Internecik, czyli będzie lepiej

Nie wiem, czy drażni Państwa powszechny obyczaj zdrabniania nazw rzeczy, jak na przykład mówienie o ''pieniążkach''. Pewnie zresztą spora część Czytelników CW właśnie tak się wyraża, być może nawet nie zdając sobie sprawy, jak to w języku polskim łatwość tworzenia form pochodnych zaowocowała nieznośną manierą.

Nie wiem, czy drażni Państwa powszechny obyczaj zdrabniania nazw rzeczy, jak na przykład mówienie o ''pieniążkach''. Pewnie zresztą spora część Czytelników CW właśnie tak się wyraża, być może nawet nie zdając sobie sprawy, jak to w języku polskim łatwość tworzenia form pochodnych zaowocowała nieznośną manierą.

Kiedyś tylko do dzieci mówiło się o "zupce" oraz "szpinaczku". Dziś niewiele polskich słów pozostaje bez zdziecinniałych form. Wśród nich figurują "komputer" oraz "internet". Ten ostatni pisany bywa małą literą, co miesięcznik Wired lansuje piórem kolegi Chabika na gościnnych łamach CW (http://www.computerworld.pl/artykuly/43976.html ). Należy jednak wiedzieć, że już trzy lata temu Papież nauczał, iż internet pisze się małą literą, por.http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/315.html .

Myślę, że pora zacząć traktować internet jako coś powszechnego i zacząć zdrabniać jego nazwę. W następnym kroku powinniśmy też obłożyć go powszechnym abonamentem. Tylko bowiem opodatkowanie każdego obywatela może zapewnić racjonalny i stabilny rozwój technologii krytycznej dla pomyślnego stanu naszego państwa. Zauważmy, jak dzięki abonamentowi wspaniale rozwija się telewizja publiczna i jak kwitnie radio publiczne. A przecież te narzędzia indoktrynacji są w pewnych krajach dostępne za darmo - fatalne tego skutki widać np. w USA. Poważny błąd naszego państwa w sprawie internetu trzeba jak najszybciej naprawić. Ludzie z branży wiedzą, że każdy komputer da się podłączyć do internetu, a jeśli nawet producent tego nie przewidział, to fachowcy potrafią to zrobić. Powinniśmy więc żądać wprowadzenia powszechnego abonamentu internetowego, płaconego przez każdego posiadacza komputera. Ba, przez każdego posiadacza procesora, nawet tylko jednego.

Proszę pomyśleć, ileż spraw zostanie w ten sposób radykalnie załatwionych. Masowość nowej usługi spowoduje dalszy spadek jej cen, o co skutecznie od lat walczy PIIiT (http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,2262690.html ). Oczywiście Izbę trzeba będzie zamienić na Krajową Radę, jak ta od TV i radia, a jej prezesowi przyznać status ministra, ale jest to niewielki kłopot. Jak sądzę prezes, to jest chciałem powiedzieć minister Iszkowski, z pewnością nie będzie oponował i godnie przyjmie nowe stanowisko. Rodzime rozwiązanie będzie niewątpliwie iskierką nadziei dla narodów pozbawionych powszechnego dostępu do internetu. Masowość spowoduje, że nareszcie w statystykach Polska zacznie pojawiać się nie na szarym końcu, ale na początku. Co tam jakieś głupie 7,54 miliona internautów, którymi podnieca się redaktor Anna Meller na łamach CW online (http://www.computerworld.pl/news/69935.html ), skoro niedługo wszyscy Polacy będą mogli nimi zostać. Oczywiście red. Meller oraz agencja SMG/KRC Poland Media, robiąca internetowe badania statystyczne, stracą ciekawe zajęcie. Ale skoro przez lata nie udawało im się dokładnie policzyć internautów (dokładność 0,1% nie jest wystarczająca na potrzeby podatkowe), to nie ma czego żałować.

Widzę oczyma wyobraźni hasło wyborcze LPR "Każdy Polak internautą". Myślę, że może ono śmiało konkurować z gierkowskim "Polak potrafi". W tym ostatnim zapomniano bowiem dodać, co potrafi, no i wyszło tak jak wyszło. 38 milionów internaucików nie może się jednak mylić. Będzie lepiej!


TOP 200