Informatyk na urzędzie

Właściwie w każdej polskiej gminie informatycy są traktowani jak powietrze. Bez nich trudno żyć, ale na co dzień nikt się nie zastanawia, w jaki sposób można lepiej wykorzystać ich wiedzę. Widać to również w krakowskim magistracie, choć jest jednym z najlepiej zinformatyzowanych urzędów administracji publicznej.

Właściwie w każdej polskiej gminie informatycy są traktowani jak powietrze. Bez nich trudno żyć, ale na co dzień nikt się nie zastanawia, w jaki sposób można lepiej wykorzystać ich wiedzę. Widać to również w krakowskim magistracie, choć jest jednym z najlepiej zinformatyzowanych urzędów administracji publicznej.

Piotr Malcharek

Piotr Malcharek

Nie należę do kadry zarządzającej w magistracie" - przyznaje Piotr Malcharek, kierownik Oddziału Informatyki Urzędu Miasta Krakowa (UMK). - "Zastanawiam się czasami, czy właściwie powinienem czytać cały Computerworld, czy też jego połowę, wszak to pismo dla menedżerów informatyki, a ja w obecnej strukturze urzędu łapię się raczej na drugi człon - informatyk. Słowem, w magistracie jesteśmy postrzegani jako pożyteczne, acz dość kosztowne mrówki".

Nie dziwi to, wziąwszy pod uwagę liczebność zespołu i wielkość budżetu. Od lat w krakowskim magistracie pracuje 26 informatyków, którzy obsługują 1600 urzędników. W tym roku na wydatki inwestycyjne - zgodnie z planem 5-letnim - przeznaczono 1,5 mln zł. Za te pieniądze są kupowane serwery, elementy infrastruktury sieciowej, komputery, drukarki i oprogramowanie. Drugie tyle stanowią wydatki bieżące, czyli m.in. opłaty licencyjne i koszty asysty technicznej. W tym ostatnim przypadku same umowy z Otago, Hewlett- -Packardem i Oracle'em, pochłaniają ok. 1,2 mln zł.

"Co roku pojawiają się zastrzeżenia ze strony władz samorządowych do kosztów asysty technicznej" - opowiada Piotr Malcharek. - "W potocznym rozumieniu, gdy został już zbudowany system informatyczny, nie ma żadnego powodu, by inwestować w serwis pogwarancyjny. Ot, ludzie patrzą na świat z perspektywy własnych, domowych komputerów PC, których nie trzeba rozbudowywać ani przejmować się, czy popsute, zostaną naprawione w godzinę czy za tydzień".

Piotr Malcharek

Nie ma słuchu absolutnego, ale jest z wykształcenia wibroakustykiem. Za najlepsze sale pod względem akustycznym uważa Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie, Filharmonię Rzeszowską i kościół św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu. Na IV roku studiów w Akademii Górniczo-Hutniczej, w połowie lat 90., dołączył do grupy prof. Andrzeja Gołasia, obecnego prezydenta Krakowa, która zajęła się mechaniką komputerową (zastosowaniem metod komputerowych w inżynierii mechanicznej). Wtedy zrozumiał, że jego powołaniem nie jest akustyka. Praca na uczelni utwierdziła go w tym przekonaniu - coraz bardziej oddalał się od akustyki, do której - czego nie ukrywa - trzeba mieć słuch i zacięcie. A on traktował dźwięk po inżyniersku. Na początku 2001 r. rozpoczął pracę w UMK.

Ubolewa, że wiele osób utożsamia wdrożenie systemu informatycznego z dostępem do pełnej informacji. "Panuje magiczna wiara, że komputer na biurku daje pełną informację i zwalnia urzędników od opracowywania danych" - mówi. Jeszcze trudniej walczy się z innym przesądem - że nie potrzeba inwestować w raz zbudowany system informatyczny. Żacha się, iż ludzie ubezpieczają samochody, ale gdy chodzi o system informatyczny i pieniądze na asystę techniczną, kiwają głowami i pytają: po co?

Jego pasją są narty i książki ks. Józefa Tischnera. Nie przepada za kawiarniami w zamkniętych pomieszczeniach, dlatego nie wyobraża sobie życia poza Krakowem (z budynku UMK na krakowski rynek jest bardzo blisko).

Przynieś, podaj, pozamiataj

W Urzędzie Miasta Krakowa Oddział Informatyki jest częścią Wydziału Organizacyjnego, którego dyrektor jest zarazem dyrektorem magistratu. "Ale chociaż zabrzmi to paradoksalnie, w hierarchii służbowej podlegam wyłącznie dyrektorowi Wydziału Organizacyjnego, co jednoznacznie wskazuje na moje miejsce w szeregu" - wyjaśnia Piotr Malcharek.

W jego ocenie informatyka jest traktowana usługowo. "Mogę co najwyżej postulować, składać na ręce swojego zwierzchnika pisma i cierpliwie czekać na decyzje" - dodaje.

Jeszcze przed czterema laty jeden z jego poprzedników na tym stanowisku, nieżyjący już Jacek Neumann, był zastępcą dyrektora Wydziału Organizacyjnego. Siłą rzeczy jego wpływ na decyzje w magistracie był większy, zwłaszcza że wdrożenie systemu Ratusz nadzorował Krzysztof Pakoński, ówczesny wiceprezydent miasta. "Członek kadry zarządzającej stawia problem i potem szuka rozwiązania. W moim przypadku pole działania zawęża się do technologii, by optymalnie rozwiązać odgórnie nakreślone zadanie" - wyłuszcza Piotr Malcharek.