Jeszcze raz

W połowie lipca media doniosły, że Polacy wraz z Litwinami znowu zwyciężyli pod Grunwaldem. Jagiełło przyjął dwa nagie miecze, książę Witold poprowadził swoje hufce, a Wielki Mistrz bohatersko skonał z bronią w ręku. Uff, co za ulga. No bo co by to było, gdyby grupy rekonstrukcyjne nagle postanowiły rozegrać to inaczej? Gdyby szturm ciężkiej jazdy krzyżackiej żelazną pięścią przebił polską obronę i dotarł do wzgórza, na którym król polski, w towarzystwie m.in. Zawiszy Czarnego i Dobiesława z Oleśnicy, obserwował przebieg bitwy pod królewską chorągwią?

Ktoś, oczywiście, mógłby powiedzieć, że to bez znaczenia, bo przecież wynik rekonstrukcji nie zmienia wyniku bitwy sprzed sześciuset lat. Ale jakoś w to nie wierzę; za wiele naczytałem się literatury SF oraz podręczników fizyki kwantowej. Te same zdarzenia, odegrane ponownie, wywołują rezonans w czasoprzestrzeni. Tradycyjne, newtonowskie pojęcie czasu jako jednostajnie i jednokierunkowo płynącej rzeki mnie nie przekonuje, przynajmniej od kiedy poznałem transformacje Lorentza. Jeśli potrafiliśmy znaleźć bozon Higgsa, może potrafilibyśmy zmienić rezultat Bitwy pod Grunwaldem? Co wtedy z jej skutkami? Czy na polskim tronie zasiedliby Hohenzollernowie, a my sami zaczęlibyśmy rozmawiać po niemiecku? To już lepiej nie próbować...

Parę miesięcy wcześniej Facebook wprowadził mechanizm edycji komentarzy. Jedno z najbardziej charakterystycznych zjawisk internetu (flame wars) oraz jedna z najbardziej charakterystycznych postaci (troll) mają kłopot. Każda dawna wypowiedź może być zmieniona, a sens forumowej wojny przeinaczony. Krytyk lewicy może zorientować się, że zaczął krytykować prawicę, zaś wielbiciel smukłych blondynek może ze zdziwieniem przekonać się, że w istocie "podlajkował" brunetkę o pełnych kształtach. I co wtedy?

Na to wszystko nakłada się stopniowy zanik mediów papierowych. Za pięćset lat archeologowie mogą mieć kłopot z dotarciem do źródeł na temat zdarzeń z pierwszego (naszego) stulecia, bo się one zdigitalizowały, zanim ktoś wpadł na pomysł, że warto by je dobrze archiwizować. A na dodatek, są ciągle edytowane i ustalenie, jak było naprawdę może - paradoksalnie - w miarę postępu techniki, stać się coraz trudniejsze. Zwłaszcza że przeszłość można edytować bez pozostawiania śladów. A przynajmniej zapisy na jej temat - co w sumie na jedno wychodzi.

Na wszelki wypadek, na papierze (na razie) przypominam, że Polacy i Litwini wygrali z Krzyżakami, o czym można co roku przypomnieć sobie, odwiedzając rekonstrukcję bitwy na polach pod Grunwaldem. Albo też Muzeum Narodowe w Warszawie, jak kto woli.