Kariera

W dzisiejszych czasach informatyk zakładowy nie musi już znać języków programowania ani też znać się na architekturze komputerów, a na arytmetyce cyfrowej w szczególności. Jego główną rolą jest pilnowanie, aby wszystkie zakupione u dostawców komponenty infrastruktury informatycznej firmy działały poprawnie, zgodnie z opisem w instrukcjach.

Może nie wiedzieć co to maszyna Turinga, do czego służy i co na jej podstawie działa. Zbędna wydaje się wiedza na temat algorytmów, w tym algorytmów kombinatorycznych i sortujących. Niepotrzebne też mogą okazać się umiejętności z zakresu modelowania struktur danych z całym dobrodziejstwem bazodanowym. Po jakie licho informatykowi wiedzieć o elektronice, ze szczególnym uwzględnieniem cyfrówki? Przecież nie będzie projektował liczników czy multiplekserów po to tylko, aby na nich mrugały lampki przyciągające uwagę obserwatorów. Teraz to już nawet nie trzeba znać angielskiego, gdyż większość oprogramowania ma polskie wersje. Informatyk musi natomiast wiedzieć, jak przypodobać się przełożonym. Ta wiedza to prawdziwy skarb, bo okazuje się na podstawie obserwacji życia, że tak naprawdę ważna jest tylko kariera.

Lokalny Informatyk awansował pomimo kryzysu (a może dzięki niemu?). Pozyskał zaufanie swoich przełożonych, co doprowadziło go do pozycji CIO w firmie ("teraz będziesz naszym ciołkiem" - powiedział pewnego razu Szef, no i stało się). Lokalny, w pierwszym rzędzie, zaczął robić porządek wokół siebie. Oczywiście, jedną z najważniejszych była kwestia, jak wywiązać się z obietnic, dzięki którym Dyrekcja go awansowała. Ale przecież te obiecane 50% redukcji kosztów działalności IT nie będzie zbyt trudno zrealizować. Obniży się pensje (i to znacznie) podległemu personelowi, który i tak nie porzuci pracy, bo gdzie niby pójdzie roboty szukać? Zamrozi się wszelkie inwestycje oraz rozwiąże dolegliwe finansowo umowy na opiekę nad oprogramowaniem. A dalej to się już zobaczy.

Jednak najważniejsze dla nowego CIO było zrobienie porządku ze swoim PR na portalach społecznościowych. Przecież nie wypada, aby człowiek z jego pozycją zawodową miał na liście kontaktów jakichś nieudaczników lub, nie daj Boże, bezrobotnych. Dawniej to co innego - gdy sam szukał lepszej pracy, mógł mieć takich kolesiów w swoim wirtualnym otoczeniu i mogli wzajemnie się wspierać. A teraz wstyd się przyznawać do takich znajomości.

Tak rozmyślał Lokalny CIO. Zupełnie niepotrzebnie. Nie zdążył nawet dobrze rozgościć się na swym stanowisku. Po wprowadzeniu restrykcyjnych redukcji, jakie przyobiecał, Dyrekcja zauważyła, że jego apanaże też stanowią istotne obciążenie dla firmy. Zredukowano więc i jego.