Inny wymiar motoryzacji

Przejażdżka samochodem jest tutaj bez wątpienia istotnym doświadczeniem. Zbliżamy się do zakrętu. Słychać klakson - to ostrzeżenie dla tych, którzy kryją się za rogiem. Będziemy wyprzedzać. Słychać klakson - wyprzedzany musi zjechać na bok, żeby obok siebie zmieściły się dwa pojazdy. Z naprzeciwka coś pędzi prosto na nas, będziemy się mijać.

Przejażdżka samochodem jest tutaj bez wątpienia istotnym doświadczeniem. Zbliżamy się do zakrętu. Słychać klakson - to ostrzeżenie dla tych, którzy kryją się za rogiem. Będziemy wyprzedzać. Słychać klakson - wyprzedzany musi zjechać na bok, żeby obok siebie zmieściły się dwa pojazdy. Z naprzeciwka coś pędzi prosto na nas, będziemy się mijać.

Słychać klakson - ostrzeżenie dla tych, którzy idą poboczem. Coś stoi na drodze, więc będziemy omijać. Słychać klakson - stojący na drodze nieznacznie ustępują drogi nadjeżdżającemu. Rytm klaksonu wyznacza tu tempo podróży. Na drodze przewagę mają oczywiście ci, którzy prowadzą większy pojazd, oraz ci, którzy mają bardziej donośny klakson.

Sposób korzystania z drogi nieco odbiega od tego, do którego można przyzwyczaić się w Europie. Oczywiście, korzystają z niej wszyscy na równi. Piesi, rowerzyści, rikszarze, krowy, motory, tuk-tuki i wszelkiej maści samochody. Pasy ruchu istnieją tylko teoretycznie i to zarówno w mieście, jak i poza nim. Wyprzedza się wszędzie i w każdym miejscu. Na skrzyżowaniu, przed wzniesieniem, na zakręcie lub tuż przed nim. Klakson daje sobie radę z każdą z tych sytuacji. Gdyby istniały przejścia dla pieszych, wyprzedzano by zapewne i na nich. Jeśli mamy potrzebę zatrzymania samochodu, to po prostu go zatrzymujemy. Nieważne, czy to komuś zagraża czy nie. Zresztą trudno tu mówić o zagrożeniu, bo w świetle naszych kategorii tutaj samo pojawienie się samochodu na drodze jest już zagrożeniem.

Konstrukcje samochodów - archaiczne. Kiedy na nie patrzę, przypomina mi się dowcip o szczęśliwym posiadaczu produkowanego pod Poznaniem tarpana. Kiedy z dumą pokazał swój nowy nabytek ziomkowi zza oceanu, ten z podziwem powiedział: "Piękna robota, ale u w Stanach samochodów ręcznie nie produkuje się już od czasów Forda-T". Mam wrażenie, że każdy z pojazdów, którym tutaj jeżdżę, jest ręcznie złożony w nikomu nie znany sposób w całość.

Silnik jest bez wątpienia złożonym urządzeniem. I chyba jedynym, jaki zasługuje na uwagę w tych pojazdach. Układ elektryczny jest zredukowany do rozrusznika i świateł. No i rzecz jasna zasila wszechobecny klakson. Jeśli coś się tutaj zamyka, to na skobel i kłódkę. Tak zamykają się drzwi, schowki na bagaże, klapa od silnika, a nawet i okna. Coś takiego jak elektronika w ogóle nie występuje. Układy wspomagania kierownicy, hamowania, napędu - to czysta abstrakcja. O takich udogodnieniach, jak sygnalizacja nie wyłączonych świateł, nie zapiętych pasów czy sterowanie lusterkami z wnętrza samochodu, nawet nie warto wspominać. Deska rozdzielcza ogranicza się do i tak nikomu niepotrzebnego prędkościomierza.

W Nowej Gospodarce wielkie koncerny samochodowe wydają obecnie miliony dolarów na opracowanie kanałów sprzedaży przez Internet. Chcą zredukować rolę dilerów do punktów odbioru wcześniej wybranego, zamówionego i opłaconego przez Internet samochodu. Chcą obniżyć koszty sprzedaży, uatrakcyjnić ofertę i w efekcie zwiększyć liczbę produkowanych samochodów. I choć w Kathmandu dostęp do Internetu jest niemalże na każdym rogu ulicy, to zapewne nikt nie będzie tutaj kupować samochodu w ten sposób.

Wzrost sprzedaży nieuchronnie będzie oznaczać wzrost liczby samochodów idących po prostu na przemiał. Brutalne prawa ekonomii nie dadzą żadnej szansy tej wielkiej masie złomowanych pojazdów na pojeżdżenie po tutejszych drogach. I pewnie będzie tak, że kiedy tutaj znowu przyjadę za parę, może kilkanaście lat, po tych samych drogach wciąż będą jeździć te same, rozlatujące się autobusy i ciężarówki rodem z końca lat 50. I nic tu nie pomoże Nowa Gospodarka. w

Nepal, Sounali, 30 października 2000 r.