Jak rozmawiać z szefem

Zauważyłem ostatnio, że pogłębia się frustracja niektórych środowisk informatycznych, spowodowana dysharmonią między samooceną informatyka a traktowaniem go przez przełożonych.

Zauważyłem ostatnio, że pogłębia się frustracja niektórych środowisk informatycznych, spowodowana dysharmonią między samooceną informatyka a traktowaniem go przez przełożonych.

Otóż każdy informatyk niezwykle ceni dziedzinę, którą zajmuje się. Wszak informatyka to jądro nowoczesności, postępu i wspaniałego (przyszłego) świata. Za pomocą informatyki można zrealizować oszałamiające projekty wizjonerskie oraz całkiem przyziemne cele i zadania, ułatwiające życie, oszczędzające pieniądze, usprawniające pracę. Dla informatyka jest oczywiste, że komputery to wszystko potrafią, pod warunkiem wszakże ich stosownego zorganizowania. Informatyk jest ponadto oszołomiony rozlicznymi informacjami o nowych osiągnięciach w tej dziedzinie, o istnych fajerwerkach, jeszcze przedwczoraj zupełnie nierealnych.

Taki rozdygotany informatyk udaje się do swojego przełożonego w urzędzie czy przedsiębiorstwie. I kogo spotyka? Człowieka w najlepszym przypadku uprzejmego, czyli takiego, który go wysłucha i powie: "Przemyślę w wolnej chwili, czy te nowe komputery mogą mi coś dać". W najgorszym razie przełożony podniesionym głosem zwróci mu uwagę: "Robotnicy (lekarze, nauczyciele, policjanci...) strajkują, premier naciska, a pan mi tu każe maszynami się zajmować..."

Informatyk, jak zbity pies, wraca do swojej pracowni. Złe myśli o przełożonym cisną mu się do głowy. Źe głupi, że ograniczony, że upolityczniony. Choćby mu nie wiem jak tłumaczyć, to jak chłop krowie... No, nie można tego nie powiedzieć: z punktu widzenia informatyka - przełożony jest mało rozgarniętym, ale nadętym człowiekiem, z punktu widzenia kierownika urzędu czy dyrektora przedsiębiorstwa - informatyk jest kimś w rodzaju "hydraulika" albo marzycielem.

Niemniej informatycy i ich szefowie skazani są na kontaktowanie się. Informatyka nie przyczyniająca się do usprawniania organizacji jest bezcelowa, a organizacja nie stosująca informatyki będzie coraz mniej sprawna. Od czego zacząć nawiązywanie przyjaznych kontaktów? Proponuję stworzyć katalog zasad. Przedstawię kilka, jak mniemam, podstawowych. Oczekuję też dalszych propozycji.

1. Nie udowadniaj przełożonemu, że jest głupi, bo on udowodni tobie to samo.

2. Nie mów przełożonemu, że jakieś komputery, routery czy kable są absolutnie rewelacyjne i niezbędne, bo zareaguje tak samo, jak ty zareagowałbyś podczas opowiadania o temperaturach w poszczególnych fazach produkcji szkła, czyli przestałbyś słuchać.

3. Udowodnił szefowi, że z proponowanego projektu będzie miał korzyść, która zlikwiduje jakąś istotną przeszkodę w sprawniejszym funkcjonowaniu firmy bądź instytucji.

4. Mniej obiecaj niż rzeczywiście możesz zrobić; szef będzie mile zaskoczony efektem prac.

5. Nie każ przełożonemu czekać w nieskończoność na końcowy rezultat, pokaż jakąś skończoną część, pilotażowe wdrożenie.

Zasady te - gdy je ponownie przeczytałem - wydały mi się potwornie poważne. Oznaczałoby to, że większość szefów to poważni ludzie. Być może właśnie dlatego tak trudno cokolwiek z nimi załatwić. A może poza poważnymi zasadami w postępowaniu z przełożonymi, ktoś z Państwa zaproponuje bądź zna zasady niepoważne?


TOP 200