Jak u damskiego fryzjera

Nie interesował mnie nigdy fryzjer damski. Zresztą dlaczegóż miałby mnie interesować fryzjer damski? Jeżeli zastanawiałem się kiedykolwiek nad damskim fryzjerem, to tylko dlatego, że dziwiło mnie, jak kobiety siedzieć mogą godzinami całymi pod tymi kosmicznymi kloszami.

Nie interesował mnie nigdy fryzjer damski. Zresztą dlaczegóż miałby mnie interesować fryzjer damski? Jeżeli zastanawiałem się kiedykolwiek nad damskim fryzjerem, to tylko dlatego, że dziwiło mnie, jak kobiety siedzieć mogą godzinami całymi pod tymi kosmicznymi kloszami.

Ta kwestia - przyznaję - interesuje mnie od pierwszej mojej wizyty u fryzjera do dziś. Mam jakieś interpretacje tego poświęcenia, ale tym razem zachowam je dla siebie. Piszę dziś o fryzjerze damskim, bo pomyślałem sobie, że każda wizyta kobiety u fryzjera to nic innego jak projekt, i to nie byle jaki projekt.

To, co stać ma się u fryzjera, każda kobieta dokładnie wcześniej obmyśla. Dyskutuje z przyjaciółkami, koleżankami, sąsiadkami. - Ścinam lekko z tyłu, z przodu mała grzywka, poniżej uszu drobne loczki, a całość farbuję na rudo - postanawia ostatecznie nasza teoretyczna w tym miejscu kobieta. Siada na fotelu i na swe propozycje słyszy uwagi fryzjerki (najprawdopodobniej wcześniej usłyszała opinie innych kobiet, czekających w kolejce do realizacji swych projektów), a więc "Pani Zosiu, niech pani zobaczy - chwyta fryzjerka pęk włosów pani Zosi - to wcale nie będzie dobrze. Z tyłu rzeczywiście możemy trochę skrócić, ale grzywka skąd, lepiej będzie, jak podniesiemy trochę do góry" - tłumaczy i przekonuje fryzjerka naszą panią Zosię, doradzając na koniec blond kolor. Pani Zosia (być może trochę przejaskrawiliśmy tę sytuację), pani Zosia mianowicie w strasznych mękach zmiany decyzji, zmienia swój długo przygotowywany projekt w ciągu dwóch minut.

Opisuję tę teoretyczną, ale mam nadzieję także praktyczną sytuację u damskiego fryzjera, ponieważ zauważam bliskie związki tej sytuacji z projektem komputeryzacji ZUS. Czytam bowiem, co następuje: w aneksie do umowy ZUS - Prokom znajdzie się m.in. nowa koncepcja programu informatycznego (dane o płatnikach i świadczeniobiorcach ZUS będą zbierane centralnie, a nie, jak planowano, w oddziałach zakładu). Czytam i myślę sobie, że coś się tu nie zgadza. Jeden z największych projektów w kraju, jedna z największych reform w kraju, lata dyskusji, planów, dziesiątki ekspertyz, opinii (pisaliśmy o tym w Computerworldzie nieraz), aż tu nagle w ciągu kilku tygodni cały ten wysiłek okazuje się być zmarnowany. ZUS informatyzowany będzie według innej koncepcji. Czy przypadkiem ktoś się tu nie skompromitował? Czy projekt ten, który - jak ktoś zauważył - był znacznie dłużej przygotowywany niż ma być realizowany, jest jeszcze poważnym projektem, czy raczej wypada się na jego myśl uśmiechnąć?

Myślę sobie, że informatyzacja ZUS jest ciut poważniejszym projektem niż wizyta kobiety u fryzjera. Choć czasami myślę też, że wcale tak nie jest. Pokazują to nie tylko kobiety, ale także historia informatyzacji ZUS. Najgorzej, że uczestniczą w niej w zdecydowanej większości mężczyźni.