Jestem kimś. Znam się na komputerze

Pewnego, niedawno minionego dnia noc zmusiła mnie do zatrzymania się w nieznanym wcześniej hotelu. Jestem czuły na punkcie ogólnodostępnych miejsc do nocowania; ich klasa potrafi niemile zaskoczyć.

Pewnego, niedawno minionego dnia noc zmusiła mnie do zatrzymania się w nieznanym wcześniej hotelu. Jestem czuły na punkcie ogólnodostępnych miejsc do nocowania; ich klasa potrafi niemile zaskoczyć.

Obdzwoniwszy wszystkie znane mi w tamtejszej okolicy miasta portowego hotele i usłyszawszy uprzejme: "Przykro, nie mamy dziś miejsc", przypomniałem sobie o nowym hotelu, który oddalony był od miasta portowego o kilkanaście kilometrów, a który wcześniej widziałem zza szyby samochodu.

"Pan do baru czy na noc" - pyta na parkingu parkingowy. Jeśli już, to druga trzydzieści w nocy to raczej czas na opuszczenie baru, pomyślałem, wkładając na plecy bluzę, po czym biorąc do zębów szczoteczkę, książkę, jakąś tam bieliznę. Wszak rano jadę dalej. Wkraczam z lekka znużony jazdą samochodem (żeby nie powiedzieć śpiący) do hotelowego holu, wita mnie przygaszone subtelnie światło, skóry i marmury mnie witają i miła recepcjonistka wita. Proszę o pokój oddalony od drogi, bo hotel przy ruchliwej drodze znalazł sobie miejsce; pytam czy może można jeszcze coś zjeść, choć na to nie liczę. "Jak najbardziej, w barze na dole" - pokazując ręką przejście przy schodach, informuje recepcjonistka, z którego to punktu dochodziła nas spokojna muzyka.

Obmywszy twarz, schodzę do baru, ciągle się zastanawiając, dlaczego wejść na korytarze strzegą na klucz zamykane drzwi, zwyczaj to niespotykany w hotelach; skąd o tej porze tu tylu ustrojonych w pseudomundury stróżów porządku, na dodatek nie wzbudzających zaufania. Ale, hotel to hotel, na dodatek duży hotel - myślę - gości musi być komplet, parking był pełny. Oddalam czarne myśli i przekraczam próg baru. Nie mam wątpliwości. Tonę w purpurze. Przed oczyma mam wpatrujący się we mnie tłumek mężczyzn i nadzwyczaj skromnie odzianych kobiet. Moment wahania: w tył zwrot - myślę - wolno posuwając się do przodu; w rogu, nieopodal baru, dostrzegam wolny stolik. W napięciu, nie ukrywam, oczekuję kelnera. Zamawiam kanapkę z łososiem (z nadzieją, że zostanie szybko przygotowana). Przy stoliku obok siedzi mężczyzna z kobietą. Udaję, że nie słyszę o czym rozmawiają, mając też nadzieję, że w purpurowych ciemnościach nie widać mnie. Mężczyzna z przejęciem perswaduje kobiecie, dla jakiego to "dupka" (cytat) ta pracuje. Kobieta szczerze się uśmiecha. "Co on potrafi? Tylko forsę ci zabierać. Ile on może zarobić? Kim on jest do mnie (chodziło najprawdopodobniej o "w porównaniu do mnie")? Ja znam się na komputerach. Ty wiesz, ile ja mogę zarobić?" Dialog trwa, przerywany śmiechem kobiety, jakby niecierpliwej, wyraźnie nie zainteresowanej umoralniającym wykładem mężczyzny. Podchodzę do baru z zapytaniem o kanapkę. Jest. Postanawiam ją spożyć nie przy stoliku, uciekając od nieciekawego towarzystwa, jeśli w ogóle można w tym miejscu plan taki zrealizować.

Łosoś jest trochę za słony. Po lewej stronie, obrócony do mnie plecami, siedzi mężczyzna. Z kolei po jego lewej stronie siedzi kobieta. "Przecież możemy się spotykać prywatnie. Powiedzmy zadzwonię do ciebie za dwa tygodnie. Przecież ty zarabiasz przy nim grosze. Ja to mogę każdego dnia usiąść przy komputerze i włamać się do tego czy innego banku". Odkładam kanapkę na talerzyk. "Ty wiesz, co to znaczy znać się dzisiaj na komputerach" - kontynuuje lekko już wstawiony mężczyzna. - Ty znasz się na komputerach?" Głupie pytanie - pomyślałem. Zapłacę, mówię do barmana, zostawiając pół kanapki. Pyta: "Nie smakowała". Nie, odpowiadam.

Na korytarzu zastaję gwałtowną sprzeczkę. Facet w czarnym polo podniesionym głosem mówi do faceta w szortach. Zabieram do zębów szczoteczkę, książkę, bieliznę. Recepcjonistce mówię, że jednak jadę dalej. Ta o nic nie pyta. Kwituje wszystko zrozumiałym uśmiechem. Nie mogąc sobie darować pytam, czy ten cały duży hotel to... "Jakby to powiedzieć" - ciągle uśmiechnięta recepcjonistka odpowiada, choć nie odpowiada, a ja rozumiem. Parkingowy chce jakichś pieniędzy. Nie mam, mówię i z piskiem opon (czego unikam) wyjeżdżam.

Jest noc. Noc do myślenia za kierownicą. Ci mężczyźni, popisujący się znajomością komputerów, nie wyglądali na zaznajomionych z nimi. Nie wyglądali też na zainteresowanych takim miejscem, które odwiedzali. Jest jednak w tym wszystkim pewne, że technologia informatyczna jest na topie. Jeżeli brylować przed kobietami (nawet takimi) znaczy opowiadać o komputerach, to technologia informatyczna musi być na topie, co by znaczyło o upadku obyczajów.