Janosik, czyli informatyk z definicji

Gdy kilka tygodni temu sąd ostatecznie zadecydował1), że ZUS musi ujawnić specyfikację protokołu używanego do transmisji danych w programie Płatnik, to w środowisku informatyków zapanowała ogólna radość.

Gdy kilka tygodni temu sąd ostatecznie zadecydował<sup>1</sup>), że ZUS musi ujawnić specyfikację protokołu używanego do transmisji danych w programie Płatnik, to w środowisku informatyków zapanowała ogólna radość.

Wprawdzie kod został rozszyfrowany dość dawno temu przez autorów wolnego programu Janosik<sup>2</sup>), ale co innego znać tajemnicę ZUS-u, a zupełnie co innego móc ją legalnie wykorzystywać. Zapewne ogólna radość ominęła tylko informatyków z ZUS-u oraz Prokomu (autorzy Płatnika), bo teraz przestaną być właścicielami Tajemnicy. Niech moc będzie z nimi!

Ja też ucieszyłem się bardzo, ale z zupełnie innych powodów. Płatnika nie używam, więc perspektywa możliwości posiadania jego wersji natywnej pod Mac OS X zupełnie mnie nie podnieca. Natomiast opis przebiegu sprawy sądowej<sup>3</sup>) zawiera jedno zdanie, które rozwiało mój wieloletni dylemat. Pozwolą Państwo, że je zacytuję, mając nadzieję, że krótki cytat nie naruszy niczyich praw autorskich:

"Sąd zatem postanowił wysłuchać biegłego sądowego Aleksandra Wittlina (który dziś jest już profesorem nadzwyczajnym na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego)".

Przed laty wielokrotnie rozważałem, kto mianowicie jest informatykiem<sup>4</sup>). Nie robiłem tego bezinteresownie, gdyż w każdej niemal dyskusji na jakimś forum ktoś zawsze wyciąga mi, żem nie żaden informatyk, tylko obmierzły Bogu i ludziom fizyk, co gorzej z habilitacją. Otóż powołanie Olka Wittlina (pozdrowienia!) na biegłego sądowego w prestiżowej sprawie i to powołanie przez środowisko prawdziwych informatyków uważam za definitywne i ostateczne rozstrzygnięcie dylematu mego zawodu. Tak się bowiem składa, że z dzisiejszym profesorem nadzwyczajnym, doktorem habilitowanym fizyki, skończyliśmy ten sam Wydział Fizyki UW na specjalności doświadczalnej i pracowaliśmy (czasami) w dwu tych samych instytutach, z czego jeden był zagraniczny. Co więcej, przed 20 laty Olek pozwolił mi użyć swego C64 (miał kolor, mój Mac nie) do optycznego testowania jakości różnych generatorów liczb pseudolosowych.

Dzisiejsza fizyka prawie zawsze robiona jest z pomocą komputerów. Ale nie tylko robiona. Fizyka inspiruje także inne dziedziny nauki i praktyki, w tym informatykę. Bez fizyki ciała stałego (moja i Olka specjalność) nie byłoby w ogóle informatyki, bo nie byłoby niezawodnych, szybkich oraz tanich komputerów. To w CERN, dużym laboratorium fizycznym, wymyślono internet taki jakim go dziś znamy, czyli składnicę informacji. A bez mechaniki kwantowej nie byłoby nowoczesnej kryptologii, której ekspertem jest właśnie prof. Wittlin.

Tak więc sprawa Janosika rozwiązała problem: fizyk z habilitacją, pracujący jako profesor nadzwyczajny, może być informatykiem, nawet biegłym. A w każdym razie za takiego podawać się. Zarówno sąd, jak i środowisko informatyków przeciwko temu nie protestują. Podobno w Polsce uczelnie prywatne cierpią na brak samodzielnej kadry naukowej, koniecznej do prawa nadawania stopni naukowych. Może więc zdecyduję się być tzw. privat dozent (docent bez pensji)? Przy okazji kolejnego pobytu w Warszawie muszę koniecznie złożyć wizyty na kilku uczelniach i zaproponować, że mógłbym dla nich pracować. Czy wtedy załapię się na status informatyka?! Chętnych do zatrudnienia mnie proszę już o kontakt.

<sup>1</sup>http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,4090363.html

<sup>2</sup>http://www.janosik.net

<sup>3</sup>http://prawo.vagla.pl/node/7222

<sup>4</sup>http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=18914

http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=15315


TOP 200