Kamień, papier, nożyczki

Zapewne wielu Czytelników bawiło się w dzieciństwie w popularną niegdyś grę polegającą na pokazywaniu przez dwu graczy jednocześnie jednej z trzech rzeczy wymienionych w tytule tego felietonu. Robi się to przez specyficzne ustawienie dłoni: zaciśnięta pięść to kamień, poziomo na płasko to papier, zaś rozwarte palce w znak V to nożyczki.

Zapewne wielu Czytelników bawiło się w dzieciństwie w popularną niegdyś grę polegającą na pokazywaniu przez dwu graczy jednocześnie jednej z trzech rzeczy wymienionych w tytule tego felietonu. Robi się to przez specyficzne ustawienie dłoni: zaciśnięta pięść to kamień, poziomo na płasko to papier, zaś rozwarte palce w znak V to nożyczki.

Takie same przedmioty u obu graczy to remis. Kamień można zawinąć w papier - papier zwycięża, nożyczki tną papier - zwyciężają, zaś tępią się o kamień - przegrywają. Co tu zresztą dużo gadać: albo należy samemu spróbować zagrać z kolegą, albo z komputerem, np. kompilując kod pana Przemysława Sztocha (http://www.navy.wox.org/aboutme/myuniversity/semester4/systemy/zad3 - wersja 0.0 pre-alpha, lepszych na sieci nie znalazłem ). Niektórzy ludzie osiągają w tej grze wspaniałe wyniki, gdyż potrafią przewidywać tok myślenia przeciwnika. Strategia losowa prowadzi do remisu po dużej liczbie gier.

To, co mnie fascynuje w tej grze, to fakt, że bardzo dobrze opisuje ona nasze zachowania wobec konieczności udowodnienia swojej tożsamości. Wiem, że skojarzenie jest bardzo odległe, ale zaraz postaram się podać przykłady z ostatniego tygodnia, potwierdzające moją hipotezę. Chcę tylko zauważyć, że komputer to nic innego niż kamień albo krzemionka w postaci nieco przetworzonej, nożyczki to komputerowe polecenie kopiuj/wklej, zaś papier w tym wariancie gry pozostaje sobą albo też jest papierem wirtualnym w postaci pliku PDF. Myślę, że teraz już widać, dlaczego codziennie gramy w "kamień-nożyczki-papier" z naszymi korespondentami, w szczególności bankowymi, ale także byznesowymi. Wyobraźmy sobie, że potrzebują Państwo potwierdzenia od podwładnego, że coś zrobił, np. zainstalował łaty bezpieczeństwa w systemie. Jeśli jest to jedna osoba, to sprawa jasna, wystarczy telefon. Ale gdy trzeba sprawdzić sto kilkadziesiąt?! Wtedy pozostają już tylko e-maile.

Zapytanie można wysłać automatycznie, skąd jednak wiemy, że odpowiedź naprawdę pochodzi od naszego rozmówcy, a nie do hakera, który opanował jego komputer?

Mądrzy ludzie już dawno temu wymyślili podpis elektroniczny ze specjalnym kodowaniem. Niestety, jego powszechność jest ciągle znikoma. Ba, banki oraz wszelkie inne instytucje zajmujące się pieniędzmi ciągle wolą podpis na prawdziwym papierze zamiast e-maila. A więc papier wygrywa z kamieniem. Jeśli nie mogą dos-tać prawdziwego papieru, no to przynajmniej godzą się na faks. A jak pewnie każdy Czytelnik wie z własnego doświadczenia, nie ma nic łatwiejszego niż skopiowanie podpisu ze skanu i wstawienie do formularza komputerowego. Nożyczki wygrywają z papierem aż miło. Plik PDF z podpisem elektronicznym z użyciem klucza jest oczywiście znacznie bezpieczniejszy, bo nie da się w nim dokonać żadnych zmian, a więc kamień wygrywa z nożyczkami.

Niby takie to proste, a przez ostatnich kilka dni faksowałem pewnemu bankowi kopie papierowych zestawień miesięcznych, które jakoby miały udowodnić czarno na białym, że jestem sobą. Tak dla zabawy spróbowałem zrobić się milionerem. Żadna sztuka, a efekt na faksie wyglądał znacznie lepiej niż oryginał, bo przy okazji skanowania udało mi się usunąć zieloną aplę (tło) formularza bankowego, przez co stał się on znacznie bardziej czytelny. Mam od dawna podpis elektroniczny w postaci pliku fontowego z wieloma wariantami zawijasów, którymi poświadczam różne dokumenty. Z punktu widzenia banku taki podpis będzie bardziej prawdziwy niż odręczny, którego nigdy nie potrafię powtórzyć dokładnie.

A więc: raz, dwa, trzy, pokazuję dłoń. Zgięte palce to chwyt na myszy lub pisanie na klawiaturze. Ten gest zawsze wygrywa.


TOP 200