Jeden (darmowy) dzień z mego życia

Tak się składa, że w dniu, w którym Państwo będą mogli czytać ten felieton, akurat będę obchodził urodziny.

Następna taka okazja zdarzy się dopiero w roku 2021, kiedy już zapewne nikt nie będzie pamiętał papierowego wydania Computerworlda, zaś jego internetowa wersja będzie dostępna darmowo dla każdego. No właśnie, darmowo. Tak przyzwyczailiśmy się do freemium, że już prawie nie zauważamy, jak głęboko przeniknęło ono nasze życie. Dlatego postanowiłem, nieco żartobliwie, opisać jeden dzień z mego życia pod kątem korzystania z różnych, nieodpłatnych okazji.

Obudzę się rano i spojrzę na zegarek, który pokaże bardzo dokładny czas, bo jest synchronizowany radiowo (w zakresie 60 kHz) przez publiczne serwery NIST, z których także synchronizowany jest czas mego komputera. Za chwilę budzik żony zacznie odtwarzać audycję publicznego, czyli bez reklam, radia NPR. Udam się do łazienki, gdzie umyję sobie zęby darmową szczoteczką i pastą, otrzymanymi w ramach promocji u dentysty. Zajrzę do kuchni, gdzie przyrządzę sobie płatki owsiane, będące reklamówką jakiejś firmy. Zasiądę przed komputerem i zacznę czytać informacje z całego świata, oczywiście dostępne bez opłat. Także dlatego, że będąc jednostką aspołeczną blokuję wszystkie reklamy za pomocą (darmowego) programu Adblock, który został zasugerowany przez (publiczną) wersję przeglądarki Firefox. Sprawdzę też pocztę za pomocą darmowego programu Thunderbird ze swego konta, od lat prowadzonego dla mnie przez firmę Google bez oglądania się na koszty. Przy okazji zajrzę też do kalendarzyka (znowu Google), aby upewnić się, co jeszcze mnie czeka w tym jakże uroczystym dniu. W tle będzie grała jakaś muzyka, ściągnięta z internetu za pomocą kodu promocyjnego, bo innej już od dawna nie kolekcjonuję. Załaduję też sobie z publicznej biblioteki wersję audio książki, której nie chce mi się czytać, ale której chętnie posłucham w czasie rozgrzewki na siłowni. Potem będzie się znęcał nade mną osobisty trener, którego przydzielono mi w nagrodę za regularne uczęszczanie - w tym roku, co dokładnie pokazuje strona klubowa, byłem tu już 124 razy, a więc znacznie częściej niż przeciętny członek.

Wziąwszy prysznic (woda w domu jest coraz droższa, bo żyjąc na pustyni nauczyliśmy się ją oszczędzać, ale koszty stałe nie zmieniły się), udam się do pracy. Za pomocą darmowego pakietu statystycznego R przetworzę nieco danych. Potem sprawdzę w programie Maxima kilka równań, które jakoś nie podobają mi się. Wyniki opiszę i zilustruję w OpenOffice, posyłając szefowi pierwszy szkic publikacji, którą umieścimy w publicznym archiwum arXiv. Na lunch udam się do lokalnego punktu pojenia kawą, gdzie każdy klient ma za darmo dostęp do szybkiego internetu. Przez Skype porozmawiam sobie z córką w Polsce, oczywiście nie płacąc za tę przyjemność ani grosza.

Powrót do domu uczczę obejrzeniem (prawie) darmowego filmu z Netfliksa. Prawie, bo w tym roku obejrzałem już ponad 400 filmów, za które płaciłem niewielką, stałą opłatę miesięczną. Pogadam chwilę z żoną, co nie tylko nic mnie nie kosztuje, ale naprawdę przynosi dużo radości (zaskakujące, ale ciągle prawdziwe po 1/3 stulecia wspólnego pożycia). W poczuciu dobrze spełnionego dnia udam się do łóżka, gdzie poczytam sobie (z komputera) klasyczne dzieło Adama Smitha o bogactwie narodów, które to dzieło załadowałem ze strony Projektu Gutenberg. Zasypiając, będę zastanawiał się, kto właściwie w tym wspaniałym, darmowym świecie wytwarza jakiekolwiek bogactwa. Ja na pewno nie!


TOP 200