Jak daleko do Infostrady, proszę Pana?

Im dłużej, mieszkając stale za granicą, uczestniczę w życiu kraju wirtualnie - poprzez sieć - tym częściej zadaję sobie o pytanie: do jakiego stopnia Polska, która parę lat temu tak j pięknie wkroczyła w nieznany jej świat Bitnetu a potem i Internetu, ma szansę dziś skorzystać z dostępu do informacji?

Im dłużej, mieszkając stale za granicą, uczestniczę w życiu kraju wirtualnie - poprzez sieć - tym częściej zadaję sobie o pytanie: do jakiego stopnia Polska, która parę lat temu tak j pięknie wkroczyła w nieznany jej świat Bitnetu a potem i Internetu, ma szansę dziś skorzystać z dostępu do informacji? Na Zachodzie zrozumiano już dawno, że bez swobodnego o "elektronicznego lotu ludzkiej myśli" nie da się zrobić nie o tylko żadneg skoku do przodu i w górę, lecz przeciwnie: u przez przyhamowywanie rozwoju nowych mediów - można pogłębić o stagnacje. Zaledwie w kilka tygodni po zapowiedziach o wprowadzania programu Infostrady, zadziwiająco szybko zaczęto myśleć o wprowadzeniu do szkół amerykańskich , pożytecznych programów przygotowujących Osobę Ludzką, za - jaką uważa się tu ucznia, studenta przyszłych pracowników gospodarki - do poruszania się po Infostradzie.

