Karta na pranie pieniędzy

Jak powinno być wiadomo każdemu adeptowi nowoczesnego kapitalizmu, tzw. pranie pieniędzy zostało wymyślone przez rodaka z Grodna, kumpla Ala Capone. Otóż pan Lansky zauważył był, że publiczne pralnie, działające na zasadzie wrzucania monet, są łatwiejsze do zainstalowania niż automaty do hazardu, pozwalając jednocześnie na niekontrolowany przepływ pieniędzy.

Jak powinno być wiadomo każdemu adeptowi nowoczesnego kapitalizmu, tzw. pranie pieniędzy zostało wymyślone przez rodaka z Grodna, kumpla Ala Capone. Otóż pan Lansky zauważył był, że publiczne pralnie, działające na zasadzie wrzucania monet, są łatwiejsze do zainstalowania niż automaty do hazardu, pozwalając jednocześnie na niekontrolowany przepływ pieniędzy.

Te ostatnie oczywiście pochodziły ze sprzedaży nielegalnego alkoholu. Do dziś pralnie są w awangardzie technologicznej - na przykład u mnie w budynku jest nawet jedna pralka typu europejskiego (ładowana od przodu, typowe pralki amerykańskie ładuje się od góry, bęben w nich obraca się wokół pionowej osi), a wszystkie pralki i suszarki są aktywowane kartami z układem scalonym,http://www.mac-gray.com/la3_card.html .

Czekając na zakończenie kolejnego prania, zacząłem czytać CW online. Kolega felietonistahttp://www.computerworld.pl/artykuly/50790.html zastanawia się, jak to będzie z nowymi legitymacjami studenckimi. Widać temat jest na rzeczy, bo w tym samym numerzehttp://www.computerworld.pl/news/88936.html notka o systemie ELS też dyskutuje kwestię naklejki. Na karcie elektronicznej. Cóż, powiedziałbym polska paranoja, ale zaraz Czytelnicy zakrzyczą mnie, żem obmierzły Bogu i ludziom emigrant i że nie powinienem w ogóle zabierać głosu. Po zakończeniu prania musiałem poczekać kolejną godzinkę na suszenie. Jak człowiek ma za dużo czasu, to mu różne głupie myśli przychodzą do głowy. Pierwsza z nich dotyczyła ceny nowej legitymacji studenckiej. Jeśli karta do pralni kosztuje dwa dolary (kupując kartę płaci się 5 USD, a dostaje na karcie 3 USD), no to albo pralnia dalej zajmuje się praniem pieniędzy, albo legitymacja studencka jest nową formą podatku. 20 zł za kawałek plastyku z małym układem scalonym, tego nawet Al Capone nie wymyśliłby.

Spróbowałem w moich rozważaniach teoretycznych (studentem przestałem być 30 lat temu) pójść dalej. Właściwie po co studentowi jakaś legitymacja wydawana przez państwo? Rozumiem, że uczelnia w ramach ułatwiania życia może dać studentom karty podobne do kredytowych - na MIT mogę moją legitymacją pracowniczą płacić nie tylko w barze kawowym, ale także w kooperatywie, a nawet u fryzjera. Czysta wygoda, gdyż na koniec miesiąca zdejmują mi z pensji tyle, ile wydałem na kawusię oraz biszkopty do niej. Ale państwu nic do tego. Państwowa legitymacja potrzebna jest tylko po to, aby móc studentom udzielać ulg na różne bilety. Nie wiem, czy ktoś kiedykolwiek wykonał prosty bilans, ile naprawdę kosztuje państwo, czyli nas wszystkich, popieranie studiowania. W budżecie trudno jest wyodrębnić te kwoty, bo są one poukrywane w różnych dotacjach dla PKP, PKS, MEN, a nawet dla ZUS (gdy kopalnie nie płacą składek, to węgiel dla kolei jest tańszy, a więc i bilety studenckie też).

Zdrowy rozsądek mówi mi jednak, że zamiast tysiąca tajnych sposobów dofinansowania studentów, zapewne lepiej byłoby wprowadzić państwowe stypendia dla wszystkich, a jeszcze lepiej dla tych, którzy tego naprawdę potrzebują, to znaczy uczą się dobrze, a nie mają wystarczających dochodów. Domyślam się, że taki przejrzysty system byłby jednak zbyt oczywisty i zbyt łatwy do prowadzenia. Dlatego zaprzęgnięto nowoczesną technologię, aby ukrywać niegospodarność i nadmierne rozbudowanie systemu. Stąd prosta droga do legitymacji studenckiej za 20 zł. Ale to dopiero początek. Ten sam schemat pojawia się w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, tylko jeszcze nie wiadomohttp://wiadomosci.onet.pl/1264732,11,item.html , ile każdy z nas zapłaci za elektroniczną kartę pacjenta.

Pan Lansky nigdy nie został skazany za żadne przestępstwa, podobnie jak niektórzy urzędnicy państwowi w Polsce. I to jest jedyne między nimi podobieństwo.