Jeden na godzinę

Gdy spojrzeć na tytuł dzisiejszego felietonu, można wnioskować, że będzie dotyczył on szybkości. I jest to prawdą, w rzeczy samej. Żółwie tempo, z jakim przyszło mi niekiedy podróżować tej zimy w sznurze samochodów, nieco mnie rozsierdziło, aczkolwiek było ono zdecydowanie większe niż jeden kilometr na godzinę, co nie znaczy wcale, że dla mnie satysfakcjonujące. Jako bardzo wprawny i doświadczony kierowca mogłem pozwolić sobie na znacznie więcej, co oczywiście było niemożliwe z racji blokady wszystkich pasów ruchu przez niezguły, które nie raczyły zaopatrzyć się w zimowe ogumienie lub też po prostu bały się wycisnąć coś więcej ze swych stalowych rumaków.

Gdy spojrzeć na tytuł dzisiejszego felietonu, można wnioskować, że będzie dotyczył on szybkości. I jest to prawdą, w rzeczy samej. Żółwie tempo, z jakim przyszło mi niekiedy podróżować tej zimy w sznurze samochodów, nieco mnie rozsierdziło, aczkolwiek było ono zdecydowanie większe niż jeden kilometr na godzinę, co nie znaczy wcale, że dla mnie satysfakcjonujące. Jako bardzo wprawny i doświadczony kierowca mogłem pozwolić sobie na znacznie więcej, co oczywiście było niemożliwe z racji blokady wszystkich pasów ruchu przez niezguły, które nie raczyły zaopatrzyć się w zimowe ogumienie lub też po prostu bały się wycisnąć coś więcej ze swych stalowych rumaków.

Tak czy siak działały mi na nerwy i skutecznie blokowały moje poczynania.

Śląska prasa lokalna opisywała ostatnio odzew po wdrożeniu Krajowego Systemu Informacji Policyjnej (KSIP), którego działanie przyprawia zarówno policję, jak i zatrzymanych do kontroli kierowców o ból głowy.

Nowoczesny i niemałym kosztem stworzony system ogólnokrajowy, o którego oddaniu do użytku trąbiono uroczyście w mediach, staje okoniem. Standardowa procedura weryfikacji danych kierowcy i samochodu wydłużyła się do prawie jednej godziny, co, jak relacjonują rozeznani w sprawie funkcjonariusze, jest spowodowane złą jakością łączy i nie dotyczy wschodniej części naszego kraju, gdzie zainwestowano także w modernizację i tej części infrastruktury. Podobno sytuacja ma się niebawem poprawić, jako że rozpatruje się wydzierżawienie łączy cyfrowych.

Na razie więc my - kierowcy mamy trochę luzu, przynajmniej w niektórych regionach. Drogówka niechętnie zatrzymuje samochody do kontroli, gdyż policjantom nie w smak zabawa z weryfikacją danych. Nieraz muszą nasłuchać się od zdenerwowanych kierowców, którzy nie dość, że ukarani mandatem, skazani są na długotrwałe oczekiwanie na jego wypisanie. Gdzie technika zawodzi, tam diabeł harcuje... I to tyle, co można na razie powiedzieć na ten temat na podstawie relacji strony najbardziej zainteresowanej sprawą, czyli użytkowników.

W każdym nowym rozwiązaniu mogą zdarzyć się jakieś niedopatrzenia, które trzeba z czasem wygładzić. Projekty często są narażone na różnego typu dysfunkcje, gdyż zazwyczaj w trakcie ich realizacji rozgrywa się walka między jakością a ceną. Synergizm niskich kosztów i niskiej jakości wydaje się trudny do przezwyciężenia. Z własnego chociażby podwórka mogę przytoczyć najświeższy przykład, gdy kilka dni temu podczas kończenia prac integracyjnych okazało się, że dwie podsieci rozdzielone routerem nie chcą się komunikować. Po każdej stronie routera jako front-end postawiono nowe serwery wyposażone w dwie karty sieciowe każdy. Po szybkiej analizie okazało się, że karty sieciowe serwerów pracują ze stałą przepustowością 100 MB/s, podczas gdy zakupiona po redukcji kosztów tańsza odmiana routera jest w stanie "wydusić" jedynie 10 MB/s. Nie ma co kręcić nosem - albo chce się mieć odpowiednią jakość, albo niskie koszty.


TOP 200