Internet bez znaczenia?

Tuż przed zapadnięciem zmroku pod oknem gromadzi się kocia drużyna, oczekując na codzienną porcję smakołyków. To oczekiwanie nie ma w sobie nic z nadziei, bo dawno stało się pewnością, a nawet uzależnieniem. To ostanie zaś, uzależnienie mianowicie, dotyczy obu stron: karmionej i karmiącej. Pierwsza z nich wie, że trzeba czekać, druga - że choćby tysiąc innych spraw trzeba było odłożyć, nie można tej pierwszej w tym czekaniu zawieść.

Tuż przed zapadnięciem zmroku pod oknem gromadzi się kocia drużyna, oczekując na codzienną porcję smakołyków. To oczekiwanie nie ma w sobie nic z nadziei, bo dawno stało się pewnością, a nawet uzależnieniem. To ostanie zaś, uzależnienie mianowicie, dotyczy obu stron: karmionej i karmiącej. Pierwsza z nich wie, że trzeba czekać, druga - że choćby tysiąc innych spraw trzeba było odłożyć, nie można tej pierwszej w tym czekaniu zawieść.

Są jednak uzależnienia nieco bardziej jednostronne. Znałem np. panią, która pół życia spędzała w kuchni, co nie przeszkadzało jej włączać na ten czas telewizora znajdującego się o dwa pokoje dalej, a z kuchni nie można go było ani zobaczyć, ani nawet usłyszeć.

Liczba uzależnień, polegających na specyficznym, dobrowolnym przymusie wykonywania pewnych działań, jest olbrzymia. Wiele z takich praktyk utrzymuje się gdzieś na granicy uzależnienia, czego dobrym przykładem są czasy, gdy z przyczyn technicznych, w jednym dniu tygodnia telewizja nie nadawała programu. W wielu domach panowała w tym dniu napięta atmosfera, ludzie nie wiedzieli, co ze sobą począć, dochodziło do sprzeczek i kłótni.

Wiele uzależnień okazuje się być tak silnymi, że kończą się one nawet bardzo tragicznie, czy to za sprawą hazardu, czy - nazwijmy to tak - środków oddziałujących na psychikę.

Swoje w tej dziedzinie zrobiły i komputery, a jeszcze więcej Internet. Nic tedy dziwnego, że gdy portal internetowy Yahoo! i agencja OMD postanowiły zbadać stopień uzależnienia odbiorców od Internetu, metodą dość drastyczną, bo przez okresowe (dwa tygodnie) pozbawienie czynnika uzależniającego, udało im się znaleźć tylko 28 chętnych w 13 domach. Ci zaś, którzy się na to zgodzili, zgodnie twierdzili, że - już w trakcie trwania próby - doznawali uczucia alienacji, zagubienia i silnej frustracji.

Niezależnie od tego - już tylko drogą ankietową - uzyskano opinię na ten temat w tysiącu innych gospodarstw domowych z dostępem do Internetu. Ci z kolei twierdzili, że bez dostępu do Internetu wytrzymaliby nie więcej jak pięć dni. Do bardziej interesujących opinii zaliczyć można taką, która mówiła o poczuciu wyższości nad tymi, którzy z Internetu nie korzystają. Zdanie takie wyrażało aż trzy czwarte badanych.

Można jednak zauważyć, że kryteria tego badania były dość ogólnikowe, gdyż nie wyróżniały tysięcznych celów korzystania z Internetu i dopiero potem ewentualnych, związanych z tym uzależnień. Bo to trochę tak, jakby mówić np. o uzależnieniu od energii elektrycznej w ogólności.

Gdy jednak spojrzeć na to z jeszcze innej strony, to badanie takie już w założeniach wydaje się nawet nieco naiwne. Cywilizacja uzależnia nas od wielu rzeczy, gdyż na tym m.in. właśnie polega, że pozwala nam oczekiwać stałej dostępności pewnych wygód i przyjemności, a czasem nawet luksusów.

Dobrze pamiętam czasy, gdy po wodę chodziło się z wiadrem do pompy, która i tak była postrzegana za luksus przez tych, którzy mieli tylko studnię z kołowrotem. Dziś zaś brak wody w kranie przez kilkanaście godzin jest dla większości poważnym problemem. I jeżeli ktoś z tego powodu przez dłuższy czas nie może się umyć i odczuwa przez to silny nawet dyskomfort, trudno od razu mówić o jego uzależnieniu od mycia.

Dla mnie sprawa wydaje się prosta - fakt, że bez dostępu do Internetu trudno się obejść dowodzi tego, że dostępne za jego pośrednictwem funkcje (a nie sam Internet), tak jak wcześniej kino, telefon, radio czy telewizja, stały się zwyczajną częścią naszej kultury.

W konkluzji - parafrazując tytuł znanego artykułu Nicolasa Carra - można by przewrotnie rzec, że "Internet nie ma już szczególnego znaczenia".


TOP 200