Jak by nie liczyć

Niewymierność korzyści wynikających ze stosowania informatyki jest przedmiotem wielu dyskusji i w zasadzie nikt do końca chyba nie wie i nie potrafi nawet oszacować, ile zyskuje, a ile traci - jeśli chcieć ująć zjawisko jedynie w wąskich kategoriach ekonomicznych. Niemniej informatyka to nie tylko komercyjny wymiar nowych technologii, ale przede wszystkim nowa jakość życia, która rzeczywiście nie rozwijałaby się, gdyby nie czysto ekonomiczne przesłanki stanowiące koło zamachowe tej dziedziny.

Niewymierność korzyści wynikających ze stosowania informatyki jest przedmiotem wielu dyskusji i w zasadzie nikt do końca chyba nie wie i nie potrafi nawet oszacować, ile zyskuje, a ile traci - jeśli chcieć ująć zjawisko jedynie w wąskich kategoriach ekonomicznych. Niemniej informatyka to nie tylko komercyjny wymiar nowych technologii, ale przede wszystkim nowa jakość życia, która rzeczywiście nie rozwijałaby się, gdyby nie czysto ekonomiczne przesłanki stanowiące koło zamachowe tej dziedziny.

Próbując znaleźć metodę oszacowania korzyści, jakie konkretna firma zyskuje dzięki stosowaniu informatyki, najprędzej byłoby to zrobić, gdyby móc zbadać, jak ona funkcjonuje na aktualnym poziomie, nie korzystając z technologii informatycznych. Prawdopodobnie okazałoby się, że taka działalność jest niemożliwa, że trzeba zatrudnić wielokrotnie więcej osób na niektórych stanowiskach, a pewnych rzeczy zupełnie nie sposób przeprowadzić. Mamy więc z grubsza odpowiedź na pytanie dotyczące opłacalności.

Z mojego podwórka informatycznego wiem na przykład, że aby wystawić standardowe zaświadczenie klientowi, wystarczy około jednej minuty, przy czym lwią część tego czasu zajmuje proces wydruku. W związku z tym pracownik zajmujący się wystawianiem zaświadczeń jest w stanie obsłużyć 480 klientów w ciągu dniówki - co oczywiście jest wartością mocno przesadzoną, bo przynajmniej połowę czasu trzeba przeznaczyć na nawiązanie kontaktu z klientem, czego można oczywiście uniknąć, stawiając automat wystawiający zaświadczenia zweryfikowanemu osobnikowi - nawet z pieczątką i odbitką podpisu w kolorze niebieskim. Dzisiejsza technika nie zna praktycznie granic i w sumie nie wiem, dlaczego faksymile elektroniczna miałaby mieć mniejszą wartość niż podpis oryginalny.

Gdyby proces wystawiania zaświadczeń nie odbywał się w całkowicie zautomatyzowany sposób w oparciu o dobrze zintegrowaną bazę danych, z pewnością trwałby znacznie dłużej, nawet jeśli wydruk byłby sporządzany komputerowo. Przypuśćmy, że dysponuje się szablonem w edytorze, gdzie trzeba jedynie wpisać stosowne dane klienta żądającego zaświadczenia. Sam proces wpisywania, aczkolwiek dosyć uciążliwy i rozwleczony w czasie do 10 minut, nie jest tu największym narzutem, albowiem, aby wystawić zaświadczenie, trzeba to zrobić na podstawie jakichś przesłanek. W poprzednim przypadku weryfikacja była wykonywana na poziomie systemu komputerowego, tutaj musi być zrobiona na piechotę - a więc pracownik powinien odszukać stosowną teczkę w archiwum, sprawdzić jej zawartość i następnie zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą osiągniętą na podstawie odczytania papierowych akt, wystawiać zaświadczenia. W zasadzie w tym przypadku nie ma już większego znaczenia dla czasu trwania, czy druk jest wykonywany komputerowo czy też wypełniany ręcznie. W dalekim uproszczeniu można przyjąć, że pracownik wystawiający zaświadczenia jest w stanie obsłużyć do dwóch klientów na godzinę.

I w ten właśnie prosty sposób użytkownicy powinni postrzegać skuteczność i opłacalność zastosowań informatyki, a nie twierdzić, że informatycy są po to, aby rozwiązywać problemy, których by nie było, gdyby nie informatyka.


TOP 200