Jasne promieniowanie głupoty

Przede wszystkim śpieszę poinformować moich wiernych Czytelników, że pięciotygodniowa katorga skończyła się (czytaj felieton Eskalacja populacji)! Wprawdzie po drodze nieco zwątpiłem i nawet zamówiłem DSL, ale kiedy okazało się, że jego oprogramowanie wiesza mi komputer, bo jest przestarzałe, poszedłem po rozum do głowy, zażądałem rozmowy z przełożonymi pomocy technicznej i udało mi się.

Przede wszystkim śpieszę poinformować moich wiernych Czytelników, że pięciotygodniowa katorga skończyła się (czytaj felieton Eskalacja populacji)! Wprawdzie po drodze nieco zwątpiłem i nawet zamówiłem DSL, ale kiedy okazało się, że jego oprogramowanie wiesza mi komputer, bo jest przestarzałe, poszedłem po rozum do głowy, zażądałem rozmowy z przełożonymi pomocy technicznej i udało mi się.

Mam z powrotem to co miałem przez ostatnie dwa lata i mogę felietony dla Państwa wysyłać pocztą elektroniczną, a nie za pomocą gołębi albo zalakowanych butelek.

Ciesząc się z tego niewątpliwie pozytywnego obrotu spraw na świecie, postanowiłem zabawić Państwa najnowszym trendem komputerowym, czyli nieradiacyjnymi monitorami. Tak, dobrze Państwo przeczytali, nieradiacyjnymi. Zresztą można samemu zajrzeć na stronę firmy TAChttp://www.milligauss.com/, która to firma reklamuje się także na łamach tygodnika Newsweek (wydanie amerykańskie).

Zastanówmy się, co oznacza sformułowanie "nieradiacyjny" (radiation-free). Ano taki, który nie świeci, czyli w ogóle go nie widać. Jeszcze jak przez mgłę pamiętam ze świetnych wykładów profesora Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, że ciało doskonale czarne realizuje się w praktyce jako małą dziurkę w ochłodzonym pojemniku. Ciało takie teoretycznie nic nie promieniuje, ale oczywiście coś tam, np. brzeg dziurki, zawsze świeci.

A tu tymczasem wspaniali wynalazcy hamerykańscy odkryli, że można zrobić monitor bazujący na wyświetlaczu LCD, który nie ma podświetlania. Reklamują to jako gwarantowane zerowe pole elektromagnetyczne w odległości operacyjnej. Tylko jakoś zapomnieli, że to co widzimy, to też są pola elektromag-netyczne. W opisie "bezpiecznego" monitora płynnie od braku pól elektromagnetycznych przechodzi się do pól magnetycznych, które jakoby są szkodliwe. Badania nad szkodliwością pola magnetycznego monitorów klasycznych rzeczywiście wykazały podwyższony procent poronień wśród testowanej grupy sekretarek, nigdy jednak nie udało się stwierdzić, czy przypadkiem nie jest to skutek siedzącego trybu życia w tym zawodzie.

Wszyscy na pewno pamiętają takie śmieszne nakładki, robione ze starych pończoch i rozpięte na plastykowej ramce, które sprzedawano i w Polsce jako ekrany "odpromieniowujące" monitory. W tych zamierzchłych czasach rzeczywiście monitory, szczególnie tanie, migały jak głupie i cokolwiek umieściło się przed ekranem, to poprawiało jakość obrazu. Niestety, producentom tych "ochron" mało było, dołożyli więc jeszcze kabelki uziemiające. Kiedyś na jakiejś wystawie chciałem się dowiedzieć, co się dzieje z symetrycznym ładunkiem, który nie jest odprowadzany z monitora, ale zakrzyczano mnie, że się nie znam na fizyce. Osłony szły jak ciepłe bułeczki i wiele lat zajęło mi zdemontowanie ich w zaprzyjaźnionych redakcjach. Ba, jedna pani tak się na mnie obraziła za podważanie autorytetów, że aż się rozchorowała. Niestety, na raka i odtąd przestało już być śmiesznie. Dałem więc sobie spokój, zresztą jakoś sprawa przycichła. Na coraz większe monitory nie dało się wsadzić "filtrów", bo byłyby one za ciężkie, jako że następna generacja to były już grube szyby. Ciągle nie pomagało tłumaczenie, że wprawdzie każdy monitor to jest taka mała lampa rentgenowska 40 kV, ale że produkowane przez nią miękkie promieniowanie jest absorbowane w samym kineskopie. Teraz zgodnie z duchem czasów ktoś powinien zaproponować osłonę radiacyjną dla ekranów LCD, najlepiej także dla komputerów przenośnych. Kto okaże się taki przedsiębiorczy, no kto?!