Kaloszki szczęścia

Jest taka bajka Andersena, w której kolejne osoby zamieniają swoje kalosze na czarodziejskie. Oczywiście nieświadomi fantastycznych możliwości, wypowiadają banalne życzenia. W efekcie otrzymują rozczarowujące doświadczenia. Kalosze szczęścia nie przynoszą.

Jest taka bajka Andersena, w której kolejne osoby zamieniają swoje kalosze na czarodziejskie. Oczywiście nieświadomi fantastycznych możliwości, wypowiadają banalne życzenia. W efekcie otrzymują rozczarowujące doświadczenia. Kalosze szczęścia nie przynoszą.

Jako dziecko zawsze zastanawiałem się, jak to możliwe włożyć cudze kalosze. Może dlatego miałem wątpliwości, że stopa mi wcześnie urosła: dziś noszę numer 13 albo 47. Pewnie nie zmieściłbym się w kalosze szczęścia. Choć nowoczesne materiały pozwalają zrobić je rozciągliwe ponad miarę. Eleganccy bostończycy w czasie każdego deszczu pojawiają się w klasycznych kaloszach, nałożonych na wypastowane buty. W Polsce nie ma już takich dżentelmenów. Dawno temu odeszli do lamusa historii.

W przypadku komputerów cała historia to nieco ponad pięćdziesiąt lat. Więc i kalosze szczęścia nie musiałyby być bardzo duże, ot kaloszki. Nakładałoby się to-to na buty sportowe, bo w branży komputerowej ceni się wygodę. A życzenia można by wypowiadać półgłosem, bo a nuż się sprawdzą?

Na przykład życzenie zmęczonego programisty, który chciałby napisać prosty program, tak jak się to robiło dawno temu. Możecie Państwo spróbować. Wystarczy zajrzeć na stronę Muzeum Techniki w Manchesterze (http://www.cs.man.uk/prog98 ), wgrać emulator pierwszego przodka komputerów i zacząć pisać. Będą mieli Państwo całe 1024 bity pamięci (bity, nie bajty...) i jedną, jedyną instrukcję arytmetyczną odejmowania pod ręką. Co można zrobić z takimi możliwościami? Jak już się wróci do rzeczywistości AD 1998, od razu będzie łatwiej.

Albo życzenie technika, który kolejną godzinę usiłuje zainstalować kartę w komputerze PC, choć IRQ w żaden sposób nie daje się ustawić. Wkładacie kaloszki i w mgnieniu oka jesteście obok Grace Hopper (kto to zacz, można dowiedzieć się na specjalnej stronie poświęconej pani wiceadmirał:http://www.chips.navy.mil/chips/grace_hopper ). Po godzinie poszukiwań zwarcia w komputerzysku (cała hala pełna lamp) kopiecie zdenerwowani w jedną ze skrzyń. W tumanach kurzu z pudła wypada zasuszony i przypieczony owad, łapiecie go, wklejacie do książki kontrolnej i w ten sposób przechodzicie do historii, wykonując pierwszy na świecie debugging programu (bug znaczy tyle co robal). Gdy po chwili znowu siedzicie przed monitorem, w nosie ciągle jeszcze świdruje stary, słodkawy zapach kurzu.

Gdy przy piwie wspominacie z kolegami, jak to kiedyś naprawiało się programy na taśmie papierowej, kaloszki szczęścia przenoszą was w lata sześćdziesiąte. Siedzicie na korytarzu i tzw. chińczykiem poprawiacie program na zajęcia z programowania. Przechodzący obok asystent uśmiecha się, bo on nie musi oszczędzać taśmy papierowej. A złośliwiec z sąsiedniej grupy podpala waszą tasiemkę. Znowu trzeba kleić... Uderzacie głową o kufel. Wspomnienie rozwiewa się. Tylko kilka krążków drobnych, papierowych konfetti przypomina wam, że jednak byliście w przeszłości.

Właściwie nie ma powodu, by kalosze szczęścia nie przenosiły nas w przyszłość. Wypowiadamy życzenie ujrzenia komputera, który zawsze działa. Zapominamy jednak nałożyć kalosze, bo gdy wypowiadaliśmy życzenie, nie sądziliśmy, że komputerowe kaloszki mogą je zrealizować. Dwa czarne pokrowce znikają w mgnieniu oka. Już nikt nigdy pewnie ich nie odnajdzie. Bo nie ma i nie będzie doskonałych komputerów. A szczęście?


TOP 200