka doskonałość techniczna ma szansę na sukces tylko wtedy, gdy zostanie umiejętnie spozycjonowana i skomercjalizowana. A potem, będąc przy sterze firmy, ukształtował jej kluczowe wartości: dbałość o design, przełamywanie stereotypów i budowanie zaangażowania klientów.

Aby odnieść sukces w informatyce, nie wystarczy być dobrym inżynierem. Trzeba jeszcze być - jako człowiek - trochę zakręconym. Historie nieomal wszystkich firm i wszystkich znaczących postaci pokazują jakiś element, moment w czasie, kiedy ci ludzie zrobili coś nietuzinkowego. Nie zawsze - jak sugeruje John Markoff w książce "What the Dormouse Said" - było to palenie marihuany i radykalne zaangażowanie polityczne. Czasami zespół rockowy, podróż dookoła świata, rok spędzony w slumsach albo przynajmniej niewłaściwe pochodzenie i wynikające z niego samozaparcie i pracowitość.

Jeśli chcemy w Polsce zbudować nowoczesne społeczeństwo wiedzy, to oczywiście powinniśmy inwestować w dobre szkoły i promować nauki matematyczno-przyrodnicze. Powinniśmy "hodować geeków", jakkolwiek by to brzmiało, poprzez konkursy, olimpiady, system stypendiów i elitarne studia wyższe.

Ale trzeba mieć świadomość, że w ten sposób budujemy kadrę dla korporacji: wykształconą, poprawną, ale przyzwyczajoną do realizacji celów wymyślanych przez innych. Jeśli chcemy stworzyć społeczeństwo prawdziwie innowacyjne, musimy zainspirować młodych ludzi, by uwierzyli w siebie i spróbowali rzeczy, które inni uważają za niemożliwe. Właściwe instrumenty takiej inspiracji to nie zadania z kombinatoryki, a gitara elektryczna, Przystanek Woodstock, rampa do jazdy na deskorolce i nocny pokaz filmów alternatywnych. Nasz Wozniak musi spotkać swojego Jobsa, inaczej nie stworzy Apple’a, tylko pozostanie jednym z tysięcy inżynierów wielkiej międzynarodowej korporacji.