Kabelkiem przez morze

Felieton ten ukaże się w sezonie ogórkowym, z datą wydania numeru CW drugiego sierpnia, stąd mały konkurs: jaka rocznica przypada 31-go lipca? Pytanie jest złośliwe, bo mało kto wie, co wydarzyło się 139 lat temu.

Felieton ten ukaże się w sezonie ogórkowym, z datą wydania numeru CW drugiego sierpnia, stąd mały konkurs: jaka rocznica przypada 31-go lipca? Pytanie jest złośliwe, bo mało kto wie, co wydarzyło się 139 lat temu.

A jednak wiedzieć powinniśmy, bo można bez żadnej przesady stwierdzić, że to wtedy położono podwaliny pod Internet. W każdym razie po raz pierwszy połączono elektrycznie dwa kontynenty po obu stronach Atlantyku. Pozwoliło to w roku 1866 na wysyłanie informacji z Kanady do Anglii. Pierwszą z nich była depesza burmistrza Vancouver do lorda burmistrza Londynu. Oznaczało to także, że można już było wysłać telegram np. z San Francisco na Cejlon, choć droga wiodła przez trzy kontynenty i dwa oceany.

Historia projektowania i kładzenia kabla transatlantyckiego zasługuje na naszą uwagę, bo skupia się w niej wiele wątków typowych dla historii nauki i techniki. Przede wszystkim pokazuje jednak, jak wielką była rewolucja technologiczna epoki wiktoriańskiej. Dziś, po stu latach od śmierci królowej, co było symbolicznym końcem epoki, w dalszym ciągu na co dzień korzystamy z licznych wynalazków tamtych czasów, natomiast w mniejszym stopniu z osiągnięć poprzednich stuleci. Prawdopodobnie dlatego, że nasza XXI-wieczna cywilizacja jest w dalszym ciągu cywilizacją elektryczności. Proszę zresztą pomyśleć, jak straszne staje się nasze życie, gdy braknie prądu. Nie wiem, czy w ogóle potrafilibyśmy jeszcze przetrwać bez elektryki. Bez prądu po prostu nie da się żyć!

Konstrukcja elektrycznego kabla podwodnego to zadanie, jakie dziś, w czasach plastyków i włókien sztucznych, jest znacznie uproszczone. W XIX wieku długo szukano właściwego izolatora (gutaperka), czyszczono miedź (aby miała niską oporność), projektowano zbrojenie pancerzem stalowym (aby kabel mógł unieść własny ciężar), a przede wszystkim kombinowano, jak najlepiej układać go w wodzie i jak podnosić urwany koniec (wypadki takie zdarzały się często). Zajęło to co najmniej 10 pracowitych lat, kilka nieudanych prób, wymagało olbrzymiej pracy logistycznej i dobrego planowania. Udało się, gdyż inwestorzy byli cierpliwi. Ostateczny sukces osiągnięto po uzyskaniu w roku 1865 od kolejnych banków kwoty 600 tysięcy funtów brytyjskich i utworzeniu nowej firmy, bo poprzednie po prostu zbankrutowały. Warto przypomnieć, że roczny dochód kilkuset funtów był w czasach Dickensa uważany za całkiem przyzwoity dla prawdziwego gentlemana (patrz na przykład "Klub Pickwicka").

Gdy dziś wysyłam do Redakcji felieton w postaci pliku dołączonego do maila, to nawet nie wiem jaką drogą dotrze on do celu. Mogę oczywiście prześledzić drogę pakietów z mego komputera do serwera redakcyjnego (21 segmentów), ale poczta elektroniczna może podróżować znacznie dłużej. Wśród tych kilkudziesięciu połączeń jedno jest bezprzewodowe (z mego komputera do stacji bazowej w domu), kilka zapewne po kablach miedzianych, ale większość po światłowodach.

To świadectwo postępu, bo światłowód jest w gruncie rzeczy prostszy i tańszy w konstrukcji niż kabel elektryczny - ot, szklana żyłka w odpowiedniej otoczce. Mówi się, że skutkiem gwałtownego rozwoju i upadku firm internetowych pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ciągle jeszcze mamy duży nadmiar przepustowości w światowych połączeniach światłowodowych.

Całe szczęście.

Dziś nikt już nie pamięta nazwisk bohaterów historii sprzed 139 lat. Nikt też nie zna nazwisk współczesnych herosów, łączących kontynenty Internetem. Może zamiast świętować pamięć poległych w wojnach, powinniśmy czcić tych, którzy tworzą światową infrastrukturę cywilizacji? Jakie to jednak mało romantyczne: inżynier i bankier bohaterami?!


TOP 200