Jeszcze o tym samym

W ubiegłym tygodniu pisałem w tym miejscu o stronach sieciowych, do oglądania których trzeba dysponować najnowszymi wersjami przeglądarek. Ten felieton jest pewnego rodzaju kontynuacją tamtego - traktuje on m.in. o usługach, które są dostępne za pośrednictwem Sieci i telefonów.

W ubiegłym tygodniu pisałem w tym miejscu o stronach sieciowych, do oglądania których trzeba dysponować najnowszymi wersjami przeglądarek. Ten felieton jest pewnego rodzaju kontynuacją tamtego - traktuje on m.in. o usługach, które są dostępne za pośrednictwem Sieci i telefonów.

W tej dziedzinie niezmiennie mamy do czynienia z entuzjastami i sceptykami.

Ci pierwsi nie baczą na opłacalność i łatwość stosowania. Dla nich najważniejsze jest bycie nowoczesnym, czego symbolem ma być telefon komórkowy o szerokich możliwoś-ciach i zakupy albo transakcje w Internecie. Ci drudzy, nie kwestionując znaczenia takiego czy innego nice to have, nie mogą zrozumieć, po co komu komunikat SMS o tym, że zmieniło się saldo na rachunku bankowym. Nie mogą zrozumieć, bo saldo na ich rachunku nie zmienia się zbyt często i do jego kontroli wystarcza miesięczny wyciąg.

Ci pierwsi chcą mieć rękę na pulsie swych pieniędzy i natychmiast czuć każdy ich ruch. Ci drudzy mówią: spokojnie, zrobisz internetowy albo telefoniczny przelew do innego banku w sobotę, a pieniądze i tak pójdą dopiero w poniedziałek, bo system rozliczeń nie działa podczas weekendu.

Ci pierwsi rzucają się na każdą nową usługę, której mogą popróbować, korzystając z któregoś ze swych gadżetów. Ci drudzy boją się skomplikowanych i mylących czynności, jakich wykonania żąda automat telefoniczny lub strona internetowa.

Kiedyś za symbol czynności leżącej za granicą akceptowalnej trudności uchodziło programowanie nagrywania na magnetowidzie. Nie pomogły tu nawet wbudowane w piloty laserowe skanery, które umożliwiały wczytywanie kodów z gazet z programem telewizyjnym. Znam kilkadziesiąt magnetowidów (tzn. ich właścicieli) i żaden z nich nigdy nie jest programowany. Jeżeli już ktoś chce coś nagrywać, to włącza osobiście o właściwej porze, bo łatwiej zaprogramować budzik! Podobny stopień komplikacji osiągnęła już poczta głosowa u operatorów telefonii komórkowej. Jeżeli podręcznik posługiwania się pocztą głosową zajmuje prawie cztery strony A4, gęsto szpikowane rozmaitymi przykładami, jedyne, co może z nim zrobić przeciętny użytkownik, to odłożyć i nie zawracać sobie tym głowy.

Nie inaczej jest ze stronami internetowymi. Są tacy, którzy próbują każdej dostępnej usługi, co od czasu do czasu musi oznaczać problemy, czasami poważne, bo np. w lekkomyślnym zaufaniu ktoś coś kupił płacąc z góry albo wysłał w świat numer własnej karty płatniczej. No, ale skąd tu wiedzieć, co można, a co podpada pod kategorię "nigdy, przenigdy!"?

Nie można zapominać również o tych, którzy do najnowszych technik dostępu nie mają w ogóle. Telekomunikacja Polska likwiduje obecnie kasy, gdzie bez dodatkowych opłat rachunki reguluje kilka milionów osób. Ludzie ci robią to, mimo długich kolejek. Kolejki mamy też znowu w urzędach skarbowych. Tworzą je ludzie, którzy muszą tam otrzymać papier, pozwalający im uzyskać kilkadziesiąt złotych zasiłku rodzinnego w ZUS-ie. Przedstawicielka tego ostatniego raczyła powiedzieć w radiu, że można nie stać w kolejce, a szczegóły, jak tego uniknąć, można przecież znaleźć w Internecie.

Już widzę tzw. oczami wyobraźni, jak do komputerów rzucają się ludzie, dla których te kilkadziesiąt złotych naprawdę coś znaczy, jak emeryci, którzy dotąd dreptali pieszo przez pół miasta, by zapłacić rachunek za prąd, telefon czy czynsz w kasie i bez opłaty, siadają przed ekranami i ochoczo łączą się z Internetem lub biorą do ręki telefony obsługujące protokół WAP, by wreszcie zrobić to z domu.

Parafrazując biskupa Krasickiego, można podsumować to tak: dla jednych jest to igraszka, tym drugim chodzi o życie. Mimo wszystko godne.


IBM Think Digital Summit Poland, 16-17 września 2020
TOP 200