Inteligenci

Zamówiłem kiedyś książkę wydaną przez Iskry, z odbiorem w wydawnictwie, na Smolnej, co było wygodne, bo tamtędy wiedzie często przemierzany szlak z Dworca Centralnego do siedziby Związku Banków (kiedyś na Smolnej, teraz kawałek dalej - na Kruczkowskiego).

Na miejscu okazało się, że wydawnictwo mieści się w przedwojennym mieszkaniu Boya, który ma tam też małe muzeum. A książka, napisana przez KTT, miała tytuł Rodzina Toeplitzów. Książka mojego ojca.

Czytam teraz felieton KTT Pięć osób zamieszczony w Przeglądzie z 21 marca i próbuję, i nie potrafię uzmysłowić sobie, że to już ostatni Jego tekst, bo w tydzień i dwa dni później na zawsze zabrała Go choroba. A w felietonie tym jest m.in. fragment o tym, że w naszej tradycji kulturalnej i literaturze lekarz był nosicielem oświaty, rozsądku, tolerancji i społecznej wrażliwości, co obecnie wydaje się być wątpliwe, gdyż coraz silniej działającym u nas nakazem jest strach i zalęknienie przed nacierającymi zewsząd siłami obskuranckiej prawicy.

Taka wzmianka o lekarzach zaś musi od razu prowadzić do skojarzeń z Boyem i jego przedwojennymi zmaganiami z siłami podobnymi, ale jeszcze chyba potężniejszymi. Co nie mniej ważne - i Boy, i KTT, byli też mistrzami sztuki felietonowej, a do ich grona w tej kategorii dołączyłbym jeszcze Kisiela, którego prywatne archiwum również niebawem ma być dostępne w Redakcji Iskier.

Wspominam te trzy nazwiska, bo od Kisiela, jeszcze z czasów Tygodnika Powszechnego i moich lat licealnych, zaczęła się moja fascynacja krótką formą literacką, jaką jest felieton, w moim przypadku paradoksalnie łącząca się z... samo-nauką panowania nad klawiaturą maszyny do pisania.

Podczas którychś letnich, szkolnych wakacji Ojciec wykonywał wieczorami jakąś pracę w domu i w związku z tym przyniósł z firmy walizkową maszynę do pisania. Aż do jego powrotu z pracy czarna, błyszcząca, NRD-owska Erika była wolna, więc - podczas gdy za oknem koledzy grali w piłkę - ćwiczyłem zapamiętale przepisując kawałki z gazet. W którymś momencie trafiłem na Tygodnik Powszechny z felietonem Kisiela i dalej ćwiczyłem już tylko na nim (nie znaczy to jednak, że gdy wyczerpał mi się domowy zapas Tygodników z Kisielem, zacząłem przepisywać książki Boya).

Od odejścia Kisiela minęło już prawie 20 lat, a teraz żegnamy KTT, jednego z tych, którzy, mimo że nigdy nie mieli z górki, to w tym, co pisali, zawsze potrafili zachować wysoką klasę i wystrzec się sięgania po tanie argumenty. Chociaż nie zawsze mieli rację (a kto ją ma zawsze?), to prezentując swe racje, nie sięgali nigdy po tak dziś powszechne w środkach przekazu niskie, chamskie chwyty, zastępujące rzeczowe argumenty i wyznaczające poziom dyskusji. Był przy tym KTT znakomitym erudytą i czasem - jak to ktoś kiedyś powiedział - by w pełni zrozumieć jeden jego felieton, trzeba było przeczytać kilka książek.

Pisał KTT nie tylko felietony. Jest także autorem artykułów, scenariuszy i filmowych oraz książek. Pośród tych ostatnich są liczne takie, których tematem jest film i środki przekazu, w obu których to dziedzinach był KTT wybitnym specjalistą.

Boy, Kisiel i KTT. Nie ma ich już, trwają jednak ich dzieła, jest pamięć i coś, co - mimo różnicy epok, w których tworzyli - ich łączy: wszyscy oni byli wybitnymi przedstawicielami inteligencji, grupy społecznej, która zdaje się być u nas w zaniku. W zaniku, bo, jak pisze w ostatniej Polityce Zdzisław Pietrasik: niegdyś etos inteligenta polskiego zabraniał mu chwalić się bogactwem i wywyższać ponad innych - nakazywał natomiast poczuwać się do odpowiedzialności za tych, którym z różnych powodów w życiu się nie powiodło.

Tylko tyle i aż tyle. Boy, Kisiel i KTT.


TOP 200