Informatyka drugiego obiegu

Minął pierwszy Kongres Informatyki Polskiej. To wydarzenie, którego znaczenia nie można przecenić. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat w Polsce mówiło się o informatyce oficjalnie w sposób nieskrępowany i prawdziwy. Dawniej też wiele mówiono, ale głównie o informatyce lukrowanej, na pokaz, która umożliwiała przede wszystkim dostęp do różnych funduszy, a czasem nawet do władzy. Do dziś wielu z nas pamięta hasło lat 70. "Informatyka kluczem do dobrobytu". Retoryka tego powiedzenia mimo, że ogólnie prawdziwa, była w owych czasach dokładnie taka sama, jak innych haseł rzucanych przez "wielką przewodniczkę". Służyła tworzeniu fasady, za którą zwykle kryła się pustka. Tak pojmowaną informatykę nazywałem Informatyką Oficjalnego czy też Pierwszego Obiegu.

Minął pierwszy Kongres Informatyki Polskiej. To wydarzenie, którego znaczenia nie można przecenić. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat w Polsce mówiło się o informatyce oficjalnie w sposób nieskrępowany i prawdziwy. Dawniej też wiele mówiono, ale głównie o informatyce lukrowanej, na pokaz, która umożliwiała przede wszystkim dostęp do różnych funduszy, a czasem nawet do władzy. Do dziś wielu z nas pamięta hasło lat 70. "Informatyka kluczem do dobrobytu". Retoryka tego powiedzenia mimo, że ogólnie prawdziwa, była w owych czasach dokładnie taka sama, jak innych haseł rzucanych przez "wielką przewodniczkę". Służyła tworzeniu fasady, za którą zwykle kryła się pustka. Tak pojmowaną informatykę nazywałem Informatyką Oficjalnego czy też Pierwszego Obiegu.

Dlaczego informatyka pierwszego obiegu była tak nieefektywna? Dlaczego nie mogła być kluczem do dobrobytu?

Składało się na to wiele przyczyn. Przede wszystkim brak ogólnie pojmowanej infrastruktury informatycznej; niedouczone społeczeństwo, niedostępność komputerów i oprogramowania czy niedowład telekomunikacyjny. Rzucający hasła doskonale wiedzieli o ich nierealizowalności. Klinicznym przykładem zmarnowanego wielkiego wysiłku była dla mnie produkcja w latach 70. na skalę przemysłową polskiego minikomputera o wdzięcznej nazwie MOMIK. Ktoś wpadł na pomysł, aby na siłę uszczęśliwiać nim działy finansowe państwowych (bo tylko takie były) firm. I łza się w oku kręciła, gdy ten nadający się do sterowania rozmaitych obiektów komputer służył w biurach za blat do jedzenia śniadań i parzenia herbaty.

Informatyka pierwszego obiegu była realizowana za pomocą tzw. Programów Rządowych (PR), które zazwyczaj nie kończyły się żadnymi wdrożeniami. Służyły one przede wszystkim wysysaniu przez co sprytniejszych, pieniędzy z budżetu, poprzez niekończące się realizowanie latami etapów pośrednich. Łatwo zauważyć, że w interesie realizujących dany program leżało jego przeciąganie, dlatego nagminną praktyką była zmiana pierwotnej koncepcji. W takim przypadku program jakby zaczynał się od początku. Sądzę, chociaż teraz wielu trudno się do tego przyznać, że większość informatyków po czterdziestce uczestniczyła bezpośrednio lub pośrednio w rozwijaniu informatyki fasadowej.

Pod koniec lat 70., a zwłaszcza od chwili pojawienia się komputera powszechnego użytku jakim był mikrokomputer, zaczęła funkcjonować informatyka drugiego obiegu. Zwykle polegała ona na realizowaniu przez osoby prywatne systemów informatycznych potrzebnych czy wręcz niezbędnych zleceniodawcom. Tutaj nie było czasu i nikt nie chciał płacić pieniędzy za udawanie, że coś zostało zrobione. Rozsądni i uczciwi informatycy podejmowali się zadań ykonalnych, które realizowali w założonym czasie. Ta skądinąd pożyteczna wówczas działalność została pogardliwie nazwana chałturzeniem. Osobiście mogę śmiało powiedzieć, że prawie wszystko czego praktycznie nauczyłem się po studiach informatycznych zawdzięczam wieloletniemu funkcjonowaniu w drugim obiegu.

Od pewnego momentu oba informatyczne obiegi istniały obok siebie, ale coraz większa liczba informatyków działała w tym drugim, prawdziwym. W połowie lat 80. trudno było mi wskazać wśród znajomych informatyków kogokolwiek, kto nie był uwikłany w realizowanie jednej lub nawet kilku chałtur. Dzisiaj kiedy rynek zaczyna działać normalnie nie ma powodów dzielenia informatyki na dwa obiegi. Proces wyłaniania się tylko jednej informatyki - zwykłej i potrzebnej - uznaję za jedno z najważniejszych osiągnięć, które dokonało się w Polsce w ciągu ostatnich lat. Proces ten trwa w dalszym ciągu napotykając na różne przeszkody. Można wręcz postawić tezę, że im szybciej będą się zmieniały obecnie proporcje informatyki pierwszego i drugiego obiegu na korzyść tej zwykłej i potrzebnej, z tym większą pewnością będziemy mogli twierdzić, że powracamy do normalności. Uczestnikom Kongresu należy więc życzyć, aby określili co obecnie przeszkadza rozwojowi informatyki w naszym kraju i znaleźli dpowiednie środki zaradcze.


TOP 200