Jeszcze szersze tory

Człowiek w pewnym wieku, wysyłany w dość daleką podróż, mniej jakby oczekuje związanych z nią atrakcyjnych doznań, a za to więcej ma obaw. Szczególnie, gdy jej celem jest Półwysep Iberyjski, a ja sam należę do gatunku, dla którego najlepszym miejscem na lato byłaby Islandia, a może nawet jakiś Szpicbergen.

Człowiek w pewnym wieku, wysyłany w dość daleką podróż, mniej jakby oczekuje związanych z nią atrakcyjnych doznań, a za to więcej ma obaw. Szczególnie, gdy jej celem jest Półwysep Iberyjski, a ja sam należę do gatunku, dla którego najlepszym miejscem na lato byłaby Islandia, a może nawet jakiś Szpicbergen.

Dzisiaj jednak klimatyzowane są tam lotniska (tak sobie), taksówki, autobusy, pociągi i hotele, więc sprytnie się urządzając, można dość skutecznie odciąć się od otoczenia i nawet dobrze nie wiedzieć, jakie ono było. Nie najgorzej też jest tam wieczorem, kiedy to stały, chłodny powiew znad Atlantyku robi swoje.

Sprawy klimatu, czy - ściślej biorąc - mikroklimatu stwarzanego dla komputerów w ich pomieszczeniach - zdają się wybijać na czoło tematyki konferencji informatycznych (wraz z tym, co dotyczy internetowych serwisów społecznościowych). I nie inaczej było tym razem. Hasło "Go Green!" było widoczne wszędzie - na plakatach, w konferencyjnych wystąpieniach i gadżetach, a nawet - w kuluarowych rozmowach.

I nic dziwnego, skoro cena baryłki ropy oscylowała wtedy wokół 140 dolarów, a jeden z szefów Ryanair powiedział, że każdy dolar w górę oznacza tu dla nich dodatkowe 20 milionów rocznie, wydane na paliwo.

Tak więc wszyscy chcą być "green", chociaż nie wszystkim to wychodzi. U nas np. mnożą się niebywale samochody wielkie jak smoki, które muszą niemało palić, a w takiej - bogatszej przecież od nas Portugalii - w bardzo ruchliwym miejscu stolicy - przez pół godziny nie widziałem ani jednego. Widać, czym innym chyba niż ostentacyjne demonstrowanie zamożności zyskuje się tam społeczny prestiż.

Nie mogłem za to odmówić sobie swoistej atrakcji, jaką jest tam podróż pociągiem. Podmiejskim tylko, bo podmiejskim, ale zawsze. A to dlatego, że Portugalia ma jedne z najszerszych torów kolejowych w Europie - 1665 mm. "Lepsza" od nich jest tylko Hiszpania (1676), a od Rosji (1520) dzieli ją jeszcze Irlandia (1600). Im szersze tory, tym pociąg mniej kołysze i w samym wagonie jest wygodniej. Pociąg był podmiejski, ale wagony klimatyzowane (drzwi zamykają się automatycznie w chwilę po otwarciu) i z zewnątrz - zapewne w celu ochrony przed nagrzewaniem od słońca - pokryte srebrzystą blachą.

Pociągi zresztą są dziś uważane za najbardziej "green" ze wszystkich środków lokomocji i nawet amerykański Amtrak pilnie poszukuje dostawcy nowych wagonów i kogoś, kto doraźnie wyremontuje kolejne kilkadziesiąt, dotąd odstawionych.

To jednak, że pociągi są już "green" nie oznacza, że nie mogą być jeszcze bardziej. I tu w sukurs przychodzą im komputery. Sąsiedzka Deutsche Bahn od kilku ładnych już lat uczy maszynistów na komputerowych symulatorach. Teraz jednak, wprowadza się nowe programy szkolenia, które przechodzą kolejno wszyscy maszyniści. Programy te uczą, jak prowadząc pociągi i przy zgodności z rozkładem jazdy, oszczędzać prąd. Okazuje się, że przewidywanie rozwoju sytuacji i unikanie gwałtownych przyspieszeń i hamowań (energożerna jazda typu gaz-hamulec jest dość powszechna pośród kierowców samochodów w Polsce, o motocyklistach już nie wspominając), wykorzystywanie spadków itp., pozwala zaoszczędzić na jednym przejeździe trasy Hamburg-Monachium tyle energii, ile rocznie zużywa dom z 4-osobową rodziną.

W angielskim przyjęło się już skrótowe pojęcie "carbon foot-print", na określenie swoistego śladu w postaci emisji dwutlenku węgla do atmosfery, zostawianego przez odbiornik energii. Jak to zostanie przetłumaczone przez naszych biegłych żurnalistów? Węglowy odcisk stopy?

Chętnie zapoznam się z sugestiami czytelników na ten temat. Dla tych, którzy się odezwą - from the mountain thanks.


TOP 200