Jedne, dwa, trzy

Przypadki zdarzają się w życiu, ale ten wydał mi się bardzo symptomatyczny. Tydzień temu pisałem o realności zera, a właściwie o jego niepotrzebności w komputerologii.

Przypadki zdarzają się w życiu, ale ten wydał mi się bardzo symptomatyczny. Tydzień temu pisałem o realności zera, a właściwie o jego niepotrzebności w komputerologii.

Jak na zawołanie w poważnym czasopiśmie naukowym Science ukazała się praca, która pokazuje, jak liczenie jest prawdopodobnie zakodowane w naszym mózgu (A. Nieder, D. J. Freedman, E. K. Miller, Science 6/9/2002, vol. 297, str. 1708, patrz takżehttp://www.sciencemag.org). Nie spotkałem się z omówieniem wyników tej arcyciekawej publikacji w serwisach agencyjnych, postanowiłem więc podzielić się z Państwem wiadomościami.

Otóż każdy sam na sobie może przetestować, że dobrze rozróżniamy liczbę widzianych obiektów, jeśli nie jest ona zbyt duża. W badaniach komputerowych wyświetlaczy wiele lat temu zauważono podobno, że jak widzimy więcej niż siedem rzeczy, to nie jesteśmy w stanie ich policzyć "natychmiast", natomiast gdy obiektów jest tylko kilka, to bez wahania podajemy ich liczbę. Z takich badań miała wynikać potrzeba upraszczania oblicza komputerów. Osobiście wszystkim, którzy na wirtualnych biurkach trzymają mnóstwo plików, radzę uporządkować je, wsadzając do teczek, te zaś do innych teczek, czyli stworzyć system katalogów, w którym jednak nie będzie zbyt wielu elementów na każdym poziomie.

Niektórzy ludzie obruszają się na takie porady, twierdząc, że oni świetnie wiedzą, gdzie co jest. Z pewnością gra tu rolę element treningu, czyli przyzwyczajania się do położenia różnych ważnych rzeczy. Proszę jednak popatrzeć na nieznane sobie biurko i spróbować szybko powiedzieć, ile plików na nim leży. Leżymy i kwiczymy, bo nie potrafimy. Przed snem łatwo liczy się owce skaczące przez płotek. Pojedynczo. W Australii robią zawody w liczeniu owiec. Jak na łące jest ich kilkaset, no to trzeba naprawdę dobrego oka, aby szybko oszacować ich liczbę. Właśnie oszacować, a nie policzyć.

Praca wspomnianych powyżej autorów z MIT pokazuje, dlaczego tak się dzieje, w każdym razie w przypadku zwierząt człekokształtnych. Grupę małp wytrenowano, pokazując im dwa wyświetlacze z pewną liczbą kropek (od jednej do pięciu) i każąc szybko decydować, czy zawierają te same liczby obiektów. Gdy małpy osiągały statystycznie znaczące sukcesy, podłączono im elektrody do pewnych części mózgu. Okazało się, że niektóre grupy neuronów działają jako detektory liczb, wysyłając sygnały w odpowiedzi na konkretną liczbę kropek. Oczywiście z pewnym rozmyciem, tak jakby nasz mózg pracował w logice rozmytej, a nie zerojedynkowej.

Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak, że dla liczby kropek większej niż pięć rozmycie rozpoznawania staje się coraz większe. Wygląda na to, że małpy są przygotowane do zastosowania liczby wielomnogiej, tak typowej dla wielu języków. Przypominam, że w języku polskim mamy inne formy rzeczowników dla jednego obiektu, dla dwu do czterech oraz dla pięciu i więcej. Na przykład jeden komputer, dwa komputery, pięć komputerów. Czyżby ten sposób liczenia był skutkiem sztywnych połączeń w naszym mózgu?

Być może już niedługo wreszcie zrozumiemy jak liczy nasz najbardziej osobisty komputer, czyli mózg. Stąd już tylko jeden kroczek do zbudowania funkcjonalnego modelu tego najbardziej skomplikowanego urządzenia, jakie stworzyła przyroda. Postaram się informować Państwa na bieżąco o postępach w tych badaniach. Ostatecznie przyjemnie jest rozumieć, co się dzieje w naszej głowie, prawda?


TOP 200