Jeszcze o pisaniu

Ostatnio pisałem o rosnącym uzależnieniu ludzi od pisania za pomocą komputera. Nie ukrywałem też, że sam wolę pisać ręką i później, na komputerze, tylko przepisać.

Ostatnio pisałem o rosnącym uzależnieniu ludzi od pisania za pomocą komputera. Nie ukrywałem też, że sam wolę pisać ręką i później, na komputerze, tylko przepisać.

Rozważania te zbiegły się z kilkoma znaczącymi zdarzeniami. Po pierwsze, przed trzydziestu laty niejaki Ray Tomlinson, informatyk w firmie Bolt, Beranek & Newman, napisał względnie prosty program, umożliwiający przesyłanie komunikatów od komputera do komputera. Możliwości takie istniały co prawda już znacznie wcześniej, ograniczały się jednak do przesyłania komunikatów ze stanowiska na stanowisko. Tomlinson oddzielił osobę od jej stanowiska pracy, wprowadzając koncepcję stosowanego do dziś adresu ze znakiem @, dając początek zjawisku, które nazywamy obecnie pocztą elektroniczną.

Nie oznacza to jednak, że już wówczas istniało wszystko to, z czego w tym zakresie korzystamy dzisiaj. Poszczególne komunikaty pojawiały się wtedy na ekranie w jednym ciągu, tak że trudno było je od siebie oddzielić. Pierwszy program do zarządzania pocztą pojawił się w roku 1972 (Lawrence Roberts). Nieco później John Vital, programista na Uniwersytecie Południowej Karoliny, pracując po godzinach, napisał program umożliwiający odpowiadanie na komunikaty i usuwanie ich. Program ten stał się z czasem normą dla sieci Arpanet, prekursora dzisiejszego Internetu.

W przewidywaniach dotyczących tej drogi wymiany informacji nie ustrzeżono się poważnych błędów. W roku 1981 amerykański odpowiednik naszego NIK-u przewidywał, że rozwój poczty elektronicznej istotnie ograniczy liczbę tradycyjnych przesyłek listowych, w ciągu 20 lat pozbawiając pracy dwie trzecie pracowników poczty. W rzeczywistości liczba przesyłek tradycyjnych podwoiła się od tego czasu, a zatrudnienie na poczcie wzrosło o ponad 20%.

Obecnie poczta elektroniczna służy do przekazywania blisko 10 mld komunikatów każdego dnia.

Po drugie i po trzecie - ostatnia wystawa (targi?) informatyczna Comdex przyniosła dwa, wydaje się doniosłe, urządzenia. Oba mają ścisły związek z pisaniem.

Pierwsze to pióro, którym pisze się na tzw. inteligentnym papierze. Ruchy pióra są bezprzewodowo przenoszone do telefonu komórkowego, z użyciem techniki (zob. felieton WAP-ać Sinobrodego z ub.r.), ten zaś przesyła to dalej do komputera, gdzie może z tego powstać odręcznie napisany załącznik do przesyłki elektronicznej, SMS lub faks. Komputer może też zamieniać pismo ręczne na tekst i w tej postaci zapamiętać. Pióro to nosi nazwę Chatpen i na targach Comdex było prezentowane na stoisku Ericssona przez firmę Anoto (www.anoto.com), która współpracuje zarówno ze znanymi wytwórcami piór (Pilot Pen, Mont Blanc), jak i producentem papieru (3M).

Drugie ze wspomnianych urządzeń jest jeszcze bardziej abstrakcyjne. To prawdziwie wirtualna, czyli nie istniejąca klawiatura. W istocie są to opaski, umieszczane wokół dłoni, tak aby nakrywały kostki, od których zaczynają się palce (www.senseboard.com). Opaski te odczytują ruchy palców naśladujące pisanie na klawiaturze i wyniki przekazują (znów Bluetooth) do komputera.

Wniosek z tego, że rację ma pan Maciej Plewiński, który od lat niestrudzenie uczy w poznańskich liceach pisania na klawiaturze "na ślepo", twierdząc, że właśnie od tego należy zaczynać edukację komputerową.

Poza tym możemy oczekiwać, że niebawem, w ramach promocji, do pióra Mont Blanc dodawany będzie telefon komórkowy. Również nie powinni dziwić nas ludzie wykonujący w powietrzu ruchy, jakby pisali na maszynie. Niebawem będzie to znak, że oni wtedy naprawdę ciężko pracują.