Inż. Mamoń

Inż. Mamoń z "Rejsu" miał umysł ścisły, więc podobały mu się melodie, które już raz słyszał. W zmienionej nieco, obiegowej wersji na ogół powiada się, że lubił tylko te piosenki, które już znał, co, przez dający się odnaleźć w tym absurd, staje się kpiną z tej postaci i - co dorabiamy do tego teraz - w ogólności z czasów, z których pochodzi ten film.

Gdy spojrzeć jednak na postać inż. Mamonia neutralnie, to okazuje się, że przypadki takie jak jego upodobanie do piosenek, które już słyszał, znane są od dawna psychologii, która określa je mianem "efektu ekspozycji". Polega on - w uproszczeniu - na tym, że będąc wystawionym na powtarzający się kontakt z człowiekiem, zwierzęciem, ideą, przedmiotem materialnym itp., nawet jeżeli w pierwszym odruchu wzbudza on w nas niechęć, po którymś tam razie zaczynamy traktować ten obiekt kontaktu jako swój, a może i z czasem polubimy.

Tłumaczy to nawet w jakiś sposób przypisywane Goebbelsowi powiedzenie o wbijaniu głupstw w głowy słuchaczy metodą wielokrotnego powtarzania.

Efekt ten zresztą materializuje się na swój sposób w każdym z nas. Każdy z nas zna zapewne wielu takich, którzy przez całe życie, albo przynajmniej przez wiele lat, jeżdżą na wczasy rok w rok w to samo miejsce. Nie wspominając o bywalcach tych samych barów, czy namiętnych oglądaczy wielokrotnie tych samych filmów.

Nie jest od tego efektu wolna i nasza dziedzina. I żadna inna też nie jest. Liczy przecież na wywołanie tego efektu każda reklama, chcąc nas usposobić przychylnie do takiego, czy innego produktu. Grają na tej nucie liczni producenci sprzętu i oprogramowania, którzy osaczają młodych ludzi swymi produktami już na uczelniach, wielu z których podświadomie i na lata przyjmie potem funkcję adwokata tego, co raz poznali.

Nie można jednak nie dostrzegać tu również znaczenia - równie powszechnej jak efekt ekspozycji - niechęci do zmian, czyli swoistego zamiłowania do tego, co się już zna, nawet gdy to coś jest, albo chociaż bywa dokuczliwe. Bo przynajmniej znamy tej dokuczliwości skalę i mamy na nią swoje sposoby, a z tym nowym - to nie wiadomo co i jak będzie.

Jest też coś, co można określić jako odwrócony efekt ekspozycji, czyli wbudowaną w świadomość niechęć do pewnych osób, przekonań, narodowości, miejsc, zachowań i co tam jeszcze się znajdzie. Ktoś z naszej branży, u kogo efekt taki występuje, zrobi wszystko, by nie użyć jakiegoś języka programowania, czy produktu określonej firmy, znajdując po temu tysięczne powody zastępcze, a tak naprawdę kierując się głęboko skrywaną zasadą "nie, bo nie".

Nie da się więc jednoznacznie zakwalifikować efektu ekspozycji, czy jego przeciwieństwa. Jedno i drugie może być zarówno postępowe, jak i anty-innowacyjne. Pewne jest jedno - oba tkwią głęboko w naszej podświadomości i wpływają na nasze postępowanie, z czego na ogół nie zdajemy sobie nawet sprawy.

Wracając do naszego inż. Mamonia, to był on jaskrawym, może nawet bardzo jaskrawym przykładem, rozbieżności między szybkim awansem zawodowym a poziomem kultury ogólnej, który zdobywa się przez pokolenia. Lukę tę - jedni rozpaczliwie, inni z nonszalancką pewnością siebie, jak dzielnie wspomagany przez żonę, inż. Mamoń - próbują zamykać na siłę, czego efekty są takie jak w "Rejsie" właśnie.

Państwo Mamoniowie jednakowoż bardzo starali się sprawiać wrażenie kogoś lepszego od siebie, kogoś kim bardzo chcieliby być. Od czasów "Rejsu" Mamoniów namnożyło się nam co niemiara, a różnica jest taka, że Mamoń dzisiejszy, to nowobogacki, ostentacyjnie podkreślający swą pogardę dla wartości wyższych, jak i jeszcze bardziej to - że z pewnością nie jest inżynierem, ani żadnym takim.


TOP 200