Jeszcze zanim zapowiedziano Infostradę, wypowiedziano wojnę .klanom tzw. "kapłanów" sieci, którzy pragnęli je , kontrolować, ba nawet cenzurować nakładać "kagańce" na modemy, limitować firmy sprzedające usługi sieciowe.. . Infostrada stała się dawno faktem na uczelniach. Teraz zaczyna być drogą dla wszystkich. Dosłownie dla wszystkich. A co w kraju? Darmowa, ale nazbyt hermetyczna sieć . akademicka. Hermetyczna, bo uczestników liczy nie wiecej niż kilka tysiecy. Pasjonują się nią prawie wyłącznie studenci. Profesura do elity tej dołącza z opóźnieniem - jak wszędzie na świecie. Elitaryzm polega też na tym, że siecią student e może interesować się tylko dziś, bo już po dyplomie będzie od sieci odcięty. O ile nie zostanie pracownikiem uczelni o bądź PAN, albo miliarderem. Marne i często zamknięte na kłódkę lokalne laboratoria wydziałowe, niedostatek ,informacji, brak papieru na podstawowe ulotki i broszury o Internecie, miałkie i drogie materiały szkoleniowe, pojedyncze i egzemplarze przydatnych książeczek poprzyczepiane do z terminali sznurkiem, aroganccy, niechętni studentom operatorzy systemów - to jest polski przeciętny krajobraz sieciowy. Tak jest, a przecież jeszcze niedawno uskrzydlona , polska sieć - "latała" wysoko. Działała grupa jej -entuzjastów pokonując przeszkody wydawałoby się, nie do pokonania. Międzyśrodowiskowa grupa Naukowe Akademickie Sieci Komputerowe - nie była jeszcze wówczas instytucją wyrosłą do rozmiarów OBR-u. Po latach pionierskiego, pożytecznego działania NASK zestarzał się i osiadł na z laurach jako klasycznie profitowa Jednostka Badawczo-o Rozwojowa. Zrządzeniem losu pewnie, zespolił się z ciałem rządowym żyjącym z pieniędzy podatników - Komitetem Badań o Naukowych. To co swego czasu zostało niczym "sierota" przygarnięte przez Centrum Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, przerosło swego uniwersyteckiego dobrodzieja i zamieniło się w chronionego ustawą o łącznosci "cerbera" sieci ogólnopolskiej. Instytucja ta działając w znanym starym stylu, nie tylko strzeże sieci akademickiej, i arogancko reaguje na sygnały oraz sugestie z zewnątrz, lecz .też dyktuje (zgodnie z literą najnowszej, a fatalnej Ustawy o łączności) prawa rynku płatnych usług sieciowych. Po to i aby otworzyć sobie konto w tej rządowej instytucji trzeba , płacić sumę przewyższającą opłaty amerykańskie...dziesięciokrotnie. Dla porównania: we wcale nie charytatywnym Nowym Jorku działa kilka publicznych )usługowych firm sieciowych. Najpopularniejsze najtańsze są: .Panix ze swoim znakomitym modelem sieci humanizującej integrującej lokalną społeczność internetową (10 USD h miesięcznie za pocztę elektroniczną i jeśli ktoś ma ochotę 7 hUSD dodatkowo za cały świat Internetu), Mindvox (17,5 USD za pełen Internet, bez ograniczeń czasowych uwielbiany przez w urzedników, artystów, lekarzy, wydający własne pisemka aNet23.com i równie niekosztowny Pipeline dopełniają obrazu eusług świadczonych po przystępnych cenach. O dziwo, mimo bardzo wysokich manhattańskich czynszów firmy te prześcigają się w atrakcyjnych ofertach. Panix chwali się nawet dużym zyskiem. Wielu użytkowników płaci za parę kont, bo w tzw. dobrym tonie jest posiadanie kilku adresów sieciowych. O Przeciętnego "fana" Internetu, studenta czy urzędnika, stać na 2-3 konta. Tak jest w Nowym Jorku, ale przecież "Wielkie Jabłko" to nie żaden wzór upublicznienia sieci: niektóre stany wprowadziły darmowe konta dla każdego mieszkańca (Michigan, Maryland in.), wprowadziły ceny preferencyjne dla małego biznesu. Wiele miast amerykańskich ustala niskie taryfy dla modemowiczów, zaś w tych, w których opłata za rozmowę jest ujednolicona (25 centów), jakoś nie przypomniano sobie, o tym, że warto zarobić jezcze na amatorach sieci .Wydaje się, że w USA polityczny klimat panujący wokół nowych mediów bardzo sprzyja wzrostowi społecznego zainteresowania nimi. W Polsce klimat może wyłącznie odstraszać od sieci. Przebywając krótko w Warszawie zniechęciłam się do korzystania z Internetu, zwłaszcza via modem. .Na podstawie tego co obserwuję w polskiej sieci mogę sądzić, że osoby decydujące o rozwoju sieci albo nie wiedzą tak naprawdę do czego służą nowe media, albo sabotują ich .rozwój. Bo czy naprawdę można nie zauważać, że mamy ?wspaniałe środowiska komputerowe, że mamy rzesze studentów, którzy stali się znawcami i entuzjastami nowych środków przekazu? Mamy też zdolnych absolwentów uczelni, opuszczajacych szkoły z gorzką świadomością, iż ich droga ku .nowoczesności skończy się w przysłowiowych kartoflach. I Obserwuję od dawna szczególną aktywność instytucji "hamulcowych" - nieruchawych, pretendujących do miana kontrolerów szeroko pojętej komputeryzacji, w tym także i sieci, dysponujących stanowczo za szczupłą wiedzą i na temat grup, którym mają służyć i na temat własnych zadań. Obserwuję przy tym całkowity bezwład Urzędu .Antymonopolowego. Wcale nam jakoś nie więdną stare ,instytucje, stare "czapki", stary system "zarządzania". Tymczasem Infostrada wymaga innej niż stara demokracji, innych przepisów i ludzi, innego myślenia i innego pokolenia .oraz innego pojmowania wolności.

Daniela Baszkiewicz-Scott w latach 1975-88 pracowała jako dziennikarz w Interpressie, a potem w tygodniku Przegląd Techniczny. Obecnie przebywa w USA, skąd redaguje własną gazetkę elektroniczną oraz uczestniczy w licznych sieciowych listach dyskusyjnych. Pracuje na Uniwersytecie Columbia.

Adres autorki; Internet: dab1@columbia.edu


TOP 200