Jeśli nie jesteś klientem, to jesteś towarem

Wieść gminna głosi, że niektórzy pracodawcy w Ameryce domagają się od kandydatów do pracy ujawnienia loginu i hasła do Facebooka albo chwilowej zmiany ustawień prywatnosci. Chcą wiedzieć wszystko: kto jest naszym znajomym, jakie są nasze ulubione strony, na jaki temat pisujemy, a nawet co polubiliśmy ostatnio.

Facebook wydał w tej sprawie płomienną odezwę, w której broni "praw użytkowników". Erin Egan, odpowiadająca za bezpieczeństwo i prywatność w serwisie, pisze w swoim blogu: We’ll take action to protect the privacy and security of our users (…) by initiating legal , including by shutting down applications that abuse their privileges.

Poziom hipokryzji płynący z tych zdań jest wręcz nieprawdopodobny. żyje z tego, że handluje danymi o swoich użytkownikach. Znacznie uczciwiej byłoby napisać: drodzy użytkownicy, żyjemy ze sprzedawania waszej prywatności za grube pieniądze i nie mamy zamiaru spokojnie patrzeć, jak oddajecie ją komuś za darmo. Natura nie znosi próżni - zapewne już wkrótce będzie można kupić u Marka Zuckerberga fejsbukowe dossier kandydata, z profilowaniem, omówieniem oraz rekomendacjami. Oprócz pracodawców i sprzedawców zapewne zainteresują się nim tatusiowie dziewcząt z dobrych domów, którzy będą chcieć dyskretnie prześwietlić reputację absztyfikantów.

Tymczasem w internecie krąży dowcip. Dwie świnie rozmawiają ze sobą: czy to nie wspaniałe, że mamy dach nad głową i pełno jedzenia? A druga: rzeczywiście - i to wszystko za darmo! Czy jesteśmy tylko wirtualnymi tucznikami w internetowym chlewie, które prędzej czy później powędrują pod nóż i zostaną przerobione na (wirtualną) szynkę?

Właściwie tak. Stara prawda mówi: jeśli nie jesteś klientem, to jesteś towarem. ‘Freekonomia’ (nie mylić z ‘freakonomią’) wykształciła sposób na zarabianie na (pozornie) darmowych usługach. Użytkownik ma podstawowe usługi bez kosztów czy abonamentu. Za rozszerzone (oferta ‘premium’) musi płacić, zaś firma sprzedaje informacje na temat użytkownika oraz jego twórczość (np. teksty lub zdjęcia) za pieniądze. Używa ich też do generowania ruchu przychodzącego i wyświetlania reklam. Tak działają tysiące serwisów, od Facebooka i LinkedIn po Demotywatory i platformy blogowe.

Chcemy mieć kontrolę nad własną prywatnością i danymi o zachowaniach? Wydaje się, że jest na to tylko jeden sposób: zacząć płacić za usługi internetowe. Im szybciej się do tego przyzwyczaimy, tym mniejsze ryzyko, że kiedyś pracodawca, klient albo teść dowiedzą się czegoś, czego nie chcielibyśmy im przekazywać.


TOP 200