Jak przestać być specjalistą?

Istnieje takie potoczne powiedzenie, że każdy informatyk z zewnątrz jest od razu uważany za specjalistę. To krótkie stwierdzenie odzwierciedla przeświadczenie wielu użytkowników o tym, że informatyk spoza przestrzeni zakładowej zna się zawsze lepiej na sprawie, aniżeli ten zakładowy.

Istnieje takie potoczne powiedzenie, że każdy informatyk z zewnątrz jest od razu uważany za specjalistę. To krótkie stwierdzenie odzwierciedla przeświadczenie wielu użytkowników o tym, że informatyk spoza przestrzeni zakładowej zna się zawsze lepiej na sprawie, aniżeli ten zakładowy.

Stąd też jakże modne stało się sięganie po usługi ekspertów zewnętrznych. Z moich obserwacji życiowych wynika także droga w przeciwną stronę, a mianowicie jak z eksperta przeistoczyć się w zwykłego "informatycznego leszcza", co niniejszym postaram się zobrazować.

Po pierwsze należałoby się zastanowić, dlaczego osoba z zewnątrz jest często domyślnie traktowana jako specjalista. Otóż dlatego, iż oczekuje się od niej wiedzy na poziomie wyższym, aniżeli wiedza jakiegokolwiek informatyka zatrudnionego etatowo. Czy wiedza ta jest rzeczywiście bardziej dogłębna, trudno z góry wyrokować, natomiast człowiek taki jest traktowany zawsze inaczej niż pracownik, z którym ma się do czynienia na co dzień i zna się jego słabe strony, jak też nieraz można było obserwować jego wpadki. Ekspert zewnętrzny jest świeżą krwią, bez przeszłości w danym miejscu pracy, a więc będzie on traktowany jak ktoś w rodzaju gościa - odświętnie i z przynależnym gościowi szacunkiem i prestiżem. Gość jest przecież zawsze na specjalnych prawach, nawet w zwykłych domowych odwiedzinach towarzyskich. Przynależy mu się więcej i lepiej niż domownikom, bo przecież to jest ktoś. Jeśli jednak takie spotkania przejdą do codzienności, wówczas gość spowszednieje i powoli zacznie być traktowany jak domownik, z czym wiążą się wszystkie tego konsekwencje, z wynoszeniem śmieci i pomaganiem w zakupach włącznie.

Analogicznie jest w miejscu pracy. Im ekspert bardziej zżywa się z załogą z racji prowadzonego długoterminowego projektu, tym zaczyna być traktowany bardziej swojsko. Jeśli losy sprawy potoczą się tak, że ukończony projekt będzie wymagał zatrudnienia tego specjalisty na stałe, a on uzna to za godną uwagi propozycję, przemieni się wówczas ze specjalisty zewnętrznego w informatyka firmowego. Póki wdrożenie jest w miarę świeże, ranga opiekuna systemu ciągle jest szczytowa. Należy jednak pamiętać o ułomności pamięci ludzkiej, co zazwyczaj skutkuje tym, że po pewnym czasie przełożeni zapominają o pierwocinach, a były ekspert - dawniej hołubiony - zaczyna być traktowany jak zwykły śmieć zakładowy, czyli informatyk pierwszego kontaktu. Podobnie jak w przypadku zadomowionego gościa, tak i tutaj pozostaje zamiatanie i wynoszenie śmieci. Taka jest mniej więcej recepta na skuteczne pozbycie się miana specjalisty i przeistoczenie się "from hero to zero". Natomiast przełożeni zaczynają rozglądać się ponownie za niezależnym ekspertem zewnętrznym, który pomoże im w rozwiązaniu bieżących problemów z informatyką, z czym nie radzi już sobie zespół informatyków zakładowych - w większości byłych ekspertów. Często decydenci mają jakąś niewytłumaczalną wiarę w to, że ludzie, których nie ma pod ręką, są lepsi i mądrzejsi. Jest to jakby odwrócona pozycja powiedzenia: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Tak więc ekspercie zewnętrzny zważ na to i pozostań niezależnym tak długo, jak tylko to możliwe. Tak długo ludzie będą cię szanować, dopóki nie uzyskają władzy nad tobą.


TOP 200